Największe gafy żywieniowe biegaczy przed startem

Masz w najbliższym czasie start w biegu? Świetnie, na pewno zaciekawi Cię więc kilka historii naszych czytelników, którzy tuż przed startem popełnili karygodne błędy w odżywianiu. Do naszej redakcji przysłali nam swoje opowieści, które nieraz wzbudzają zdziwienie – jak mogli postąpić w tak nierozsądny sposób? Któż jednak z nas nie popełniał na początku podobnych błędów?

Niech zatem ich przykład, a raczej anty-przykład będzie dla Ciebie przestrogą, czego nie jeść i nie pić tuż przed zawodami, jeśli chcesz je ukończyć w dobrej formie. Zresztą – zobaczcie sami.

Gafy żywieniowe biegaczy:

Paczka draży

- REKLAMA -

To był rok 2010, debiut na dystansie półmaratonu. Nie miałam wtedy zbyt dużej wiedzy na temat biegania, ale wiedziałam, że trzeba zapewnić sobie sporo energii. Poszukałam więc w domu produktu, który miał najwięcej kalorii – szukałam, szukałam i… znalazłam! Draże czekoladowe ukryte w szufladzie zdawały się czekać na ten wyjątkowy dzień. Niewiele się zastanawiając wciągnęłam całą 100g paczkę, popiłam odrobiną wody i pobiegłam w stronę startu. To co działo się później – było krótko mówiąc moim małym piekiełkiem. Biegłam z dużym bólem brzucha, a energii zabrakło mi już po 10km. Draże pomimo wysokiej kaloryczności (blisko 500kcal/100g) składają się z cukrów prostych, które szybko się uwalniają do krwioobiegu. Teraz to wiem, kiedyś nie wiedziałam. Efekt był taki, że ledwo dobiegłam. Teraz żywię się inaczej, a gdy mam ochotę na kilka czekoladowych kuleczek – zjadam je po biegu, nigdy przed!

Karolina

 

Tradycyjna polska kuchnia

Zacząłem biegać jeszcze w latach 90, kiedy wiedzę na temat biegania czerpało się głównie od znajomych. O ile na temat trenowania wiedziałem wiele, o tyle na temat żywienia wciąż pokutowały mity rodem z PRLu oparte na tezie – im więcej człowiek pracuje, tym treściwiej powinien jeść. Byłem biegaczem – musiałem, więc zjeść treściwie. W 1995 roku debiutowałem w Maratonie Warszawskim. Wstałem więc 3h przed startem i zacząłem komponować swój posiłek – odgrzałem kotleta mielonego, zrobiłem sobie 2 kanapki ze smalcem i żółtym serem, do tego szklanka tłustej śmietany. Nigdy wcześniej tak nie jadłem, ale też nigdy wcześniej nie miałem do pokonania ponad 42km! Moje problemy zaczęły się już na starcie, gdy inni rozgrzewali się i odliczali sekundy do startu – ja stałem i bekałem. Odbijało mi się niemiłosiernie i od pierwszych kilometrów było mi źle na żołądku – po 10km zacząłem odczuwać bóle brzucha, kolkę, kilka razy mi się cofnęło. Od 15km praktycznie nie biegłem, tylko truchtałem, byle jakoś ten bieg ukończyć. Ukończyłem – ponad godzinę wolniej niż zakładałem… Ten dzień pamiętam jak dziś i mówię wam – jeśli biegacie i nie chcecie podobnych przeżyć – zapomnijcie o czymś takim jak tradycyjna polska kuchnia – przynajmniej przed biegiem.

Marcin

 

Owsianka dobra na wszystko

Należę do nowego pokolenia biegaczy. Zacząłem dopiero w zeszłym roku i od razu postanowiłem podejść do sprawy profesjonalnie – buty za pięć stów, strój biegowy – full profeska, pulsometr i dużo biegowej wiedzy. Czytałem, że owsianka jest bardzo dobra dla biegaczy dlatego to ją wybrałem jako mój posiłek przed startem na 10km. Zjadłem około 800ml, wsiadłem w samochód i już po 30min byłem w biurze zawodów. Pakiet odebrany, krótka rozgrzewka i na start. Cały czas czułem bulgoczącą w żołądku zupę, ale co tam – przynajmniej nie byłem głodny. Ruszyłem i niesiony euforią… pierwszy kilometr pobiegłem za szybko, na drugim złapała mnie kolka, a na trzecim… byłem już w Toi-Toju. Totalny rozstrój żołądka i dźwięki jakich nigdy wcześniej nie słyszałem. Gdy wyszedłem z kabinki, wiedziałem już, że jest praktycznie po biegu. Po drodze jeszcze na 7 i 9km odwiedzałem krzaczki, a mój czas 58min bardzo odbiegał od zakładanych przeze mnie 45min. Teraz już wiem, że tak duża ilość mleka przed startem to zabójstwo dla żołądka. Od tamtej pory stawiam na biszkopty, ewentualnie chałwę i rodzynki – dzięki czemu biegam bez przystanków w błękitnych budkach.

Mariusz