Metod na podkręcenie swojej wytrzymałości oraz siły biegowej jest naprawdę sporo. Jednym z najbardziej lubianych treningów służących poprawie tych parametrów są podbiegi. Są one nieodłącznym elementem większości planów treningowych i bardzo dobrze, bo ich skuteczność jest naprawdę wysoka. Te, które wykonujemy najczęściej mają średnio od 100 do 300m długości (są to tzw. short hills). Dłuższe (long hills) mogą mieć długość nawet 500-600m. Czy istnieje jeszcze jakaś alternatywa, zwłaszcza dla kogoś komu nie idzie szybkie bieganie pod górę?

Szybkie podbiegi – szybka załamka

Wiem, że z tym co teraz napiszę pewnie nie do końca wszyscy się zgodzą (zwłaszcza zwolennicy tradycyjnej, polskiej szkoły biegania), ale uważam, że wykonywanie szybkich sesji podbiegów w przypadku wolniejszych biegaczy mija się z celem. Dobrze wykonane podbiegi powinny składać się z kilku powtórzeń ze stałym, wysokim tempem, powinny być wykonywane poprawnie technicznie – nogi unoszone wysoko, odpowiednio wysoka kadencja oraz praca rąk. Wielu biegaczom przychodzi to z wielkim trudem, dla wielu poprawne wykonywanie podbiegów jest wręcz niemożliwe. Co wtedy? Niektórzy się załamują i rezygnują z trenowania siły uważając, że to nie dla nich.

Podbiegi o długości 2km – szaleństwo? Niekoniecznie. 

Niepotrzebnie! Przecież siłę biegową u amatorów równie dobrze można wytrenować w inny sposób. Niektórzy trenerzy wykorzystują do tego przedłużone wersje long hills, ale przedłużone i to sporo do 1, 2 a nawet 3km podbiegów. Tak, wiem, że to już dużo i nie każdy ma w pobliżu taki podbieg, ale nawet będąc w górach chociaż kilka dni – warto coś takiego pobiegać. Jak to zrobić? Jestem zdania, że im mniej filozofii w treningu biegowym amatora – tym lepiej. Osobiście jestem zwolennikiem podbiegów o długości 2km – są one wymagające, ale nie wyczerpują. Wystarczą 3-4 takie powtórzenia (na nachyleniu max 7-8%) w spokojnym, ale równym tempie żeby trening solidnie wszedł w nogi (wracamy oczywiście w truchcie). Dla biegacza, który na zawodach nie operuje wysokimi tempami jest to trening, który wbrew pozorom poprawia tempo biegu na płaskim terenie. Do poprawy parametrów tempowych służą z kolei INTERWAŁY i to one mogą być wykonywanie jako trening oddzielający szybkość od siły.

16km solidnego biegania – niestety nie dla wszystkich

Tak wiem – brzmi szaleńczo! 4x2km + zbiegi to przecież 16km biegania w górę i w dół! Tak, to sporo, ale dzięki temu popracujesz nad siłą, której nie wytrenujesz klasycznymi podbiegami. Jest to naprawdę doskonała alternatywa, u większości moich zawodników się sprawdza, ale jest jeden warunek, który wynika bezpośrednio z logiki – biegacz musi bez problemu potrafić pokonać 20-25km żeby ta szesnastka nie zmasakrowała go doszczętnie. Nie jest to zatem trening dedykowany tym, którzy dopiero w bieganiu raczkują.

Pamiętaj – podbiegi to trening nie tylko zarezerwowany dla najszybszych, a usilne wciskanie kitu słabszym, że trzeba zasuwać pod górę na krótkich odcinkach jest nie tylko wkurzające, ale też deprymujące dla tych, którzy nie są jeszcze na to gotowi. Zawsze jest jakiś sposób, a przedłużone long hills są właśnie jednym z nich. Powodzenia!

 

Komentarze Facebook

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here