Nike Air Max 2015 – test

Nike Air Max to model legenda. Słynny poduszkowiec od Nike jest produkowany już od 30 lat i wciąż zachwyca kolejnymi odsłonami. Nie inaczej było w przypadku modelu 2015, który na początku tego roku poddałem testom. Czy mnie zachwycił? Zobaczcie.

Powietrze na piance czyli amortyzacja w wersji Max

Air Max wykorzystuje coś, dzięki czemu wszyscy biegamy – powietrze. To właśnie ono, zgromadzone w podeszwie powoduje uczucie niewiarygodnej sprężystości. But zdecydowanie wyróżnia się spośród innych modeli oryginalnym designem, który choć może budzić kontrowersje – mnie się spodobał. Dość masywna podeszwa nie sprawia wrażenia pontonu, na którym osadzona jest cholewka, ale tworzy z nią spójną całość i pomimo szczypty ekstrawagancji – nie razi w oczy. Gazowa poduszka osadzona jest dodatkowo na piance Cushlon, co dodatkowo zapewnia redukcję wstrząsów i pewność kroku.

- REKLAMA -

 

SAM_5840

 

Cholewka

Sama cholewka została zaprojektowana w taki sposób aby jak najlepiej dopasowywała się do stopy biegacza. Czuć to już po pierwszych kilometrach biegu – but dobrze się trzyma, nie wykazuje ruchów powodujących duże tarcie na linii skarpeta – wnętrze buta. Minusem może być nieco zbyt twarde obszycie w części pięty, ale po 30-40km ten mankament został niejako „rozbiegany” i materiał zmiękł pod wpływem wilgoci jak w każdym innym bucie.

Cholewka jest wykonana z lekkiej siateczki, z takiego materiału, który nie wymagał stosowania dużej ilości szwów. To duży plus, ale przecież najważniejsze są odczucia z samego biegu, a więc…

 

SAM_5833

 

Powolna radość z komfortu

Pierwsze treningi w Air Maxie w zasadzie były potwierdzeniem tego, o czym zapewniał producent przed wprowadzeniem swojego kolejnego modelu na rynek. Amortyzacja, sprężystość i komfort. Biegnąc w tym modelu od razu na myśl przyszły mi wszystkie osoby, które dopiero biegać zaczynają, mają nadwagę lub wracają do biegania po kontuzji.

 

1
2
3
PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułMo Farah z najlepszym wynikiem na świecie na dystansie 2 mil!
Następny artykułAmatorskie życiówki są bez sensu! Czy aby na pewno?
Tomasz Peisert
Redaktor naczelny, współwłaściciel, biegacz – amator od 15 lat. Gdy zaczynał biegać, nie miał o tym pojęcia, ale od razu porwał się na… maraton. Popełnił chyba wszystkie możliwe błędy początkujących biegaczy, ale zgłębiając wiedzę i trenując systematycznie w końcu złamał granicę 3 godzin w maratonie. Teraz zdobytym doświadczeniem dzieli się z innymi, prowadząc grupy treningowe oraz tworząc poczytne teksty/felietony. Pisze to co myśli, często kontrowersyjnie, ale nigdy nie ukrywa faktów. Jego aktualne rekordy życiowe to: maraton 2:56:47, półmaraton 1:18:17, 10km - 35:19.