Pod koniec lipca na portalu Biegologii zostało opublikowane zdjęcie biegaczki starszego pokolenia biegnącej najsłynniejszym szlakiem turystycznym w Polsce – na Morskie Oko. Fotka obiegła całą polską sieć… w tym samym momencie byliśmy z grupą amatorów na obozie w Tatrach. Jak wygląda taki obóz biegowy i jakie są jego zalety?

Drinki, otwarty bar i jedzenie bez limitu, do tego basen, zatłoczona plaża i kilkugwiazdkowy hotel. Sporo osób właśnie tak spędza swoje wczasy – nie mówię, że to źle, każdy ma prawo do totalnego lenistwa, po ciężkiej pracy. Niektórzy jednak znużeni totalnym lenistwem wolą wypoczywać „aktywniej” tzn. mimo braku niepełnosprawności wsiąść do kolejki i wjechać na Kasprowy Wierch lub wsiąść do wozu i wjechać bryczką na Morskie Oko, po czym zastani nagłym mrokiem zadzwonić po TOPR z informacją, że bryczek już zabrakło a jakoś trzeba wrócić do miasta. Wszystko w trosce o kondycję konii, żeby im się przypadkiem na tym owsie za bardzo nie przytyło. Takie „aktywności” średnio nam się podobają, dlatego zachęcamy do zmian na tryb aktywny już bez cudzysłowia.

 

Obozowe życie

Po ostatnich sukcesach polskich lekkoatletów w Berlinie, przez chwilę w mediach zrobiło się głośno o tym pięknym sporcie. Wielu zaczęło się zastanawiać ile pracy takie osiągnięcia kosztują, co robią lekkoatleci, ile zarabiają itp. Otóż najczęściej w ciągu roku najlepsi przebywają na zgrupowaniach i pracują tam w pocie czoła. Życie zawodowca musi być bardzo poukładane, podporządkowane jednemu celowi, wszystko jest przemyślane, zaplanowane i skrupulatnie realizowane. Jest stały rytm pracy treningowej, oraz czas na regenerację. Czy w życiu sportowym amatora bywa podobnie? Raczej nie. Trenujemy po lub przed pracą, nie jemy o stałych, określonych porach, często też niedosypiamy. Na obozie jest na to wszystko czas – nic nie rozprasza, nic nie przeszkadza. Można skupić się wyłącznie na trenowaniu, jedzeniu oraz drzemaniu po treningach oraz porządnej porcji snu w nocy. Paradoksalnie na takim obozie więcej przebywa się w łóżku niż poza nim, jednak trenuje się dwa razy dziennie a to wymaga właśnie odpowiedniej regeneracji.

Obóz biegowy – stadne bieganie

Obóz to także mała społeczność, to napędzająca się, motywująca się grupa. Uczestnicy pochodzą z różnych środowisk, miejsc, mają różne zawody, ale łączy ich pasja do biegania i tylko to się liczy. W grupie zawsze człowiek zmusi się bardziej niż samemu, trudniej sobie odpuścić, łatwiej trzymać się z kimś. Grupa to także wymiana doświadczeń. Jest mnóstwo czasu na rozmowy, można wymienić uwagi o sprzęcie, przetestować go (w naszym przypadku Altra i X-bionic), uniknąć chaotycznego przekrzykiwania się na grupach facebookowych. Można realnie porozmawiać i rozwiązać swoje biegowe problemy, a te życiowe również, choć na chwilę zostawić gdzieś za plecami na szlaku. Na obozie można spotkać także ludzi stojących po tej drugiej stronie, czyli organizujących zawody (tak było u nas, mieliśmy przyjemność gościć organizatorkę Ultramaratonu Nowe Granice w Zielonej Górze), taka wymiana informacji to także pouczająca lekcja dla wszystkich.

Trenerskie oko

„Po co mi plan – dam radę sam” – oczywiście, że dasz. Autem też można jeździć i korzystać wyłącznie ze stacji benzynowej, aż popsuje się tak, że nie pojedziesz już nigdzie. Trener to mechanik dla twojego napędu. Wychwyci błędy, poprawi ustawienia – tak, abyś ze swojego autka mógł/mogła wycisnąć jak najwięcej. Na obozie jest czas na pracę nad techniką, można nauczyć się wielu ćwiczeń, niekoniecznie takich, które na pierwszy rzut oka przydają się w bieganiu. Obóz biegowy w górach to nie tylko nabijanie kilometrów i praca nad wydolnością oraz wytrzymałością. Na obozie można bardziej zbliżyć się do słowa „trening” a oddalić się od słowa „bieganie”. Trening to coś świadomego – wiem, po co to robię i jak to robię, bieganie po porostu aktywność fizyczna. Po to jest właśnie kadra trenerska. Jadąc w pojedynkę nie mamy świadomości jak nakłada się zmęczenie, kiedy trzeba zrobić coś lżejszego, kiedy należy mocniej przycisnąć, a kiedy po prostu nie iść na wymagającą wycieczkę. Licznik na zegarku kusi, aby go podbijać, jednak zaletą obozu biegowego pod okiem profesjonalistów jest troska o to, aby tego licznika nie przekręcić.

Aspekt turystyczny

Zacząłem tekst wspominając o biegaczce wyprzedzającej bryczki z turystami i pragnę zakończyć ten wątek na finiszu tych przemyśleń. Wyobraźcie sobie ile czasu można zaoszczędzić będąc osobą wysportowaną. Dla przeciętnego zjadacza chleba pokonywane przez Was na obozie trasy są niemal nie do przebycia w ciągu jednego dnia, Wy zaś wracacie na obiad i wykonujecie jeszcze trening uzupełniający. Wysiłek, satysfakcja, endorfiny a przy tym także turystyka w zintensyfikowanym wydaniu. Zamiast kilku wypraw, wystarczy Wam jedna biegowa wycieczka, zamiast kilku wyjazdów, jeden a zobaczycie i doświadczycie tyle samo, albo i więcej.

To taka wartość dodana, nagroda za systematyczną pracę. Zamiast wydawać na kolejkę, w której jeszcze swoje trzeba odstać, na busa oraz biednego konika ciągnącego bryczkę – można wydawać na nowe buty biegowe, zamiast na gofra czy zapiekankę na napój izotoniczny, czy żel, który wciągniecie na szlaku. Zamiast w boczki, pójdzie w płuca, serce, mięśnie nóg, grzbietu i brzucha. A oprócz wyrobionej kondycji i uśmiechu od endorfin pamiątką z wyjazdu będzie szok i niedowierzanie tych siedzących w bryczce oraz ich drapiące, gryzące sumienie. Może dzięki Wam, za rok będzie ich tam mniej?

Masz ochotę sprawdzić jak to jest na górskim obozie biegowym prowadzonym przez profesjonalistów? Chciałbyś poczuć atmosferę wspólnego biegania w malowniczych, górskich klimatach? Jeśli tak, to mamy propozycję nie do odrzucenia. Wraz z najlepszą na świecie ekipą z OBOZYGÓRSKIE.PL możesz przeżyć niesamowitą przygodę podczas obozu biegowego w Bieszczadach. Po kliknięciu w poniższy plakat dowiesz się więcej!

Komentarze Facebook

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here