Opłaty startowe – czyli jak nie dać się ogołocić organizatorom

fot.frogbox.com

Budzą kontrowersje i zagorzałe dyskusje. Czasem sprawiedliwe, a czasem wręcz janosikowe. Niektórym zawodnikom spędzają sen z powiek, a bywa, że uniemożliwiają start w zawodach. Opłaty startowe, bo o nich mowa to temat rzeka, w który jednak warto się choć trochę zanurzyć, by nie dać się zrobić w balona.

 

Bieganie to biznes

Aby zabrać jakikolwiek głos w dyskusji na temat opłat startowych należy uświadomić sobie, że bieganie to od wielu lat już nie tylko zdrowa forma aktywnego wypoczynku, ale też źródło całkiem dobrze funkcjonującego biznesu. Oprócz oczywistych korzyści producentów odzieży oraz sprzętu biegowego, dochodzą również: prasa biegowa, nowości wydawnicze w tej tematyce, portale, sklepy specjalistyczne, płatne porady trenerskie i wiele innych.

To wszystko wymaga jednak dość sporego wkładu finansowego lub wiedzy w tym zakresie. W związku z tym, dobrą alternatywą wydaje się organizacja imprezy biegowej, która może przynieść szybki dochód, choć wcale nie musi. Wszystko zależy od indywidualnych predyspozycji do właściwego sterowania marketingiem sportowym oraz sposobu podejścia do samej organizacji.

Należy w tym momencie podkreślić, że nie każdy organizator biegu, robi to, by osiągnąć konkretne korzyści finansowe. Niektórzy organizują małe lokalne biegi z niewielkimi opłatami startowymi (lub nawet bez) dla niewielkiej grupy biegaczy, zazwyczaj miejscowych lub z bliskich okolic. Inni porywają się na organizację imprez, które swym rozmachem szybko zyskują rangę międzynarodową, skupiając zawodników, również zza granicy.

Zarówno inicjatywa pierwszych jak i drugich zasługuje na uznanie, bez względu na to jaki główny organizacyjny cel przyświeca danej imprezie. One są organizowane dla biegaczy i wynikają z rosnącego zapotrzebowania na tego typu ,,usługi”. W tym świetle jest to zjawisko ogólnie postrzegane jako bardzo pozytywne. Problemy zaczynają się, gdy cena za taką usługę jest zupełnie nieadekwatna do jej jakości. Wtedy zaczynają się spekulacje i wątpliwości, czy organizator nie przesadził aby z wysokością opłaty startowej?

 

1
2
3
4
PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułMinerały, które wpływają na wydajność biegacza
Następny artykułPierwsze dni wiosny – pierwsze dni błędów
Tomasz Peisert
Redaktor naczelny, współwłaściciel, biegacz – amator od 15 lat. Gdy zaczynał biegać, nie miał o tym pojęcia, ale od razu porwał się na… maraton. Popełnił chyba wszystkie możliwe błędy początkujących biegaczy, ale zgłębiając wiedzę i trenując systematycznie w końcu złamał granicę 3 godzin w maratonie. Teraz zdobytym doświadczeniem dzieli się z innymi, prowadząc grupy treningowe oraz tworząc poczytne teksty/felietony. Pisze to co myśli, często kontrowersyjnie, ale nigdy nie ukrywa faktów. Jego aktualne rekordy życiowe to: maraton 2:56:47, półmaraton 1:18:17, 10km - 35:19.

2 KOMENTARZE

  1. […] Bieg masowy to usługa, za którą trzeba zapłacić. Organizatorzy wyznaczają przeróżne stawki, których wysokość jest najczęściej uzależniona od dystansu i lokalizacji. Inny koszt będzie miał mały lokalny bieg na 10 km, inny też duży, wielotysięczny maraton w mieście. Przeważnie opłaty startowe są ustalane w uczciwy sposób, jednak zdarzają się organizatorzy, którzy chcą na biegu zrobić maksymalne zyski kosztem uczestników, przy calkowicie nieadekwatnej do jakości biegu opłacie startowej. […]

Comments are closed.