ORLEN Warsaw Marathon – nie słuchaj spikera, nie ufaj kibicom!

Już w niedzielę start ORLEN Warsaw Marathon. Pewnie stresujesz się przed startem, ale jeśli przygotowywałeś się sumiennie – nie masz się czego obawiać. Pamiętaj jednak o jednej ważnej sprawie – nie słuchaj bezkrytycznie wszystkiego co mówi spiker i nie bądź podatny na doping kibiców. To co piszę to trochę z przymrużeniem oka, ale lepiej uważać.

Emocje na starcie – odetnij się od nich! Bądź sam ze sobą i ze swoimi myślami. Staraj się nie poddawać emocjom, które generuje spiker, bo może Cię to kosztować wiele. Spiker próbuje stworzyć jak najbardziej szałową atmosferę, buduje emocje i manipuluje Twoim sposobem myślenia. To oczywiście jego zadanie i jest to świetna sprawa dla tych, którzy potrzebują motywacji oraz dla kibiców.

To jednak również prosta droga do tego by się podpalić i przeszarżować na pierwszych kilometrach. To, że spiker krzyczy – dajecie, to jest Wasz dzień, lećcie jak na skrzydłach – nie oznacza wcale, że namawia Was na sprint. On po prostu próbuje Was zdopingować, a jak wiadomo – rozsądny start zwiększa prawdopodobieństwo ukończenia biegu w lepszym stylu.

Kibice to nieoceniona pomoc na trasie, ale... podczas maratonu lepiej kontrolować emocje i biec dalej swoje pomimo gorącego dopingu. fot.asics.pl
Kibice to nieoceniona pomoc na trasie, ale… podczas maratonu lepiej kontrolować emocje i biec dalej swoje pomimo gorącego dopingu. fot.asics.pl

Spikerzy tudzież inni wodzireje pojawiają się na różnych punktach trasy i także gorąco zachęcają do szybszego biegu. Z doświadczenia wiem, że takie okrzyki często generują u biegaczy nagły wzrost adrenaliny i przyspieszenie – niestety przeważnie chwilowe. Taka motywacja jest świetna, ale niestety działa krótko i lepiej ją odbierać w ten sposób – biegniesz nieźle, staraj się utrzymać to tempo, a wszystko będzie ok. Tymczasem przeciętny biegacz odbiera taki doping jako: poderwij się nagle do szybkiego biegu, pokaż jaki jesteś mocny, a jak przestaniesz słyszeć mój głos – zwolnij, a nawet zatrzymaj się. Pewnie już rozumiesz o co mi chodzi? Doping to jedno, ale jego interpretacja to drugie. Podobnie jest ze wszystkimi kapelami, krzyczącymi kibicami zaopatrzonymi w transparenty i urządzenia wydające przeróżne dźwięki – ich magia potrafi naprawdę pokrzepić serce i dodać skrzydeł, ale… nie wznoś się pod wpływem emocji zbyt wysoko, bo nadmierne straty energii szybko Ci te skrzydła podetną i obniżysz lot lub co gorsza uderzysz z impetem o ziemię – trochę metaforycznie, ale dokładnie tak jest. Gorący doping bywa złudny.

Twoim zadaniem jest pobiec jak najlepiej – myśl o tym jak biegniesz, nie odbiegaj myślami za daleko poza trasę, wizualizuj sobie własny sukces, biegnij punktowo – np. do kolejnego skrzyżowania, do kolejnego budynku czy punktu odżywczego, nie myśl o tym ile Ci jeszcze zostało do mety, ale o tym ile Cię dzieli od kolejnego punktu, który masz w zasięgu wzroku. A gdy usłyszysz nagły i niezwykle żwawy doping – ciesz się z energii, która nagle do Ciebie napłynie, ale biegnij dalej takim rytmem jak biegłeś – w maratonie, wyjdzie Ci to tylko na dobre.

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułPobiegaj wśród żab na Crossie Dzikiej Żaby
Następny artykułCzwarta edycja ORLEN Warsaw Marathon startuje już w niedzielę!
Tomasz Peisert
Redaktor naczelny, współwłaściciel, biegacz – amator od 15 lat. Gdy zaczynał biegać, nie miał o tym pojęcia, ale od razu porwał się na… maraton. Popełnił chyba wszystkie możliwe błędy początkujących biegaczy, ale zgłębiając wiedzę i trenując systematycznie w końcu złamał granicę 3 godzin w maratonie. Teraz zdobytym doświadczeniem dzieli się z innymi, prowadząc grupy treningowe oraz tworząc poczytne teksty/felietony. Pisze to co myśli, często kontrowersyjnie, ale nigdy nie ukrywa faktów. Jego aktualne rekordy życiowe to: maraton 2:56:47, półmaraton 1:18:17, 10km - 35:19.