OWB1 – zmienny środek treningowy

fot.chechoparamama.com

Bieganie w pierwszym zakresie to najłatwiejszy i jednocześnie najczęściej wykonywany środek treningowy przez biegaczy długodystansowych. Jest przyjemny, bo nie wymaga dużych nakładów sił, nie obciąża psychiki, a podczas takiego biegu można podziwiać otaczającą nas przyrodę czy nawet pogadać ze znajomymi, którzy nam towarzyszą. Nie oznacza to jednak, że można go wykonywać byle jak i zawsze tak samo.

 

Co nam daje OWB1?

- REKLAMA -

To główne powody, dla których amatorzy tak pokochali spokojne wybiegania. Wykonuje się je z intensywnością na poziomie około 75-80% tętna maksymalnego, tak by cały czas utrzymywać organizm poniżej progu przemian beztlenowych. Poziom kwasu mlekowego w tej strefie podwyższa się nieznacznie, jedynie do 2-4mmol/l. Długość trwania jest uzależniona od poziomu wytrenowania zawodnika oraz planu treningowego, na jakim bazuje. Niektórym wystarczy 10km, inni biegają nawet 20-25km na takiej intensywności.

Zadaniem OWB1 jest przede wszystkim rozwój wydolności tlenowej biegacza, co jest podstawowym budulcem jego wytrzymałości na zawodach.

 

Rola spokojnych wybiegań w treningu

O tym jak istotną rolę odgrywają spokojne biegi w I zakresie mówiło i mówi wciąż wielu trenerów na całym świecie. Różnice w ich stosowaniu ujawniają się tylko i wyłącznie w procentowym udziale w stosunku do reszty jednostek treningowych. Niektórzy opierają na nich większość bieganych kilometrów, inni traktują je bardziej w kategorii niezbędnych biegów regeneracyjnych przed bardziej istotnymi środkami (np. słynny włoski trener Renato Canova za najważniejsze środki uznaje biegi z prędkością startową, dając spokojnym wybieganiem rolę drugoplanową).

Nawet Jerzy Skarżyński, który przygotowywał się do MP w Dębnie (1986r.) z 6-tygodniowego cyklu przygotowawczego, w którym pokonał 1045km, na biegi OWB1 poświęcił prawie 800km, czyli blisko 80% wszystkich treningów! Zaowocowało to wynikiem 2:11:42, będącym jego rekordem życiowym po dziś dzień. Warto jednak wspomnieć, że ówczesne biegi Jurka w I zakresie odbywały się na prędkości 4:00/km!

 

1 KOMENTARZ

  1. […] Pierwszy raz z takim zjawiskiem spotkałem się w 2006 roku podczas Maratonu Lednickiego. Ponieważ maraton miał charakter towarzyski – wszyscy biegliśmy w tempie około 6-6:15min/km. Co ciekawe najbardziej męczyli się ci zawodnicy, którzy normalnie biegają maratony w tempie 4:00-4:30/km. Na 30km wielu z tych szybszych biegaczy było już tak ponaciąganych i znużonych, że… byliśmy zmuszeni przyspieszyć. Ostatnie 12km biegliśmy już w granicach 4:40/km i było to dla nas jak masaż. Niektórzy z nas byli bardzo zaskoczeni, że podkręcenie tempa może pomóc by poczuć się lepiej. Do pewnego czasu myślałem, że może to tylko takie subiektywne odczucie, ale przez kolejne lata biegania spotykałem się z wieloma podobnymi opiniami na ten temat.  w moje ręce trafiła. Swego czasu w moje ręce  książka „Bieganie metodą Danielsa”, w której słynny trener wskazuje, że często gdy jego zawodnikom w trakcie zawodów jest ciężko, zaleca podkręcenie tempa. Taka zmiana, która odbija się zarówno na tempie jak i kadencji ma często zbawienny wpływ na samopoczucie oraz psychikę zawodnika. Ta konkluzja Danielsa to oczywiście nawiązanie bardziej w kontekście zawodników biegających na bieżni, ale mająca również odniesienie do amatorów, którzy często zbyt uparcie tkwią w jednym i tym samym tempie. […]

Comments are closed.