Pakiet startowy jest najważniejszy! Przejrzyj go dokładnie!

Hej, jak tam Ci się podobał ten ostatni bieg? Eeee, słaby, taki ubogi pakiet, tylko koszulka, woda i jakiś lichy batonik. Znacie takie konwersacje z życia lub w rozmowach na forach? Ja znam. Słyszałem bądź widziałem to wielokrotnie i za każdym razem nóż w kieszeni się otwiera. To zjawisko, które jest niestety odzwierciedleniem naszych typowo polskich zachowań, często niewiele różniących się od świątecznych bitew o karpia w Lidlu tudzież maniakalnego zbierania biedronkowych świeżaków.

Daj palec, a wezmą całą rękę

Jeszcze kilkanaście lat temu biegi gromadziły prawdziwych pasjonatów biegania. Ludzie przychodzili, wymieniali się doświadczeniami i wspomnieniami, stawali na starcie, biegli, na mecie dostawali coś do picia lub po drożdżówce i jechali do domów. Każdy patrzył na zawody jako na okazję do sprawdzenia swoich sił. Biegi były zdecydowanie mniej spektakularne, często brakowało całej otoczki jaką się dziś tworzy, ale… świat idzie do przodu i aby zachęcić ludzi do czegoś trzeba iść z duchem czasu i rozwijać się. Na większości imprez mamy więc już profesjonalnych spikerów, pomiar czasu, numery startowe, chipy, poczęstunek po biegu, wodę, izotoniki, zabezpieczenie medyczne czy też profesjonalnych fotografów, którzy uwieczniają chwile naszej walki.

To jednak dla polskiego Kowalskiego nie wszystko. W tym przypadku powiedzenie daj komuś palec, a weźmie całą rękę jest jak najbardziej pasujące. Polski biegacz oprócz startu w zawodach oraz szeregu świadczeń musi otrzymać dodatkowo pakiet startowy. Dla niewtajemniczonych – to taka specjalna siateczka, którą biegacz otrzymuje podczas weryfikacji lub zapisów, a w której znajdują się różne prezenciki mające dać biegaczowi iluzoryczne przeświadczenie, iż bieg jest wart pieniędzy, które wydał na start.

Pakiet startowy czyli mydło i powidło

A co tam można znaleźć? Praktycznie wszystko – od butelki z wodą czy soczkiem, poprzez piwo, ciasteczka, chrupki, kabanosy, koszulka, skarpetki, frotka, zestaw baterii, gąbka, kubek, wejściówka na basen czy nawet zniżka na zakup ekologicznych jajek. Tak, to nie żart – organizatorzy dwoją się i troją aby w pakiecie było cokolwiek. Choćby gumka do włosów czy mini mydełko hotelowe, ale Kowalski musi dostać, bo mu się należy.

T-shirt słaby, czekolada zbyt tania, woda gazowana powinna być 

Niezwykłym widokiem jest masowe zaglądanie do pakietów tuż po ich odebraniu i głośne komentowanie zawartości. Kultura – poziom rynsztok. Kilka lat temu na jednym z biegów na 5km w woj. lubuskim w cenie 25zł w pakiecie znajdowała się czekolada, napój, długopis i sygnowany otwieracz do piwa. Gdy zobaczyłem w necie hejty, że pakiet był ubogi zrozumiałem, że ludziom się nigdy nie dogodzi i nawet nie warto próbować. Znałem organizatora tamtego biegu i pamiętam, że po organizacji tej imprezy wychodził na zero czyli nic nie zarabiał. Ufff i dobrze, bo przecież organizator nie ma prawa otrzymać żadnych pieniędzy za swoją pracę, prawda? Nieprawda, ale to już inny temat chociaż ściśle powiązany z zawartością pakietu startowego.

Pakiet startowy to nie tylko siatka z koszulką i numerkiem

Polski biegacz musi, a przynajmniej powinien starać się zrozumieć, że pakiet startowy jest tylko dobrowolnym i dodatkowym świadczeniem, które organizator zapewnia chociaż wcale nie jest to jego obowiązkiem. Tak samo zrozumieć powinien, iż zawartość danego pakietu jest uzależniona od bardzo wielu czynników. Niektóre imprezy mają wielu sponsorów, inne praktycznie żadnych. Jedne są finansowane z budżetu miasta, inne z kieszeni organizatora, który robi to z pasji. Niektóre imprezy na siebie zarabiają, inne przynoszą straty. Trzeba na to patrzeć z różnych perspektyw – nie krytykować bez znajomości tematu i nie porównywać bezpodstawnie.

Pakiet startowy to tak naprawdę nie smakołyki z reklamówki, ale wszystko co otrzymujemy w ramach biegu, a składa się na to: pomiar czasu, zabezpieczenie medyczne, możliwość korzystania z sanitariatów, możliwość zdobycia nagród, udział w losowaniu, bieg po zabezpieczonej trasie, numer startowy, worek na depozyt, często folia termiczna po biegu i to są właśnie świadczenia za, które płaci biegacz. Zawartość reklamówki to tylko taki „gratis”.

Tam dawali w pakiecie plecak, bidon, skarpetki i kupę słodyczy, a tu…?

Wiele imprez na nieszczęście narzuca wysokie standardy jeśli chodzi o pakiety startowe. Bywały już biegi, w których pakiety aż pękały w szwach, a ich wartość była zbliżona czy nawet wyższa od samego wpisowego. To są jednak wyjątki. Potem taki biegacz jedzie na imprezę gdzie nie ma takich funduszy, zagląda do swojej reklamówki, a tam bieda aż piszczy. Czy to jednak powód do tego by deprecjonować organizatora i umniejszać jego starania? Impreza biegowa to wbrew pozorom niełatwe przedsięwzięcie, które wymaga poświęcenia sporo czasu oraz kosztów. To czy organizatorowi uda się jeszcze dodatkowo zapewnić jakieś suweniry zależy od naprawdę wielu czynników.

Jeśli jeszcze Was nie przekonałem, to wyobraźcie sobie sytuację, w której jedziecie na zorganizowane przez biuro podróży wakacje. Wchodzicie do autokaru, przewodniczka sprawdza listę uczestników, a następnie każdemu wręcza ręcznik, klapki, olejek do opalania i parawan w ramach turystycznego pakietu startowego. Byłaby to taka ponadprogramowa usługa i choć wygląda to absurdalnie – wystarczyłoby aby kilka największych biur zainicjowało takie działania, a powstałby w Polsce nowy trend, który podobnie jak w biegach powodowałby falę krytyki, niesprawiedliwe oceny i porównania.

Pakiet tak słaby, że aż chce się płakać

Mam więc szczerą nadzieję, że w niedalekiej przyszłości organizatorzy powoli zaczną odchodzić od trendu usilnego organizowania jak najbogatszego pakietu aby zadowolić klientów. Niech magnesem będzie piękna trasa czy atrakcyjna formuła zawodów, a jeśli przy okazji znajdą się sponsorzy, którzy wrzucą nam do torby mydło i powidło, to się cieszmy, ale niech te gifty nie będą kryterium oceny biegu. Pewien organizator zadał mi swego czasu pytanie co powinien wrzucić do pakietu, bo w ubiegłej edycji uczestnicy zwyzywali go, że dał tylko numerek startowy i napój pomimo, iż jego fundusze były bardzo ograniczone. Na tę edycję znowu nie miał zbyt wielu funduszy, ale miał możliwość przeznaczyć 6zł na zawartość pakietu startowego. Moja propozycja była prosta – kilka kilogramów cebuli. I wtedy ci, którzy tak uparcie zaglądają i krytykują pakiety startowe wreszcie mieliby prawdziwy powód do płaczu.

 

 

 

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułBieg Kobiet Anita Zawsze Pier(w)si w Poznaniu już za miesiąc!
Następny artykułPółmaraton w Łodzi – skandaliczna decyzja organizatora, biegacze są wściekli
Tomasz Peisert

Redaktor naczelny i właściciel portalu, biegacz – amator od 15 lat. Gdy zaczynał biegać, nie miał o tym pojęcia, ale od razu porwał się na… maraton. Popełnił chyba wszystkie możliwe błędy początkujących biegaczy, ale zgłębiając wiedzę i trenując systematycznie w końcu złamał granicę 3 godzin w maratonie. Teraz zdobytym doświadczeniem dzieli się z innymi, tworząc rozmaite teksty/felietony, prowadząc biegowe akademie i warsztaty. Pisze to co myśli, często kontrowersyjnie, ale nigdy nie ukrywa faktów. Dzięki swojej dociekliwości doprowadził do wyjścia na jaw wielu mrocznych spraw z biegowego światka. Jego aktualne rekordy życiowe to: maraton 2:56:47, półmaraton 1:18:17, 10km 35:19.