Pierwsze dni wiosny – pierwsze dni błędów

fot. bestworkoutshoes.org

Dziś pierwszy dzień kalendarzowej wiosny. Już lada chwila coraz więcej biegaczy i biegaczek będzie pojawiać się na ścieżkach. Wśród nich sporo „świeżaków”, którzy jeszcze nigdy nie biegali lub mają w tej kwestii bardzo małe doświadczenie. Można ich poznać po bardzo charakterystycznym i trochę komicznym sposobie wykonywania treningu, choć nie wiem czy trening to w tym wypadku właściwe słowo. Grunt, że poszli pobiegać, jednak wielu z nich popełnia tak ewidentne błędy, że chciałoby się ich zatrzymać i wygłosić mały wykład, by ustrzec ich przed wyrządzeniem sobie krzywdy.

Korzystając więc z okazji dzisiaj kilka słów do tych, którzy właśnie zaczynają biegać i mogą być potencjalnymi ofiarami biegowej niewiedzy.

 

Buty – zawsze profesjonalne

Bez względu na to czy masz w planie biegać 3 razy w tygodniu po kilka kilometrów czy też codziennie po 20 km – powinieneś zaopatrzyć się w dobre buty z amortyzacją. Wychodzenie z założenie, że skoro jestem totalnym amatorem to nie potrzeba mi dobrych butów jest wielkim błędem. Skutkuje to całą masą biegaczy, którzy biegają w trampkach, halówkach, korkach, a nawet balerinkach. Wiele razy spotkałem się również z osobami, które były bardzo zdziwione gdy stwierdziłem, że mają niewłaściwe obuwie. ,,Przecież to Adidas, więc do biegania” – usłyszałem kiedyś od koleżanki, która kupiła sobie piękne buty tejże firmy i poszła w nich biegać. Problem w tym, że były to buty do tenisa, które jak wiadomo mają zbyt małą amortyzację dla biegaczy. Niestety za późno zwróciłem na to uwagę. Koleżanka doszczętnie zniszczyła sobie stawy i przez rok była wyłączona z wszelkiej aktywności.

Nie popełnij więc tego samego błędu i zanim wyjdziesz na pierwszy trening, zaopatrz się w porządne biegowe obuwie, najlepiej w profesjonalnym sklepie, w którym sprzedawca Ci doradzi i wybierze odpowiedni model do Twojej stopy. Na pierwsze tego typu zakupy odradzam wybieranie się do dużych sieciówek, ponieważ zatrudnione tam osoby często nie przebiegły w życiu nawet kilometra.

 

Nie bądź żaglowcem

Wielu początkujących błędnie uważa, że obcisła lycra i dopasowana kurtka to atrybuty tylko dla profesjonalnych biegaczy. Zakładają więc rozwlekłe dresy i wyruszają w trasę. Trudno opisać kłopoty z jakimi się potem borykają gdy wieje wiatr. Ich ubrania zaczynają falować niczym żagle zwiększając drastycznie opory powietrza. Lycra okazuje się wtedy naprawdę zbawienna – pozwala biec szybciej, łatwiej i bardziej ekonomicznie.

 

+ 10 stopni to nie mróz

Kolejna kwestia dotycząca odzieży. Nawet gdy temperatury są już dość wiosenne to wielu biegaczy ubiera się jakby brali udział w maratonie na Antarktydzie. Czapki na uszy, szale, kominy, polarowe kurtki i długie spodnie – a wszystko w promieniach wiosennego słońca. Wielu z nich już po 10 min biegu poci się jak w saunie, dyszą, stają i rozpaczliwie rozglądają się dookoła. A wystarczyło się ubrać adekwatnie do pogody. Niestety wśród Polaków (zwłaszcza starszej daty – choć i wielu młodszym chyba dość dobrze zostało to wpojone przez babcie) pokutuje przeświadczenie, że nawet jeśli świeci słońce i jest piękna bezwietrzna pogoda, to gdy jest to w marcu – trzeba się ubrać ciepło, bo to jednak jeszcze marzec. I żadna temperatura tego nie zmieni. Potem się pocą, przeziębiają i koło się zamyka.

Analogicznie jest z początkującymi biegaczami – wielu z nich ma jakiś dziwny lęk przed chłodem. To, że po wyjściu z domu odczuwasz niewielki dyskomfort termiczny nie oznacza wcale, że tak będzie za 2-3 km gdy już się rozgrzejesz. Co ciekawe gdy zimą czy wczesną wiosną jest nawet piętnaście stopni na plusie większość biegaczy biega w długich rękawach i często w czapkach. Gdy taka sama temperatura jest już w lipcu czy sierpniu wtedy wszyscy biegają na krótko. Ja w tym logiki nie widzę żadnej.

Dostosuj więc swoje ubranie do aktualnej temperatury, a nie do pory roku. W ten sposób zahartujesz też swój organizm i staniesz się mniej podatny na infekcje.