Po co biegasz skoro jesteś tak wolny?

Jest wśród nas biegaczy grupa czarnych owiec. Tak, pewnie teraz załamię nieco tych wszystkich, którzy trwali w przekonaniu, że biegacze to jedna, wielka, wspaniała rodzina. Jeśli spojrzeć bardzo ogólnie to rzeczywiście tak jest – fajni, weseli ludzie, z pasją i mnóstwem pozytywnej energii. Niestety jak w każdym środowisku są i tacy, których chciałoby się po prostu z tego środowiska pozbyć. W świecie biegania również ich nie brakuje i na mnie działają jak płachta na byka. O kim mowa?

Wielki mistrz po latach świetności
Pan X ma nieco ponad 50 lat. Do tego całkiem imponującą przeszłość sportową – 20 lat temu biegał maraton poniżej 2:30, półmaraton poniżej 1:10 – na koncie wiele wygranych biegów. Oczywiście do czołowych polskich zawodników mu brakowało, ale i tak jego wyniki budzą podziw. Pan X ma już jednak lata świetności za sobą, choć wciąż potrafi przebiec półmaraton poniżej 1:30 czy 10km poniżej 40min. Pan X nadal jest dobrym jak na swoje lata zawodnikiem, ale nie może się pogodzić, że najlepsze czasy ma już za sobą. Pan X znalazł więc sposób na odreagowanie swoich emocji i wyładowanie frustracji – obraża i poniża wolniejszych od siebie. Robi to zarówno w trakcie zawodów jak i w Internecie – wyśmiewa i szydzi, gdy ktoś mając 30 lat biega maraton w 5h zamiast 2:30 – tak jak on w jego wieku.

„Po co biegasz skoro jesteś tak wolny? jak można wlec się tyle godzin? to  ma być bieganie? ja w jego wieku biegałem 2 razy szybciej?”

Mnie samemu również wielokrotnie oberwało się, że biegam kiepsko. Mam znajomego, który w latach 80 i 90 biegał maraton w granicach 2:30. Ile razy usłyszałem od niego, że jak to możliwe żebym ja jako młody i zdrowy człowiek nie mógł złamać 3h. Praktycznie za każdym razem gdy go spotykałem – wytykał mi to. Gdy mi się to wreszcie udało – nie pogratulował mi, tylko przemilczał sprawę skupiając się na moim innym znajomym, który jeszcze trójki nie złamał – w taki sposób znalazł sobie kolejną ofiarę, wyładowując swe frustracje z takiego powodu, że sam już maraton biega grubo powyżej 3h i z roku na rok biega coraz wolniej. Teraz ja mógłbym się z niego śmiać, ale po co? Nie na tym polega prawdziwy sport.

Zawodowcy – szacunek i uznanie dla amatorów
Te i podobne zdania można czasami czytać w przeróżnych dyskusjach czy komentarzach pod tekstami. Aż wstyd się robi, że ktoś kto się mieni sportowcem może zachowywać się w tak ignorancki i bezczelny sposób. Co ciekawe, zauważyłem tutaj pewną prawidłowość – najczęściej osobami, które w taki sposób atakują są zawodnicy sprzed lat, którzy mimo wysokiego poziomu odstawali od czołówki, która walczyła chociażby o czołowe pozycje w Dębnie. Czyżby więc niespełnione marzenia o wynikach niczym Huruk, Psujek czy Skarżyński owocowały taką agresją? Przecież ci, którzy sami kiedyś byli na topie teraz zachowują się zupełnie normalnie – znam wielu zawodników, którzy kiedyś biegali maraton poniżej 2:20, a teraz biegają rekreacyjnie i potrafią znakomicie koegzystować ze środowiskiem amatorskim – często doradzając innym i biegając jak równy z równym. Zresztą nie ma co daleko szukać – znany wszystkim Jurek Skarżyński nikomu nie daje odczuć tego, że był kiedyś tak świetnym biegaczem – on szanuje każdego bez względu na wynik i również swój spadek formy (która nota bene jest wciąż na wysokim poziomie) traktuje z godnością i bez frustracji.

To samo tyczy się naszych obecnych zawodników z czołówki – nie można odmówić im jednej wspólnej pozytywnej cechy – szanują wolniejszych od siebie, nie szydzą z nich i uznają ich starania co często podkreślają w rozmowach czy wywiadach.