Polska cebula – teraz obecna także na biegach!

Polska cebula – teraz obecna także na biegach!

autor -

Patrzę na to co dzieje się w naszym biegowym światku i z jednej strony jestem szczęśliwy, że dyscyplina sportu, którą sobie wybrałem kilkanaście lat temu stała się tak popularna, a z drugiej – czuję coraz większe przygnębienie. Dwa uczucia, które się wzajemnie wykluczają, ale niestety – od kilku lat to co często obserwuję na naszych rodzimych biegach to polska cebula w najbardziej januszowym wydaniu… Jest jej coraz więcej choć do niedawna wydawało mi się, że jej głównym środowiskiem są dyskonty spożywcze, polskie wybrzeże i wiejskie dyskoteki. Niestety od pewnego czasu polska cebula wzięła się za bieganie wyciskając łzy zwłaszcza organizatorom biegów.  

 

Pewnego dnia w Lidlu…

W ostatnim czasie była (i chyba nadal jest) w Lidlu specjalna „promocja” stworzona jakby idealnie pod nasze społeczeństwo. Polegała ona na tym, że można było zakupić jakiś produkt po czym bez podania jakiejkolwiek przyczyny zwrócić go w stanie nienaruszony, częściowo zużytym lub całkowicie zużytym. Miało to wzmocnić markę i pokazać, że produkty tej sieci są tak dobre, że mało kto zdecyduje się na zwrot towaru. Na odpowiedź polskiej cebuli nie trzeba było jednak długo czekać. Oto bowiem sprytne i zaradne pokolenie 500+ ruszyło tłumnie do Lidla aby pokazać, że nic im stamtąd nie smakuje. Nasi rodacy zaczęli masowo wykupywać parówki, płatki, słodycze i inne pyszności, po czym degustowali to wszystko na parkingu – część konsumując, a część przekładając do swoich torebek i pojemniczków. Puste lub prawie puste opakowania zwracali w sklepie, bo baaaardzo im nie smakowało. To takie dopełnienie tych wszystkich akcji, w których polscy ułani marketowi toczyli słynne walki o świąteczne karpie, Crocsy czy torebki Wittchen.  

 

ONION RUNNERS – największy klub biegacza w Polsce

Można by rzec, że takie zachowanie to kwintesencja i apogeum polskiej cebuli. A co jeśli Wam powiem, że nie inaczej jest na polskich biegach? Niestety – często jest bardzo podobnie choć tutaj wielu dopiero stawia swoje pierwsze cebulowe kroki. Jak powinien zachować się normalny biegacz na zawodach? Przyjść na zawody, odebrać pakiet, przypiąć numer startowy do piersi (oczywiście swój), założyć chip (również najlepiej swój), stanąć w swojej strefie startowej, pobiec w biegu, a na mecie odebrać JEDEN medal i zjeść JEDNĄ drożdżówkę czy czym tam częstują. To by było jednak zbyt mało polskie. Mamy więc coraz większe gremium, które ja osobiście określam jako ONION RUNNERS. Nie muszę się chyba rozpisywać, że członek takiego niesformalizowanego (jeszcze) teamu robi większość z tych rzeczy odwrotnie. Jego hasłem przewodnim jest „należy mi się”. Robi więc co chce i jak chce, biegnie z pierwszej linii, z chipem swojej Grażyny aby ta mogła potem odebrać na podium lśniący pucharek i nowiutką lokówkę do włosów. Ot taki prezent od męża dla żony na cebulowe gody.