Polska cebula – teraz obecna także na biegach!

cebula

Cebula biegowej demokracji

Problem cebuli na biegach będzie się pogłębiał, bo bieganie niestety nie jest już sportem elitarnym. Biegają ludzie wykształceni (lub po prostu inteligentni) i biega hołota. Biegają ludzie uczciwi i złodzieje lub osoby ze złodziejskimi predylekcjami. Biegają ludzie honorowi i ludzie typu „należy mi się”. Gdy zaczynałem biegać – trenowanie i uczestnictwo w zawodach w dużym stopniu odzwierciedlało to jaki człowiek jest na co dzień. Nie chciałbym generalizować, że wszyscy w tamtych czasach byli niezwykle szlachetni i nikt niczego na mecie nie zwinął, bo ludzie mają różne charaktery i nawyki. Nie mniej jednak widać było, że ludzie biegają napędzani prawdziwą pasją. Liczyło się przede wszystkim uczestnictwo w biegu i piękne sportowe wspomnienia. Z biegiem lat świat biegania stał się repliką naszego ustroju politycznego. W pierwszych latach po obaleniu komuny – wszyscy cieszyli się i doceniali demokrację. Dziś już mało kto pamięta puste półki w  sklepach, konsumpcjonizm osiągnął poziom krytyczny, a ludzie stają się coraz bardziej roszczeniowi. Z bieganiem było podobnie – jeszcze na początku lat 90 biegów w Polsce nie było zbyt wiele. Do każdego startu ludzie przygotowywali się solidnie i czekali na niego z utęsknieniem. Dzisiaj takich imprez mamy multum – jest w czym wybierać więc i w tej materii nastąpiło swoiste „rozpasanie”, a pojęcie biegacza jako sportowca już dawno uległo znacznej dewaluacji. Dzisiejsi biegacze to odzwierciedlenie naszego całego społeczeństwa w okrojonej wersji. I choć próżno tutaj szukać totalnie zdegenerowanych meneli, to jednak mamy pogląd na wszystkie jego warstwy, zupełnie jak warstwy cebuli…

- REKLAMA -

 

40 latek wykonuje polecenia 15 letniego chłopca

Czy jest jakiś sposób aby zaradzić tym cebulowym problemom z jakim obecnie stykają się organizatorzy biegów? Pierwsza kwestia, która przychodzi mi na myśl to wyraźny zapis w regulaminie co każdemu się należy w ramach pakietu i w jakiej ilości plus dyskwalifikacja w przypadku zagarnięcia większej ilości sztuk. Druga rzecz to dokładne monitorowanie strefy wydawania medali oraz posiłków tak aby nikogo ręce nie świerzbiły, a w przypadku przyłapania delikwenta dyskwalifikacja i zakaz startu w kolejnych edycjach. Być może brzmi to drastycznie, ale gdyby ktoś zwinął mi np. wycieraczkę spod drzwi, to może nie chciałbym go od razu wysyłać za to do pierdla, ale symboliczny miesiąc sprzątania trawników z psich kup byłby dobrym środkiem resocjalizacyjnym. I tak samo na biegach – ci, którzy biorą „po kilka” powinni ponieść jakiekolwiek konsekwencje. Od razu uprzedzę wszystkich, którzy chcieliby zadać pytanie lub nawiązać jeszcze do Poznańskiego Biegu Niepodległości, w którym wolontariusze sami proponowali aby zabierać po kilka rogali. Wielu bowiem tłumaczyło swą pazerność właśnie przyzwoleniem dzieci z obsługi. Zadam więc Wam pytanie – czy gdybyście zrobili zakupy w sklepie i zapłacili za nie, a przy wyjściu stanęłaby mała dziewczynka i z uśmiechem na ustach powiedziała – weź pan jesce dwie packi palusków, tu jest tego duzo – to wzięlibyście? Trzeba być niespełna rozumu aby słuchać sugestii dzieci i jeszcze potem tłumaczyć się publicznie na fejsie „no ja wziąłem trzy, bo mi taki chłopak powiedział, że można” – wypowiedź 40 letniego faceta…

 

Każdy z nas może coś zrobić 

Potrzeba więc zmian w kwestii konsekwencji takich zachowań, ale też zmian w ludzkiej mentalności, a z tym niestety może być problem. Biegaczy (a raczej uczestników biegów) będzie coraz więcej i kolejni cebularze będą się pojawiać jak grzyby po deszczu. Sytuacja wydaje się więc impasywna, ale jest coś co możemy zrobić wszyscy – po prostu reagować na takie sytuacje i piętnować takie osoby, ale na żywo, a nie żaląc się i machając szabelką w necie. Setki osób pisze o tym, że widzieli jak ktoś robi tak czy owak, ale zareagowała zaledwie garstka. Jeśli będziemy reagować częściej, to przynajmniej w jakimś stopniu ograniczymy to paskudne zjawisko. Tylko tyle i aż tyle możemy zrobić. A naszemu biegowemu społeczeństwu życzę abyśmy wszyscy płakali ze wzruszenia na mecie, a nie przez wszechobecną, polską cebulę.

 

1
2
3
PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułObóz biegowy w Grecji z trzecią zawodniczką Spartathlonu!
Następny artykułBieganie pomaga schudnąć, ale co z brzuchem?
Tomasz Peisert
Redaktor naczelny, współwłaściciel, biegacz – amator od 15 lat. Gdy zaczynał biegać, nie miał o tym pojęcia, ale od razu porwał się na… maraton. Popełnił chyba wszystkie możliwe błędy początkujących biegaczy, ale zgłębiając wiedzę i trenując systematycznie w końcu złamał granicę 3 godzin w maratonie. Teraz zdobytym doświadczeniem dzieli się z innymi, prowadząc grupy treningowe oraz tworząc poczytne teksty/felietony. Pisze to co myśli, często kontrowersyjnie, ale nigdy nie ukrywa faktów. Jego aktualne rekordy życiowe to: maraton 2:56:47, półmaraton 1:18:17, 10km - 35:19.