Polski biegacz – nie wyprzedzaj go, bo pożałujesz!

Biegacze są ambitni. Czasami aż za bardzo. Widać to nie tylko na zawodach, ale również podczas treningów, bo prawdziwy polski biegacz to taki, który we krwi ma dawne husarskie zwyczaje, predylekcje do nagłych rewolucji i nieustanną walkę – nawet gdy nie ma ona uzasadnienia.

Jeśli biegłeś kiedyś na treningu i nagle dogoniłeś wlokącego się biegacza, który na Twój widok zaczął gnać jak oszalały – to wiesz co mam na myśli. Jakże to częste u nas i jakże polskie – ambicja, która nie gaśnie o żadnej porze dnia i nocy. Nie daj się wyprzedzić, nie pokazuj, że jesteś gorszy, wolniejszy, słabszy! Nawet jeśli Twój trening to tylko spokojna dyszka po 6:00/km – nieważne, dogonił Cię intruz, to znaczy, że tylko próbuje zgrywać kozaka – udowodnij mu jaki jesteś mocny i pokaż, że jesteś już bardzo doświadczonym zawodnikiem z rocznym stażem! A jeśli miałaby Cię przegonić kobieta? To już w ogóle niedopuszczalne – nie pozwól by słaba płeć była lepsza – inaczej skończysz z bólem na ustach jak Stuhr w komedii Seksmisja, który z bezsilności powiedział słynne ,,kobieta mnie bije”! Ucieknij więc mu (lub jej), zniknij z pola widzenia, a potem… umieraj z godnością gdzieś w krzakach z poczuciem spełniania – ze świadomością, że postąpiłeś zgodnie ze swoim rycerskim kodeksem.

Ta dziwna ambicja to chyba taka domena Polaków, a może w ogóle mieszkańców tej części Europy? Biegałem w Niemczech, Danii, Belgii, Holandii i nie spotkałem się z równie często występującym zjawiskiem. Pół biedy gdy ktoś się pod Ciebie podczepi, bo jest w trakcie ważnego treningu i akurat siadła mu motywacja – swoim biegiem możesz mu pomóc utrzymać tempo do końca. Spotkałem się nieraz z takim zachowaniem, gdzie służyłem komuś za mały parowozik i po takiej akcji – krótkie podziękowanie lub choćby skinienie głową – mały gest, a jakże świadczący o profesjonalizmie.

To nie to samo co bezsensowna gonitwa byle tylko pokazać, że nie jest się gorszym. Nie tędy droga, a chcę Wam powiedzieć, że sam kiedyś tak robiłem i dawałem się podpuścić – byłem maltańskim mistrzem treningów, a na zawodach prali mnie równo. Teraz biegnę swoje – gdy kogoś wyprzedzam to się cieszę i gdy ktoś mnie wyprzedza cieszę się jeszcze bardziej, że ma tyle sił i że są lepsi ode mnie. Husarska krew na treningach we mnie wygasła i teraz biegnę bardziej jak stateczny amerykański krążownik – spokojnie, bez wariacji, z własnym, odpowiednim dla siebie tempem – gdy przychodzi czas zawodów – zamieniam się w wojownika i walczę od początku do końca, a każdy kto mnie wyprzedza – budzi mój gniew.

I tego właśnie życzę wszystkim biegającym po naszej pięknej Polsce od Helu do Tatr – trenujmy mądrze, spokojnie, nie patrzmy na to czy ktoś nas goni, nie gońmy również jeśli nie mamy w tym celu. Róbmy swoje, a wyjdzie nam to na dobre.

 

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułNowa odsłona NewBalance.pl
Następny artykułJak poprawić wyniki w kolejnym sezonie biegowym? Najlepsze sposoby!
Tomasz Peisert
Redaktor naczelny, współwłaściciel, biegacz – amator od 15 lat. Gdy zaczynał biegać, nie miał o tym pojęcia, ale od razu porwał się na… maraton. Popełnił chyba wszystkie możliwe błędy początkujących biegaczy, ale zgłębiając wiedzę i trenując systematycznie w końcu złamał granicę 3 godzin w maratonie. Teraz zdobytym doświadczeniem dzieli się z innymi, prowadząc grupy treningowe oraz tworząc poczytne teksty/felietony. Pisze to co myśli, często kontrowersyjnie, ale nigdy nie ukrywa faktów. Jego aktualne rekordy życiowe to: maraton 2:56:47, półmaraton 1:18:17, 10km - 35:19.