psychika ultrasa jak psychicznie wytrzymać ultramaraton
Ultras musi być przygotowany na to, że na trasie czekają go kryzysy psychiczne / fot. Ultralovers

Kryzys – każdy biegacz z nim się zetknął. Przemożna chęć zwolnienia, bóle, brak energii, zniechęcenie, ta chwilowa niemoc objawia się w różny sposób i prędzej, czy później mija. Biegając ultra musicie mieć świadomość tego, że musicie się z tym liczyć więcej niż jeden raz. Jak to przetrwać?

Dlaczego zwalniamy?

Zastanawialiście się kiedyś, dlaczego tak właściwie zwolniliście? W biegach sprinterskich po prostu biegnie się tak szybko, na ile pozwalają nasze mięśnie i aktualny szczyt formy. W biegach średnich czy na 400 metrów zaciągamy tzw. dług tlenowy, dochodzimy to swego rodzaju biologicznej bariery, kiedy nogi robią się tak ciężkie, że nie jesteśmy w stanie ich unieść, to tak jakby naturalna obrona organizmu przez śmiercią (zbyt duży poziom kwasu mlekowego mógłby do niej teoretycznie prowadzić). Wówczas naturalnie zaczynamy zwalniać. W biegach dłuższych zazwyczaj mamy do czynienia z kryzysem energetycznym, jesteśmy w stanie biec, ale zaczynamy zwalniać i jest nam wtedy przyjemniej, przegrywamy też psychicznie, godzimy się z tym, zaczynamy znajdywać odpowiedzi usprawiedliwiające taki stan rzeczy.

Szepty

Im dłuższy bieg tym chwil słabości może być więcej. Tutaj nie ma mowy o niemocy bariery szybkościowej, długu tlenowym, czy też kryzysie energetycznym, ponieważ skończył się glikogen w mięśniach. Tutaj już dawno go nie ma, czerpiemy całą energię z tego, co zjemy i z tego, co mamy w tkance tłuszczowej oraz nieco także w tkance mięśniowej… Biegniemy relatywnie wolno, nie męczy to nas przez godzinę, dwie, cztery – wydaje się nam, że możemy tak biec w nieskończoność i nagle… zaczyna się. Nastaje ogólny stan zmęczenia, bolą nas nogi, biodra, w sumie łatwiej opisać, co nas nie boli, zaczynamy po prostu cierpieć, jednak nie jest to powód, aby nie kontynuować tego tlenowego, lekkiego wysiłku. Czego się tu spodziewać? Że nie będzie bolało przez 80-100 czy 200 km? To niemożliwe. Możliwe jest jednak, aby odganiać kryzysy i trzymać swoje tempo. Zastanawialiście się kiedyś jak to możliwe, żeby finiszowe metry pokonywać z prędkością znacznie przewyższającą np. bieg na dystansie półmaratonu? Mięśnie są do tego zdolne, działają. To, że 30, czy 40 km wcześniej szliście sobie użalając się nad sobą to tylko i wyłącznie dowód waszej/mojej/każdego z nas słabości.

Tej słabości trzeba po prostu zaśmiać się w twarz i jej nie ulegać. Podczas ultra głos szepczący, żeby zwolnić, żeby teraz iść, żeby sobie odpuścić będzie pojawiał się w głowie wielokrotnie. Czy tego chcemy, czy też nie, mózg dąży do tego, aby zażegnać sytuację kryzysową. Mózg jest samolubny, będzie nas kusił, jeśli ulegniemy, minie kilka godzin po zawodach i zaczniemy tego żałować, zaczniemy szukać kolejnego startu. Ale, po co, skoro start jest tu i teraz! Trzeba się po prostu zmusić i zakrzyczeć ten głos. Modlić się, śpiewać w myślach, recytować wiersze, sprawdzać się w tabliczce mnożenia – sposobów jest mnóstwo.

psychika ultrasa jak przygotować się do biegów ultra
Na ultra musisz czuć się jak superbohater i nie słuchać jakichś szeptów które sądzą inaczej…

W grupie siła?

Raźniej trenować w grupie. Jesteśmy też zwierzęciem stadnym i żadna w tym tajemnica. Biegacz długodystansowy, ultras to jednak podczas wysiłku samotnik. Oczywiście świetnie jest „złapać się” z kimś, doganiać, ścigać, jeśli traficie natomiast kompana w kryzysie – to marny wasz los. Zawsze znajdzie się ktoś, to chętnie do was dołączy, chętnie z wami ponarzeka, chętnie się razem z wami zacznie użalać, lub znajdzie wymówkę, z którą się zgodzicie. Razem przecież można maszerować, bo jest raźniej, przyjemniej i weselej. Ale nie ma być przyjemniej, ma być lepiej. Macie być zadowoleni na mecie, za dzień, za tydzień za miesiąc, a nie w tej chwili. Na trasie biegu nie szukajcie przyjaciela, przybijcie z nim piątkę na mecie.

Kilometrowy tort

Daleko jeszcze? Słyszą to często rodzice z tylnej kanapy auta jadąc na wakacje. Wy będziecie zadawać sobie to pytanie i co gorsza będziecie znali odpowiedź. 40 km a może 50? Zaczniecie sobie wyobrażać, że przecież tyle to nawet nie trwał wasz najdłuższy trening, że to jeszcze „cholerny” maraton. To faktycznie daleko, jednak wszystko jest kwestią perspektywy oraz skali. Z jednej strony perspektywa osoby niezwykle zmęczonej, której zostało jeszcze kilka godzin do mety wydaje się beznadziejna, lecz w tym momencie należy myśleć o skali wysiłku i przedsięwzięcia. Ile już udało się pokonać? 50? 70? Już 100! To się liczy, tylko to się liczy. Nie ile jeszcze, ale ile już! Dystans na starcie jest przeogromny, dlatego należy dzielić go na kawałeczki jak pyszny tor i rozkoszować się nim. Całego na raz nie da się zjeść, ale kawałek po kawałku już tak. Zrobiliście maraton? Odliczacie do 50-tki. Na 70 jest punkt odżywczy? Super, zatem macie 20 km drogi, a jak już tam dotrzecie, to przecież za 15 km jest kolejny, a potem to już odliczanie do 100. Tak to mniej więcej działa.

To nie jest łatwe, w ultra nic nie jest łatwe. Sport to pasja, ale nie zawsze oznacza przyjemność. Jest to swego rodzaju absurd, bo przecież hobby, pasja kojarzy się raczej z czymś przyjemnym, z czymś, co nas bawi i pochłania. Jednak, jeżeli nauczycie się obcować z cierpieniem i przechytrzać zniechęcenie, zacznie być zabawnie, bo kryzysom będziecie się śmiać w twarz.

obóz biegowy w bieszczadach

Komentarze Facebook

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here