Reebok One Cushion – 500km test redakcyjny

Muszę przyznać szczerze i bez bicia  – dawno nie trenowałem w butach Reeboka toteż przymierzając się do długodystansowego, lipcowego testu – nie miałem pojęcia co mnie czeka.

Buty, które dotarły do naszej redakcji dość przebojowo wdarły się do sieci znanych sklepów sportowych na terenie całego kraju. Zastanawiałem się czy to tylko marketingowa zagrywka czy też odważna propozycja dobrych jakościowo butów. Przebiegnięte około 500km dało więc rozwiązanie zagadki.

 

Design

W dobie wielu udziwnionych i przekombinowanych modeli biegowych butów, ta szosówka wydaje się być bardzo stonowana. Model, który otrzymałem posiada nienachalne i dobrze połączone kolory powodujące, że w redakcji but ten zgodnie określiliśmy jako po prostu ładny, choć oczywiście nie każdemu się musi podobać. Wyposażony w dużą ilość elementów odblaskowych daje fajne refleksy o zmroku. Podeszwa ma dość niski kąt zgięcia co skutkuje łatwiejszym lądowaniem na śródstopiu. Inne wersje kolorystyczne są już nieco bardziej odjechane, jednym słowem – każdy znajdzie coś dla siebie.

 

Systemy

Reebok One Cushion to but dla biegaczy neutralnych oraz supinatorów. Posiada trójstopniowy system amortyzacyjny składający się z trzech pianek. Pianka C43, która odciąża stawy podczas uderzenia o podłoże, pianka G48 odpowiadająca za przetoczenie oraz pianka R52, która poprawia i ułatwia wybicie.

 

Reebok One Cushion testowałem na różnych rodzajach nawierzchni, jednak trzeba przyznać otwarcie - ten model to typowa szosówka.
Reebok One Cushion testowałem na różnych rodzajach nawierzchni, jednak trzeba przyznać otwarcie – ten model to typowa szosówka.

 

 

Wrażenia z treningów

Pierwsze co mnie pozytywnie zaskoczyło to dość dobre dopasowanie do stopy. Ten model, jeśli jest tylko odpowiednio dobrany rozmiarowo bardzo dobrze współpracuje ze stopą. Pod względem komfortu bardzo przypomina model Nike Vomero. Zasadniczą różnicę czuć dopiero przy wyższych prędkościach – nie wiem czy to zasługa systemów odpowiadających za przetoczenie i wybicie, ale biegnąc nawet z prędkością poniżej 3:30/km ma się poczucie stabilności i kontroli ruchu. Taki efekt można jednak uzyskać biegając w wielu innych modelach – to co najbardziej wyróżnia One Cushion to bardzo fajna tkanina mesh, która zapewnia dobry poziom cyrkulacji powietrza i nie doprowadza do przegrzewania stóp.

Miałem to okazję sprawdzić doskonale, ponieważ z 500 testowych kilometrów ponad 400 km pokonałem w temperaturze około 30 stopni! Aby uwiarygodnić oddychalność tego modelu zastosowałem prosty trik – na jeden trening zamiast dobrych technicznych skarpet, założyłem zwykłe bawełniane, które podczas biegu najszybciej robią się wilgotne. Okazało się, że nawet po 20 km biegu w upale skarpety pozostały prawie suche – co oczywiście na duży plus.

Po 500 km treningów teoretycznie powinno się już wymienić buty na nowe. Testowane przeze mnie Reeboki pozostają jednak w bardzo dobrym stanie, podeszwy zostały starte tylko w bardzo niewielkim stopniu, a amortyzacja jeszcze nie do końca uklepana. Na pewno więc jeszcze 150-200 km w nich pobiegam.

 

One Cushion to jak zapewnia producent – but treningowy. I taki właśnie jest, choć jego waga przy tak dobrym poziomie amortyzacji nie jest bardzo wysoka (300 g przy rozmiarze 42). Niemniej jednak but ten raczej do wyścigówek nie należy – przy bardzo szybkich interwałach zaczyna przeszkadzać silna amortyzacja.

 

Minusy

Jak każdy biegowy but taki i testowany przeze mnie model posiada również pewne wady. Jedną z nich jest dość duża podatność na zabrudzenia. Opuszczając asfaltowe ścieżki i wypuszczając się na bezdroża – materiał, z którego wykonany jest One Cushion dość szybko przyjmuje wszelkie pyłki i drobny piasek. Trudno też się je czyści, ponieważ brud wnika dość głęboko w materiał – to jednak zapewne cena jaką trzeba zapłacić za bardzo dobrą wentylację.

Drugim minusem jakiego się dopatrzyłem jest zachowanie tych butów w deszczu. Podeszwa buta jest gładka (być może nawet zbyt gładka i zbyt płytko bieżnikowana) i tak jak wcześniej wspomniałem nie przekombinowana, jednak gdy nawierzchnia, po której biegamy robi się mokra wówczas przyczepność gwałtowanie maleje. Pod tym względem inne modele wypadają znacznie lepiej.

Nie są to jednak wady, które całkowicie dyskredytują ten bądź co bądź bardzo udany model. Jest proste wyjście – nie biegać w terenie i w deszczu ;)

 

Dużym atutem One Cushion jest jego trwałość - po 500km na prawdę intensywnych treningów nie widać praktycznie śladów zużycia - żadnych pęknięć, przetarć ani utraty koloru.
Dużym atutem One Cushion jest jego trwałość – po 500km na prawdę intensywnych treningów nie widać praktycznie śladów zużycia – żadnych pęknięć, przetarć ani utraty kolorów.

 

Komu poleciłbym Reebok One Cushion?

Na pewno tym wszystkim, którzy biegają dużo kilometrów w miesiącu, potrzebującym dobrej amortyzacji, stabilności oraz tym, którzy nie przepadają za zbyt ekstrawaganckimi i udziwnionymi modelami. Dużym atutem tego modelu jest bardzo atrakcyjna cena – można je nabyć już za około 250 zł co jest świetnym wynikiem w relacji jakości do ceny.

Reebok One Cushion wypełniają więc pewną lukę na biegowym rynku obuwniczym będąc modelem, który może służyć poważnemu bieganiu za naprawdę rozsądne pieniądze. Jest to dobra alternatywa dla tych, którzy zastanawiają się które buty kupić mając do dyspozycji maksymalnie 250-300 zł. Dla tych wszystkich propozycja Reeboka w moim odczuciu jest obecnie jedną z lepszych.

Za kilka dni koleżanka z redakcji Ola opisze swoje wrażenia z testów podobnego modelu ze stajni Reeboka – One Glide. Zapraszamy!

 

One Cushion w moim odczuciu dają radę do prędkości około 3:30/km. Chcąc pobiegać szybciej lepiej wybrać inny, lżejszy model - np. Reebok One Tempo.
One Cushion w moim odczuciu dają radę do prędkości około 3:30/km. Chcąc pobiegać szybciej lepiej wybrać inny, lżejszy model – np. Reebok One Tempo.
PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułAlkohol – co biegacz powinien o nim wiedzieć?
Następny artykuł10 tekstów, które najbardziej wkurzają biegacza
Tomasz Peisert
Redaktor naczelny, współwłaściciel, biegacz – amator od 15 lat. Gdy zaczynał biegać, nie miał o tym pojęcia, ale od razu porwał się na… maraton. Popełnił chyba wszystkie możliwe błędy początkujących biegaczy, ale zgłębiając wiedzę i trenując systematycznie w końcu złamał granicę 3 godzin w maratonie. Teraz zdobytym doświadczeniem dzieli się z innymi, prowadząc grupy treningowe oraz tworząc poczytne teksty/felietony. Pisze to co myśli, często kontrowersyjnie, ale nigdy nie ukrywa faktów. Jego aktualne rekordy życiowe to: maraton 2:56:47, półmaraton 1:18:17, 10km - 35:19.