Skandaliczne zachowanie pacemakera na jednym z polskich biegów

fot. PKO Silesia Marathon

Dobry pacemaker to taki, który pomaga biegaczom od startu do mety – dyktuje tempo, wspiera, a w chwilach słabości motywuje. To ktoś komu w pewnym sensie powierzamy swoją formę i setki wybieganych na treningach kilometrów tylko po to aby uzyskać upragniony rekord życiowy. W biegowym świecie pacemakerzy zwani również zającami uchodzą za ludzi niezwykle szlachetnych, a ich poświęcenie nagradzane jest zawsze dobrymi słowami i wdzięcznością zarówno organizatorów jak i samych startujących.


Niestety nawet w tak fajnej społeczności zdarzają się czarne owce. Niedawno doszła do nas informacja o przykrym zdarzeniu jakie miało miejsce podczas tegorocznego PKO Silesia Marathonu. Jeden z pacemakerów chciał prowadzić grupę na 3:00, ale organizator w tym roku nie przewidział prowadzących na ten czas. Mateusz (bo tak ma na imię) niechętnie się zgodził, ale wystartował mając za zadanie poprowadzić wraz z kolegą grupę na 3:30. Tuż po starcie odpiął jednak balony i… nagle oznajmił, że on jednak biegnie sam na 3:00 pozostawiając kolegę zająca samego. W ten sposób chciał pokazać swoje niezadowolenie i „ukarać” w ten sposób zarówno organizatora jak i samych biegaczy. Na mecie zjawił się w czasie 2:59:42, a poproszony o wytłumaczenie swojego zachowania stwierdził, że nie widzi w tym nic złego, a nawet był z siebie dumny. Sęk w tym, że otrzymał darmowy pakiet i w ramach tego świadczenia miał wykonać pewne zadanie, które po prostu olał… Z naszych informacji wynika, że Mateusz to biegacz, który już wcześniej miewał dziwne sytuacje w roli pacemakera, m.in. w 2016 roku nie doprowadził grupy na 3h kończąc w 3:06:04.

Tutaj widać jak kolega beztrosko wbiega sobie na metę w czasie poniżej 3h czyli tak jak chciał od początku. fot. FotoMaraton.pl

To co się dzieje w polskim bieganiu obserwujemy już od kilkunastu lat i wiemy, że pacemakerzy miewają swoje grzeszki – a to pobiegną za szybko, a to za wolno, czasami zbyt nierówno, ale o takim przypadku jeszcze nie słyszeliśmy i szczerze jesteśmy w szoku.

Trudno tutaj o jakikolwiek komentarz, bo takie zachowanie jest po prostu niedopuszczalne. Mamy nadzieję, że organizatorzy podejmą odpowiednie kroki w tej sprawie i nie dopuszczą go już do startu w przyszłych edycjach zarówno w roli pacemakera jak i uczestnika.