Słynna Pani z Parasolką – jest problem, ale wielu go nie widzi…

fot. Kamil Grzebyta

Pani Marii Pańczak – znanej bardziej jako Pani lub Babci z Parasolką nie trzeba chyba nikomu przedstawiać. W charakterystycznym białym stroju i błękitnym parasolem na plecach od wielu lat przemierza trasy polskich biegów. Jest postacią niebanalną, a jej życiorys jest tak samo bogaty jak ilość startów, które ma na swoim koncie. Z wykształcenia jest lekarzem – zawsze uśmiechnięta i otwarta na pomoc innym ludziom. Nigdy nie odmawia rozmowy, a na trasach biegowych macha każdemu – i biegaczom i kibicom, a nawet poirytowanym kierowcom samochodów.

Znamy ją przede wszystkim z poznańskich maratonów gdzie jeszcze kilka lat temu truchtając miarowo pokonywała niejednego młodego. Jak wiadomo jednak lata lecą, a w raz z nim tempo powoli spada – to naturalne i każdego to kiedyś czeka. Zawsze jednak Pani Maria docierała na metę w całkiem niezłej formie.

W ostatnim czasie jej bieganie zaczęło jednak wzbudzać niepokój – jej sylwetka jest coraz bardziej przegięta w prawą stronę, a jej bieg bardziej przypomina kuśtykanie kogoś kto doznał jakiegoś silnego urazu. Już podczas tegorocznego Biegu Szpota kibice zwrócili uwagę na bardzo nienaturalny sposób poruszania się, w dodatku na tejże imprezie 20m przed metą przewróciła się i gdyby nie pomoc kolegów miała by problem z ukończeniem biegu. Oczywiście można snuć domysły czy Pani Marii coś dolega czy nie, ale nawet w opinii kilku biegających lekarzy mamy tutaj do czynienia z ewidentnym problemem, prawdopodobnie mającym związek ze stawem biodrowym.

Niestety wiele osób nie widzi, że coś jest nie tak i po prostu dopingują Panią Marię jakby nic złego się nie działo. Różne zdania są na ten temat, ale na facebooku jest coraz więcej dyskusji, w których ludzie twierdzą, że pomimo całej sympatii dla Białej Damy Polskiego Biegania – ona sama powoli zaczyna przesadzać. Widać to było także podczas niedawnego Półmaratonu Weteranów w Murowanej Goślinie gdzie Pani Maria dotarła do mety po blisko 4 godzinach, wchodząc na metę w asyście podtrzymujących ją kobiet… Dla wielu to wciąż bardzo sympatyczne i oznaczające wolę walki. Dla osób, które biegają już wiele lat – to nienaturalne i coś co nie powinno mieć miejsca.

Poniżej filmik z Murowanej Gośliny – od 7:30 widać w jakim stylu Pani Maria wkracza na metę…

Ja również jestem tego zdania, że to już przesada, a to co obserwujemy w trakcie zawodów i na zdjęciach to dobra mina do złej gry. Pani Maria z pewnością czuje presję i obowiązek startowania, który wynika z jej dużej popularności. Pewnie ona sama jak również biegacze i kibice mają świadomość, że gdyby nagle zeszła ze sceny biegowej to świat biegów ulicznych straciłby niezwykle barwną postać i nie byłby już taki sam. Tak już jednak jest, nikt nie każe się Pani Marii całkowicie usunąć ze świata sportu, ale moim zdaniem jej organizm jest wyeksploatowany. Zdaję sobie jednocześnie sprawę, że znajdzie się wielu delikwentów, którzy rzucą na mnie falę hejtu, że przecież robi to co kocha, że nic złego się nie dzieje, że się czepiam, itp… Podobnie było kiedyś gdy ośmieliłem się skrytykować bieganie Bosego Biegacza zimą – jak dostał odmrożeń i wylądował w szpitalu to jakoś wszystko ucichło…

Panią Marię bardzo lubię i szanuję za wszystko co robi, ale moim zdaniem powinna jej się zapalić czerwona lampka, że jednak coś jest nie tak. Mając prawie 80 przeżytych wiosen trzeba być bardzo ostrożnym, zwłaszcza jeśli biega się zawody w dodatku takie jak Półmaraton Weteranów, gdzie trasa nie była łatwa, a upał dawał się we znaki wszystkim. Pani Maria tym razem ukończyła, ale ile jeszcze podejmie takich prób? Czy to nie jest już zwykłe igranie z ogniem? Czy ludzie nadal będą popierać zachowanie, które przeczy propagowaniu sportu jako zdrowego stylu życia? Jak długo po limicie i w jakim stylu ma docierać na metę ta kobieta aby organizatorzy imprez opamiętali się i zwrócili uwagę na ten problem? Pamiętajmy – młody człowiek po urazie czy kontuzji jakoś do siebie przeważnie dochodzi. Osoba w wieku 77 lat znacznie trudniej, a jeśli do tego dojdzie konieczność operacji i późniejsze komplikacje to nawet nie chcę wiedzieć jak by się to mogło skończyć…