Startujesz w półmaratonie? Oto 5 sposobów na fatalny bieg.

Startujesz w półmaratonie? Oto 5 sposobów na fatalny bieg.

Start w półmaratonie jest zawsze bardzo emocjonujący. To dystans, który dla wielu biegaczy stanowi pierwsze poważne, sportowe wyzwanie w życiu i często jest furtką do jeszcze dłuższych dystansów. Mamy dla Was 5 wskazówek jak lepiej nie postępować na swojej „połówce”.  Tylko pięć i aż pięć. Wczytajcie się i… nie biegajcie tak.  

 

Start strusia pędziwiatra i końcówka żółwia z częściowym paraliżem  

Nie szarżuj. Zawsze to powtarzamy, bo dystans półmaratonu jest bardzo zdradliwy. Wielu z Was traktuje połówkę z przymrużeniem oka – w końcu przebiegł już kolega z pracy, koleżanka, kuzynka, ba… nawet Twój fryzjer. Musi więc to być bułka z masłem. I tak i nie – na ogół limit w półmaratonie wynosi 3h więc powiedzmy sobie otwarcie – utrzymanie średniej prędkości na poziomie 8:30/km to nie jest wielka sztuka dla zdrowego i wysportowanego człowieka. A jednak wielu biegaczy kończy półmaraton w bardzo złym stanie – maszerują, wlekąc się niemiłosiernie. Powód jest oczywisty – za wysokie tempo na początku. Mało tego, niektórzy po drodze biją życiówki na 10km co jest już totalnym absurdem. Zacznij wolniej, a ukończysz bieg w lepszym stylu – może nawet uda Ci się przebiec cały dystans? Uwierz – pierwsze 15km pokonane w 1,5h i ostatnie 6km w godzinę nie są powodem do dumy tylko dowodem złego przygotowania lub nieumiejętnego rozłożenia sił. Do startu zostało Ci już bardzo niewiele – usiądź więc na spokojnie, przeanalizuj swoje wyniki z innych dystansów, może pogadaj z kimś bardziej doświadczonym i ustalcie wspólnie tempo, które prawdopodobnie wytrzymasz.

 

Bieg z wojennym zapasem energetycznym 

Półmaraton to wysiłek trwający maksymalnie 3h. Rano trzeba więc zjeść wysokowęglowodanowy posiłek, ale nie ma co przesadzać z ilością. Kilka kromek pieczywa z masłem orzechowym lub dżemem wystarczy. Niestety ludzie często przesadzają jedząc z rana jak by szykowali się na wojnę. Potem jeszcze dojadanie sporych ilości bananów, batonów i innych słodyczy w trakcie biegu. Naprawdę nie jest to potrzebne, a często przysparza sporych problemów żołądkowych. Czasami lepiej czuć niewielkie ssanie w żołądku, ale dobiec do mety z lekkim, nie obciążonym żołądkiem niż ładować w siebie jak w kubeł i potem zwijać się z bólu na ostatnich kilometrach (wbrew pozorom to dość powszechny widok). To samo tyczy się nawadniania – kilka niedużych łyków na każdym punkcie to maksimum. Chlupotanie w żołądku to stan, który bardzo uprzykrza bieg.