Świąteczne palenie kalorii – fajnie to brzmi, ale prawda jest brutalna

Dziś krótkie wyjaśnienie modnego teraz tematu spalania świątecznych kalorii. Jak zauważyłem Wielu biegaczy ma nieco błędne pojęcie jeśli chodzi o bilans kaloryczny. Od Wigilii do dnia dzisiejszego moją facebookową tablicę zapełniło mnóstwo wpisów o paleniu świątecznych kalorii – to jest oczywiście godne pochwały, ale porozmawiałem z kilkunastoma osobami i jak się okazuje – nie do końca mamy świadomość tego, że bieganie nie spala tylu kalorii ile byśmy się spodziewali.

Nie zagłębiając się zbytnio w wielkie analizy podam przykład – koleżanka lubi jeść i spędzać Święta w gronie rodzinnym. Jest drobna – waży, nieco ponad 50kg i w Święta biegała 2 razy – w pierwsze święto i drugie święto. Zrobiła dwa 45 minutowe treningi pisząc przy okazji, że dzięki temu może jeść wszystko i tyle ile tylko chce – generalnie może, bo kto jej zabroni, ale… jeśli weźmiemy pod lupę jej masę ciała i długość oraz intensywność treningu (biegała około 6min/km), to okazuje się, że podczas całych Świąt spaliła w biegu „zaledwie” 700 kalorii! Specjalnie ująłem to w cudzysłów, bo niektórzy w tym czasie nie spalają nawet połowy z tego. Gdy z nią rozmawiałem, to okazało się, iż była przekonana, że spaliła co najmniej trzy razy tyle. 

Tak moi drodzy – to brutalna prawda i tak niestety jest – bieganie spala dużo kalorii, ale wszystko zależy od tego jak długo i szybko biegamy oraz ile ważymy. Drobna kobietka, która pobiega godzinę w umiarkowanym tempie spali może kawałek sernika i kilka pierogów. 80kg „byczek”, który zrobi 20km w żwawym tempie spali tych kalorii nawet 4 razy tyle. Musimy dokładnie analizować ile tak naprawdę kalorii zabiera nam trening, bo czasami ludziom wydaje się, że niecała godzinka biegania rozwiązuje problem i można potem jeść do woli, a bilans i tak wyjdzie ujemny lub zerowy. Niestety… aby spalić świąteczne kalorie trzeba się naprawdę sporo nabiegać. 

Ja po ponad 15 latach biegania wiem już, że jeśli chcę w Święta zjeść sporo, ale nie mieć po nich zbędnego balastu, to muszę pobiegać minimum 1,5h czyli około 20km. Dziś zjadłem naprawdę solidny obiad i podjadałem też po nim – szacunkowo wyszło to około 3tys kalorii – mój Polar wskazuje mi jednak, że dziś (trening 20km + normalna aktywność) spaliłem już prawie 4tys kalorii. Teoretycznie mógłbym więc jeszcze zjeść 2 czekolady lub wypić 4 piwa;) 

Tutaj nie ma specjalnej filozofii – chcesz dobrze pojeść i mieć zerowy lub ujemny bilans kaloryczny – musisz pobiegać dużo. 45 minut truchtu to bardzo zdrowa aktywność dla serca i płuc, ale to raczej nędzna aktywność w kontekście spalania świątecznych kalorii. To samo można zrobić 2h spacerem. Jeśli więc biegasz w Święta, to chwała Ci za to, ale pamiętaj – to, że paliłeś świąteczne kalorie nie oznacza, że… spaliłeś je wszystkie. Smakołyki na naszych świątecznych stołach kuszą, ale żeby je spalić – trzeba naszej kochanej rodzinie wyjaśnić, że znikamy na 1,5-2h – jeśli nie zrozumieją i powiedzą, że to bez sensu lub wbrew tradycji – to mimo wszystko idźcie. Takie biadolenie nie trwa wiecznie;)

Ten tekst napisałem głównie po to abyście uważniej przyjrzeli się temu co jecie i ilości kalorii, które spalacie. Nie namawiam Was do jakiejś psychozy na punkcie liczenia kalorii i biegania nie wiadomo jak długich dystansów, ale namawiam Was do rozbudzenia świadomości w tym temacie, bo Święta to Święta, ale gdy takie błędne pojmowanie spalania kalorii pokutuje potem przez kolejny rok, to trudno o dobrą formę i prawidłową masę ciała. Nie dajmy się wiec zwariować, ale… co jakiś czas zajrzyjmy w tabelki, kalkulatory lub nawet nasze zegarki, które mają już takie funkcje i sprawdźmy jak to z tymi naszymi kaloriami jest naprawdę.  

 

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułKolka podczas biegu – skąd się bierze i jak się z nią uporać?
Następny artykuł3, 2, 1…. Szczecin!!! Ruszają zapisy na 38. PKO Półmaraton Szczecin!
Tomasz Peisert
Redaktor naczelny, współwłaściciel, biegacz – amator od 15 lat. Gdy zaczynał biegać, nie miał o tym pojęcia, ale od razu porwał się na… maraton. Popełnił chyba wszystkie możliwe błędy początkujących biegaczy, ale zgłębiając wiedzę i trenując systematycznie w końcu złamał granicę 3 godzin w maratonie. Teraz zdobytym doświadczeniem dzieli się z innymi, prowadząc grupy treningowe oraz tworząc poczytne teksty/felietony. Pisze to co myśli, często kontrowersyjnie, ale nigdy nie ukrywa faktów. Jego aktualne rekordy życiowe to: maraton 2:56:47, półmaraton 1:18:17, 10km - 35:19.