Jak nauczyć się odpowiedniego tempa na zawody?

Startujesz w zawodach? Masz satysfakcję z bicia kolejnych życiówek? To świetnie, ale pamiętaj, że jak w każdej dziedzinie życia tak i w sporcie, a już w szczególności w biegach długodystansowych istnieje zasada stopniowości. Jeśli więc chcesz dojść do wyniku, który da Ci satysfakcję, najpierw określ swój aktualny poziom i pomyśl czy progresja, którą sobie założyłeś, zamiast sukcesem nie okaże się czasem Twoją największą porażką.

 

Wielu amatorów boryka się z problemem braku umiejętności obiektywnego oszacowania swojego wyniku na mecie. Skupmy się na dystansie maratońskim, bo to on jest przeważnie obiektem najgorętszych dyskusji, analiz i spekulacji. O ile trafienie w wynik swojego debiutu jest jak wróżenie z kart, o tyle na kolejnym maratonie łatwiej już coś założyć. Z każdym kolejnym maratonem, biegacz staje się bardziej doświadczony, świadomy swojego poziomu oraz obiektywny względem swoich możliwości. Pomimo tego większość zawodników wykazuje brak rozwagi przy ocenie swoich możliwości wynikowych.

- REKLAMA -

Wyobraźmy sobie zawodnika, który debiutuje z czasem 4h. Po roku trenowania osiąga bardzo dobry progres schodząc do wyniku 3:29. Ten fakt dodaje mu skrzydeł do tego stopnia, że na kolejny rok zapowiada już atak na 3h. Przygotowuje się, trenuje według jakiegoś planu i za rok na szybkiej, atestowanej trasie uzyskuje 3:22. Rok później próbuje kolejny raz i znowu bije życiówkę, choć poprawioną o zaledwie minutę. Progres się zmniejsza, apetyt na złamanie trójki rośnie. Wtedy zazwyczaj następuje moment konsternacji, zwątpienia i poczucia winy, że coś zrobiło się nie tak. No właśnie, tylko co jest przeważnie źródłem tego problemu?

Takie nagłe „schody” na naszej biegowej drodze mogą mieć wiele źródeł, spróbujmy skupić się na kilku najbardziej istotnych.

 

Ten sam trening – większe ambicje

Od kilku lat biegasz maratony i nagle twoja progresja bardzo zmalała. Nie upatruj od razu winy w sobie i własnych ograniczeniach. Być może problem tkwi w treningu, który choć na początku niezawodny, przy obecnym poziomie może okazać się bezużyteczny.

W początkowych latach przygotowań do maratonów najbardziej istotne jest budowanie wytrzymałości przez spokojne biegi w I zakresie. Nawet jeśli twoje tempo przelotowe wzrosło z 6:00/km do 5:15/km, to nie zawsze wystarczy abyś na podstawie tylko takich treningów osiągnął możliwość pokonania całego maratonu ze średnią 4:15/km. Pomijam oczywiście przypadki zawodników i zawodniczek, którzy skrywali wybitne predyspozycje wytrzymałościowe i założony wynik osiągnęliby i tak, bez względu na rodzaj bodźców treningowych. Pozostali muszą się jednak po prostu nauczyć biegania na prędkościach około startowych, aby poznać reakcje swojego organizmu na takie tempo i związane z nim obciążenia. I nie chodzi tu o przebiegnięcie 10, 15 czy nawet 20km w tempie startowym. To może się udać bez większych problemów. Najlepszym i najbardziej wiarygodnym (moim zdaniem) testem sprawdzającym aktualne możliwości w maratonie jest 32-35km bieg rozpoczęty na prędkości nieco szybszej niż zazwyczaj biegasz treningi w I zakresie. W ten sposób pokonujesz około 2/3 dystansu, a więc przyjmijmy 20km a pozostałe 12-15km biegniesz już w tempie startowym. Niektórzy zarzucą mi zapewne, że to trening zbyt katorżniczy i eksploatujący (choć wielu trenerów go poleca). Myśląc jednak realnie, czy to nie jedna z najlepszych dróg (jeśli nie jedyna) do tego by mądrze oszacować swoją aktualną formę?

Jeżeli mamy do czynienia z zawodnikiem, który podczas takiego treningu bez problemu pokona pierwsze 20km, a na ostatnich 15km nie da rady utrzymać prędkości startowej, charcząc i słaniając się na miękkich nogach,  to czy można być aż tak naiwnym, by uwierzyć, że utrzyma ją przez 42km na zawodach? Jeśli dokona tego bez większych problemów to zakładając sprzyjające czynniki jak płaska trasa, doping kibiców, adrenalina czy nawet częstsze nawadniania możemy się spodziewać, że założony wynik osiągnie bez większych kłopotów. Problem w tym, że większość biegaczy uważa ten rodzaj treningu za coś szaleńczego, niepotrzebnego i zarezerwowanego wyłącznie dla zawodowców. Jest to bardzo błędne rozumowanie, ponieważ umiejętność biegania w tempie startowym na najtrudniejszym etapie maratonu (czyli po 30km) nie powstaje sama z siebie. Nie nauczą cię tego 20km wybiegania ani 10x1000m interwały. Tutaj nie ma żadnej filozofii, tylko jest mocny, ale niezwykle skuteczny trening, który jako jedyny da ci niemal stuprocentową pewność.

 

1 KOMENTARZ

Comments are closed.