Jak nauczyć się odpowiedniego tempa na zawody?

 

Progresja z rozsądkiem

Pomimo dużej skuteczności szalonego treningu jakim jest długie wybieganie z końcówką w tempie startowym, trzeba jeszcze popatrzeć realnie na różnicę w prędkości, która dzieli cię od wymarzonego wyniku. Jeżeli obecną życiówkę w maratonie masz na poziomie 3:40 to dużą fantazją jest nagłe pragnienie złamania 3h. Możesz mieć talent i wielkie możliwości, możesz mieć świetnego trenera, jednak różnica pomiędzy 5:15/km a 4:15/km to zupełnie inna bajka. Takiej prędkości musisz się po prostu nauczyć na treningach zbliżonych do maratońskiego dystansu.

- REKLAMA -

Istnieje bowiem pewna bliżej nieokreślona granica powyżej której zmienia się już cała motoryka biegacza, zmienia się również specyfika kroku, kadencja i szybkość wydatku energetycznego. To wszystko powoduje, że każdy biegacz ma swój indywidualny pułap prędkości, powyżej której zaczyna odczuwać dyskomfort. Nie da się tego uniknąć. Wyjściem z sytuacji może być jedynie cierpliwe i stopniowe budowanie swojej wytrzymałości połączone z nieustanym podwyższaniem prędkości treningowych. Do tego pośrednie cele w drodze do celu głównego, czyli jeśli nasz delikwent z rekordem życiowym w maratonie 3:40 marzy o złamaniu trójki, to także tutaj musi skupić się na stopniowości. Trudno określić jaki rezultat predestynuje już zawodnika do założenia wyniku 2:59:59.

Nieoficjalnie zwykło się mawiać, że czas około 3:10 jest już dobrym punktem wyjściowym do tego celu. Nie oznacza to jednak, że stagnacja nie złapie cię na 3.05. Sam tkwiłem z takim wynikiem przez 6 lat, dopóki nie zacząłem sukcesywnie podwyższać swojej prędkości przelotowej i stosować 35km biegów z ,,maratońskim” zakończeniem. Gdy organizm to wszystko ogarnął pokonanie maratonu w 2:57 okazało się dla mnie bułką z masłem. A wszystko dzięki całkowitej zmianie specyfiki treningów. Niestety tę kwestię wielu zawodników zaniedbuje, biegając całymi latami z prawie nie zmieniającą się średnią szybkości. Skutkuje to nieraz wieloletnią stagnacją połączoną z coraz bardziej niedbałym i zamulonym krokiem biegowym. Zanika dynamika, a organizm koduje ową szybkość jako jedyną komfortową. Trzeba więc dążyć do poprawy wyników, ale tak jak w życiu tak i w bieganiu nie ma nic za darmo. I niewiele tu dadzą epizodyczne akcenty w II zakresie.

Nawet jeśli treningowa monotonia doprowadzi cię kiedyś do upragnionego czasu to gwarantuję, że nie będzie on wynikiem takim samym jakościowo jak identyczny, ale osiągnięty poprzez stopniowe przyspieszanie na treningach. Rezultat będący efektem takich działań jest furtką do kolejnych progresji.

 

Stopniowość kluczem do sukcesu / fot. www.ultra168.com
Stopniowość kluczem do sukcesu / fot. www.ultra168.com

 

Stopniowość i czas – najlepszy trenerski duet

W tym całym działaniu nie ma niczego skomplikowanego. Zasada jest niezwykle prosta i skuteczna – biegasz 4h w maratonie, a marzysz o 2:59? Pamiętaj, że czas jest również dobrym trenerem. Uporaj się najpierw z 3:30, 3:15 i obserwuj czy twój organizm ma jeszcze rezerwy czy też powoli osiągasz już swoje maksimum. Tej maksymalnej granicy nie uda ci się zweryfikować jeśli będziesz próbował osiągnąć zbyt wiele, w zbyt krótkim czasie. Stopniowość w dążeniu do celu da ci doświadczenie, przyzwyczai do coraz większych prędkości i da odpowiedź na to czy jesteś jeszcze coś w stanie z siebie wykrzesać czy czas powoli spasować, utrzymując wyniki na podobnym, ale za to najwyższym dla Ciebie poziomie.

1 KOMENTARZ

Comments are closed.