zdjęcie symboliczne - nie dotyczy bohatera tekstu

Nasi czytelnicy potrafią nas zaskakiwać. Czasami pozytywnie, a czasami nie. Bywają osoby, które przesyłają do nas wiadomości na które po prostu nie wiemy co odpowiedzieć. Tak było w tym tygodniu, a to co przeczytaliśmy – zapamiętamy na długo.

Pewien anonimowy jegomość wysłał do nas maila z informacją, że wpadł na genialny pomysł. W treści możemy przeczytać, że jest on biegaczem, lubi biegać, ale biega raczej powoli – półmaraton w około 2,5h. Kolega marzy o pokonaniu maratonu, ale wie, że póki co jest to ponad jego aktualne możliwości. Wpadł więc na następujący (genialny) pomysł: jak pisze limity na pokonanie maratonu są różne – czasem 5 godzin, czasem 6, czasem 7, a bywa i tak (w zagranicznych maratonach), że organizator pozwala pokonać maraton nawet w 30 czy 40 godzin. Nasz bohater chciałby zostać maratończykiem zatem wymyślił sobie, że zrobi tak: jednego dnia pokona półmaraton na zawodach, a drugiego (jak już odpocznie i się wyśpi) przebiegnie drugi półmaraton (też w ramach jakiegoś biegu). W ten sposób zaliczy pełny dystans maratonu w czasie poniżej 30 godzin.

Swój pomysł tłumaczy tym, że przecież nigdzie nie ma ogólnoświatowej dyrektywy, która mówiła by o tym w jakim czasie należy pokonać dystans 42,195km aby stać się maratończykiem. Dlatego też uważa, że wszyscy, którzy na siłę próbują zmieścić się w limicie są… frajerami, bo tak naprawdę maratoński limit jest tylko sprawą umowną. Teoretycznie tak, ale czy kolega nie pogubił się nieco? Przecież jego „wyczyn” nie będzie nawet nigdzie oficjalnie odnotowany! Jaką będzie mieć satysfakcję z takiego przekrętu?

Przecież tym tokiem rozumowania moglibyśmy np. zaliczać kilka półmaratonów w miesiącu, sumować kilometry i pisać, że zaliczyliśmy… ultramaraton.

Organizatorzy biegów ustalają pewne limity aby niejako oddzielić tych, którzy z dystansem sobie poradzili od tych, którym się nie udało. Jeżeli dają możliwość pokonania komuś biegu znacznie dłużej, to dotyczy to osób niepełnosprawnych, starszych lub tych, którzy chcą zaliczyć bieg w nietypowej formie – np. żonglując po drodze jajkami lub kozłując piłką do koszykówki. Dla osób, które chcą podjąć wyzwanie w klasyczny sposób ustala się limity i chociaż nie są one ustalone przez jakieś międzynarodowe organizacje, to czy jednak nie warto się ich trzymać aby być fair wobec innych, a przede wszystkim wobec siebie?

Temat jest tak absurdalny, że aż sami się dziwimy, że o tym piszemy, ale nie możemy doczekać się Waszych wypowiedzi. Liczy się bieg w limicie czy po prostu zaliczenie dystansu bez względu na czas w jakim się to zrobi? Zapraszamy Was do dyskusji:)

 

 

Komentarze Facebook

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here