Altra Lone Peak 3.5 jak i cała reszta butów ze stajni Altra pojawiły się w Polsce w zeszłym roku. Buty bardzo specyficzne, które wyróżnia zerowy drop i anatomiczny kształt z poszerzonym przodem w systemie FOOT SHAPE – wszystko dla jak największej wygody i biegania najbardziej zbliżonego do naturalnego ruchu stopy. Jeśli mam być szczery – mój konserwatywny stosunek do butów “innowacyjnych” nieco hamował mnie przed wykonaniem tego testu. Lubię jednak biegać w terenie, a ten model otworzył przede mną możliwości spróbowania zmiany swojego biegowego stylu, który pomimo kilkunastu lat treningów wciąż jest daleki od ideału. Dał mi także możliwość posmakowania komfortu, który za Oceanem doceniają czołowi, światowi ultrasi i trailowcy. Podjąłem więc wyzwanie…

 

Zostałem czołgistą!

Już na pierwszy rzut oka but wyróżnia się klasycznym designem. Nie posiada on mnóstwa niczemu nie służących dodatków. Wyglądają masywnie, ale i solidnie co też przywołuje skojarzenie z czołgiem przeznaczonym do zadań specjalnych lub z samochodem Batmana. Żółte dodatki kolorystyczne zdradzają nam, że mamy do czynienia z butem, który nie służy do ślimaczego tuptania po parku zdrojowym w Ciechocinku tylko do poskramiania trudnych trailowych tras w zawrotnym tempie.

Największe zaskoczenie pojawiło się w momencie gdy swój turbo czołg wziąłem do ręki. To naprawdę lekki but – sprawdziłem jego wagę przy moim rozmiarze 44,5 – 275 gram to wynik naprawdę godny. Wtedy pojawiła się myśl – tym czołgiem będzie można całkiem żwawo śmigać w terenie. Zamiast gdybać postanowiłem od razu zabrać go na mój treningowy poligon.

 

buty altra podeszwa

Początek – gąsiennice czołgu wjeżdżają na chodnik publiczny

Pierwsze 2 kilometry – przyznam szczerze dziwnie, bo musiałem pokonać je po asfalcie, ale co ciekawe – buty zdawały się ze mną współpracować już od pierwszych metrów. Odczucie było mniej więcej takie jak bym biegał już w nich conajmniej kilkanaście dni. Oczywiście zerowy drop wymuszał u mnie inny niż zwykle krok – lądowanie ze śródstopia to również dla mnie nowość. Chcąc nie chcąc biegłem więc nieco szybciej niż zwykle za sprawą krótszego czasu przetoczenia buta względem podłoża. Fajne uczucie – biegnę szybciej niż zwykle, a męczę się tak samo. Wreszcie pojawia się ściana lasu, moje czołgi zatopią się wreszcie w środowisko do którego zostały stworzone.    

 

Lonki w swoim żywiole

Lonki (bo taki przydomek nadałem moim czołgom) nie miały łatwego debiutu. Zabrałem je w miejsca, które prawie zawsze omijałem. Miejsce pełne błota, liści, wystających korzeni i wszystkiego co wywołuje psychopatyczny uśmiech szalonego trailowca. Czułem się trochę tak jakbym nagle ze zwykłej osobówki przesiadł się w rasowe, terenowe auto i próbował przejechać polnym skrótem, który zawsze musiałem omijać.

Robię coś wbrew swojej asfaltowej naturze i ruszam w sam środek błotnej otchłani. Chlapię na prawo i lewo, płoszę całą zwierzynę w okolicy, ale… trzymam się stabilnie podłoża jakbym biegł zwykłą, suchą, szutrową ścieżką. Chociaż biegałem już w kilku modelach trailówek innych marek – to uczucie było wyjątkowe. Pewność kroku, zero ślizgania się i sarżowanie przez błoto jak dzik przez kartoflisko.

 

lone peak 3.5 test

Redukcja, gaz i napieranie na szczyt

Błotny test zaliczony, biegnę dalej sprawdzić jak radzą sobie na stromych podbiegach i zbiegach. Biegnę kawałek po suchym piasku aby Lonki podsuszyły swoje gąsiennice i jazda – przede mną 100 metrowy, stromy jak schody w Urzędzie Skarbowym podbieg. Czasami jak mi coś odbiło pokonywałem ten podbieg w swoich szosówkach i ledwo docierałem na szczyt, bo ściągało mnie w dół. Dziś poczułem się jak kozica po dopalaczach – wbiegłem tam bez najmniejszego problemu. Od razu uprzedzę – był to poniekąd efekt ekscytacji w końcu testowałem model, który wielu trailowców i ultrasów uznaje za najlepszy terenowy but na świecie. Wam pewnie również uśmiech nie schodziłby z twarzy gdybyście z Fiata Punto przesiedli się do Hammera.

Czas na konkrety

  • Lonki dzięki bardzo dobrej podeszwie wykonanej w technologii MaxTrac pozwalają na pokonywanie nawet bardzo stromych wzniesień gwarantując przyczepność. Stabilność ułatwia również duża powierzchnia podeszwy i liczne wypustki ułożone w klasyczny, nie przekombinowany sposób. 

 

  • Stabilizacja jest na bardzo wysokim poziomie, but trzyma się stopy zarówno podczas normalnego biegu jak i nagłych skrętów czy dynamicznych zbiegów. Co ciekawe podczas zbiegania palce przesuwają się do przodu cholewki, ale nie uderzają o nią w tak agresywny sposób jak w przypadku butów biegowych o wąskich noskach. Komfortu dodaje również zintegrowany język oraz przyjemna, miękka wyściółka.

 

  • Altra Lone Peak 3.5 są wyposażone także w All-New 4-Point Gaiter Trap Technology – system na rzepy dzięki, któremu można podpiąć do nich stuptuty.

 

  • Model ten testowałem również przez 10 dni na sudeckich, mocno zaśnieżonych, zimowych szlakach i tutaj również wbieganie i zbieganie nawet po kamienistym podłożu nie stanowiły żadnego problemu. Za każdym razem pełna współpraca ze stopami i maksymalne zadowolenie z każdego pokonanego kilometra.

No dobra, pewnie teraz zastanawiacie się czy jest to dla mnie but idealny? W końcu nadałem mu imię, jestem zachwycony jego komfortem, a nawet militarno-sportowym wyglądem. Odpowiedź brzmi – Lone Peak jest prawie idealny. Spośród jego niezliczonej ilości zalet znalazłem dwa mankamenty.

 

Słabsze strony Lone Peak 3.5

Pierwszy – sznurowadła. Są bardzo ładne, czarno-żółte, ale trzeba je bardzo silnie związać lub zrobić to nawet podwójnie aby się nie rozwiązywały. Ja wiem, że przez to są znacznie bardziej trwałe, ale wolałbym zwykłe sznurówki o klasycznym splocie, który pomimo upływu lat – są niezawodne. Przyczepiłem się pierdoły, prawda? Czas zatem na trochę poważniejszy mankament.

Drugi – podczas biegu w deszczu lub śniegu buty dość szybko nabierają wilgoci w środku. Oczywiście producent nigdzie nie napisał, że są to buty nieprzemakalne, ale jest to jednak pewne utrudnienie, zwłaszcza jeśli myśli się o starcie na długiej trasie gdzie nigdy nie wiadomo jakie warunki napotkają nas na trasie. No i teraz dochodzę do kuriozalnej sytuacji, która jeszcze nigdy nie miała miejsca podczas moich testów. Znalazłem plus w minusie czyli jasną stronę mankamentu produktu. Otóż drodzy państwo – nawet gdy Lonki nabiorą wilgoci, wciąż biegnie się w nich komfortowo.

Miałem jednego dnia sytuację, że nie wyschły one po poprzednim treningu. Spieszyłem się więc założyłem wilgotne na stopy i pobiegłem na 20 km trening po górach. Było to trochę ryzykowne, ponieważ wielokrotnie takie próby kończyły się sporymi otarciami. O dziwo już po paruset metrach biegło się całkiem zwyczajnie, a przez cały bieg nie nabawiłem się nawet najmniejszego obtarcia. Dodam tylko, że biegłem w zwykłych decathlonowych skarpetkach jakie zawsze zakładam do tego typu testów aby nie dodawać butom punktów za komfort, który jest głównym dziełem skarpetek.

buty altra właściwości

I że nie opuszczą mnie aż do ostatniego podbiegu

Moja przygoda z Altra Lone Peak 3.5 trwa i coś mi się wydaje, że potrwa znacznie dłużej. Aktualnie moje czołgi pomagają mi w przygotowaniach do majowego 70 km Ultra Trail Rykowisko i wrześniowego 80 km Garmin Ultra Race. Zaczynam się do nich przywiązywać tak jak facet przywiązuje się do swojego auta i chciałbym aby były ze mną zawsze. Wybaczam im te sznurówki, a wilgoć w środku uznaję jako ich troskę o moje nawodnienie…

 

Drogą podsumowania – melduję wykonanie zadania

Altra Lone Peak 3.5 to rasowe trailówki, które poradzą sobie w każdym terenie. Są bardzo wygodne, biega się w nich pewnie i z pewnością najlepiej się sprawdzą podczas treningów i startów od wiosny do jesieni. Poleciłbym je każdemu kto kocha świat terenowego biegania i potrzebuje sprzętu niezawodnego, a jednocześnie bardzo innowacyjnego. Poradzą sobie z lekkim deszczem czy niedużą warstwą śniegu, ale na mocno deszczowe i śnieżne, zimowe dni lepiej sięgnąć po inny model.

 

ZALETY LONE PEAK 3.5:

  • Stylowy, nieprzekombinowany wygląd
  • System FOOT SHAPE – dużo miejsca na palce co daje maksimum komfortu
  • Zerowy drop – trzeba się do niego przyzwyczaić, ale naprawdę pomaga w bardziej naturalnej i poprawnej technice biegu
  • Genialna podeszwa o znakomitej przyczepności
  • Bardzo dobra stabilizacja stopy, pewność nawet podczas biegania w trudnym terenie     
  • Łatwy do czyszczenia materiał, wystarczy gąbka i trochę wody
  • Trwałość (buty podczas testu pokonały 400km w różnych warunkach i wyglądają prawie jak nowe)

 

MANKAMENTY LONE PEAK 3.5:

  • Sznurowadła, które trzeba bardzo mocno wiązać aby się nie rozwiązywały
  • Nie są z membrany więc są podatne na przemakanie, ale komfortowa wyściółka w dużym stopniu niweluje ten problem. 

Cena – 589zł. Czy są warte tej ceny? W mojej opinii TAK.

Moja ogólna ocena 9/10.  

BUTY DO KUPIENIA W SKLEPIE TRICENTRE —> KLIKNIJ TUTAJ

Komentarze Facebook
PRZEGLĄD RECENZJI
Moja ogólna ocena butów
9
Poprzedni artykułJak biegać długie dystanse aby się nie zanudzić?
Następny artykuł5 mitów dotyczących maratonu, w które biegacze wciąż wierzą
Tomasz Peisert
Redaktor naczelny i właściciel portalu, biegacz – amator, trenujący od 17 lat. Gdy zaczynał biegać, nie miał o tym pojęcia, ale od razu porwał się na… maraton. Popełnił chyba wszystkie możliwe błędy początkujących biegaczy, ale zgłębiając wiedzę i trenując systematycznie w końcu złamał granicę 3 godzin w maratonie. Teraz zdobytym doświadczeniem dzieli się z innymi, tworząc rozmaite teksty/felietony, prowadząc biegowe akademie i warsztaty. Pisze to co myśli, często kontrowersyjnie, ale nigdy nie ukrywa faktów. Dzięki swojej dociekliwości doprowadził do wyjścia na jaw wielu mrocznych spraw z biegowego światka. Jego aktualne rekordy życiowe to: maraton 2:56:47, półmaraton 1:18:17, 10km 35:19.

1 KOMENTARZ

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here