Twoje amatorskie bieganie nie znaczy nic – ten gość uważa, że nie powinieneś biegać!

zdjęcie symboliczne

Zazwyczaj jest bardzo chudy, w latach 70 był biegowym królem szos, częstym atrybutem jest przygarbiona sylwetka, siwy wąs i… wszechwiedza na temat biegania. Nie, nie znajdziesz go na Fejsie, bo go tam nie ma. Nawet jeśli jest, to konto założyła mu córka i tylko po to aby obserwował z ukrycia młodszą amatorszczyznę ze swojej spruchniałej loży szyderców.  



 

Zaliczyłeś swój pierwszy start na 10km i jesteś dumny, że udało Ci się zrobić to poniżej godziny? Jesteś nikim!

Za JEGO CZASÓW w tym tempie ludzie chodzili an spacerki do parku. On w Twoim wieku biegał tak, że w Twojej małej, pustej głowie to się nie zmieści. Jest weteranem biegania chociaż tak naprawdę jest weteranem życia – przeżył wszystko co było do przeżycia, pokonał więcej kilometrów niż jest z Ziemi na Księżyc. Dystanse poniżej 42km w jego ocenie są dobre dla osób sparaliżowanych, bez kończyn dolnych lub dla dzieci poniżej 3 roku życia. MARATON to dla niego słowo znaczące więcej niż wszystko inne.

Nie masz takich ciuchów jak on – Ty świecisz uniformem z Decathlonu i masz pulsometr – on udowadnia Tobie, że są to tylko zbędne wynalazki chorej współczesności. Ortalion + zegar z kukułką wystarczą w  zupełności. Jesteś tak mainstreamowy, że na Twój widok – jemu odbija się jeszcze ocet z PRLu.

Startuje tam gdzie do wygrania są grube pieniądze w kategoriach wiekowych – za wygraną stówkę w M60 jest gotów postarzeć się o rok czy dwa. W końcu stary wyga wie gdzie obsługa biegu nie zwróci uwagi na datę urodzenia podczas odbierania pakietu.

W latach 80 był „światową gwiazdą maratonu” – teraz świat go nie docenia. Za kare zje Twoją drożdżówkę, wepchnie się w kolejkę po piwo po biegu i powie Ci, że nic nie wiesz o bieganiu. Wieloletnie doświadczenie pozwoli mu na wypicie 2 piw i zabrania drożdżówek także dla żony, szwagra i wnuczki.

Jeśli z nim biegłeś w tych zawodach to wiesz, że pierwsza trójka w OPEN to ci, którzy są tylko lichym dodatkiem do tego biegu.

On wygrał w M70 będąc 68-latkiem i to jemu musisz klaskać 100 razy głośniej niż artyście po występie w operze. Oddaj mu hołd, zdejmij kompromitujący Cię pulsometr i przyznaj, że jego wygrana to jak sentymentalny powrót do przeszłości. To dowód na to, że stara gwardia wciąż jest najlepsza. Doceń jego 105 MARATON i obiecaj, że nigdy nie pobiegniesz w Parkrunie, w którym nie ma nagród w kategoriach, a zwycięzca biega 5 minut wolniej od Kusocińskiego! On powie Tobie (z pewnością – wiem to, bo słyszałem kilka razy mniej lub bardziej dosadne zdania), że większość współczesnych biegaczy powinna sobie bieganie odpuścić, bo tylko przynoszą wstyd Polsce. On – PRLowski suchoklates z niespełnionymi ambicjami i garbem na plecach przynosi Polsce tylko dumę…

Szanuję osoby, które w latach 70 czy 80 potrafiły biegać maraton w 2:40-2:30 czy szybciej.

Wtedy takich zawodników było wielu co widać choćby po archiwalnych wynikach z Dębna. Niestety niektórzy z nich nie zauważyli, że przez 40 lat bieganie stało się czymś innym za co było uznawane w ich latach. Nie jest już przywilejem najlepszych, ale aktywnością dostępną dla wszystkich – sposobem na walkę ze stresem, nadwagą i szansą na lepsze życie. Może i poziom naszej czołówki spadł, ale teraz biegają dziesiątki, jeśli nie setki tysięcy Polaków. On dalej tkwi w ponurym przekonaniu, że to co było już nie wróci… Może i nie wróci, ale patrząc z bardziej ogólnego punktu widzenia – jest przecież lepiej, bo z roku na rok biega coraz więcej ludzi!

Każdy z nas zna takiego typa – czasy się zmieniają, ale nie on.

On nie rozumie amatorskiego biegania chociaż największy paradoks jest taki, że teraz sam jest amatorem. Nigdy się jednak do tego nie przyzna – w końcu wygrał 100zł, a to już jest zawodowstwo. Nie, nie szydzę ze starszych biegaczy, a już na pewno nie ze wszystkich – piszę o jednym, niepowtarzalnym typie – jeśli startujesz często, to znasz kogoś takiego i wiesz o kim piszę. Biegowa zakała, która była „gwiazdą” gdy Ty waliłeś w tetrowe pieluchy, a która teraz nie umie zrozumieć, że współczesne bieganie to nie tylko zawodowstwo i walka o wynik, ale też frajda i sposób na życie milionów amatorów. Czy kiedyś mieliśmy miliony amatorów biegających dla zdrowia? Nie i na tym zakończmy. A z ortalionową gwiazdą nie polecam dyskutować – gwiazdy lepiej oglądać tylko z oddali.