Twoje amatorskie bieganie nie znaczy nic – ten gość uważa, że nie powinieneś biegać!

zdjęcie symboliczne

Jest chudy, ma przeważnie więcej lat niż najstarsze żółwie z Galapagos, częstym atrybutem jest przygarbiona sylwetka, wąs i… wszechwiedza na temat biegania. Nie, nie znajdziesz go na Fejsie, bo go tam nie ma. Nawet jeśli jest, to konto założyła mu córka i tylko po to aby obserwował młodszą amatorszczyznę ze swojej spruchniałej loży szyderców.  

Zaliczyłeś swój pierwszy start na 10km i jesteś dumny, że udało Ci się zrobić to poniżej godziny? Jesteś nikim! Za JEGO CZASÓW w tym tempie ludzie leżeli. On w Twoim wieku biegał tak, że w Twojej małej, pustej głowie to się nie zmieści. Jest weteranem biegania chociaż tak naprawdę jest weteranem życia – przeżył wszystko co było do przeżycia, pokonał więcej kilometrów niż z jego miejscowości na Księżyc i tak 42 razy. Dystanse poniżej 42km w jego ocenie są dobre dla osób sparaliżowanych, bez kończyn dolnych, bez tułowia lub dla dzieci poniżej 3 roku życia. MARATON to dla niego słowo więcej znaczące niż BÓG.  

Nie masz takich ciuchów jak on – Ty świecisz uniformem z Decathlonu i masz pulsometr – on udowadnia Tobie, że są to tylko zbędne wynalazki chorej współczesności. Ortalion + zegar z kukułką wystarczą w  zupełności. Jesteś tak mainstreamowy, że na Twój widok – jemu odbija się jeszcze ocet z PRLu. 

Startuje tam gdzie do wygrania są grube pieniądze w kategoriach wiekowych – za wygraną stówkę w M60 jest gotów postarzeć się o rok czy dwa. W końcu stary wyga wie gdzie obsługa biegu nie zwróci uwagi na datę urodzenia podczas odbierania pakietu. 

W latach 80 był „światową gwiazdą maratonu” – teraz świat go nie docenia. Za kare zje Twoją drożdżówkę, wepchnie się w kolejkę po piwo po biegu i powie Ci, że nic nie wiesz o bieganiu. Wieloletnie doświadczenie pozwoli mu na wypicie 2 piw i zabrania drożdżówek dla żony, szwagra i wnuczki.

Jeśli z nim biegłeś w tych zawodach to wiesz, że pierwsza trójka w OPEN to ci, którzy są tylko lichym dodatkiem do tego biegu. On wygrał w M70 będąc 68-latkiem i to jemu musisz klaskać 100 razy bardziej niż Rubikowi. Oddaj mu hołd, zdejmij kompromitujący Cię pulsometr i przyznaj, że jego wygrana to jak sentymentalny powrót do przeszłości. To dowód na to, że stara gwardia wciąż jest najlepsza. Doceń jego 105 MARATON i obiecaj, że nigdy nie pobiegniesz w Parkrunie, w którym nie ma nagród w kategoriach, a zwycięzca biega 5 minut wolniej od Chromika! On powie Tobie (z pewnością – wiem to, bo słyszałem kilka razy mniej lub bardziej dosadne zdania), że większość współczesnych biegaczy powinna sobie bieganie odpuścić, bo tylko przynoszą wstyd Polsce. On – PRLowski suchoklates z niespełnionymi ambicjami i garbem na plecach przynosi Polsce tylko dumę…  

Szanuję osoby, które w latach 70 czy 80 potrafiły biegać maraton w 2:40-2:30 czy szybciej. Wtedy takich zawodników było wielu co widać choćby po archiwalnych wynikach z Dębna. Niestety niektórzy z nich nie zauważyli, że przez 40 lat bieganie stało się czymś innym za co było uznawane w ich latach. Nie jest już przywilejem najlepszych, ale aktywnością dostępną dla wszystkich – sposobem na walkę ze stresem, nadwagą i szansą na lepsze życie. Może i poziom naszej czołówki spadł, ale teraz biegają dziesiątki, jeśli nie setki tysięcy Polaków. On dalej tkwi w ponurym przekonaniu, że to co było już nie wróci… Może i nie wróci, ale patrząc z bardziej ogólnego punktu widzenia – jest przecież lepiej, bo z roku na rok biega coraz więcej ludzi! 

Każdy z nas zna takiego typa – czasy się zmieniają, ale nie on. On nie rozumie amatorskiego biegania chociaż największy paradoks jest taki, że teraz sam jest amatorem. Nigdy się jednak do tego nie przyzna – w końcu wygrał stówkę, a to już jest zawodowstwo. Nie, nie szydzę ze starszych biegaczy, a już na pewno nie ze wszystkich – piszę o jednym, niepowtarzalnym typie – jeśli startujesz często, to znasz kogoś takiego. Biegowa zakała, która była „gwiazdą” gdy Ty waliłeś w tetrowe pieluchy, a która teraz nie umie zrozumieć, że współczesne bieganie to nie tylko zawodowstwo i walka o wynik, ale też frajda i sposób na życie milionów amatorów. Czy kiedyś mieliśmy miliony amatorów biegających dla zdrowia? Nie i na tym zakończmy. A z ortalionową gwiazdą nie polecam dyskutować – gwiazdy lepiej oglądać tylko z oddali. 

 

 

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułCZŁOWIEK ZWIERZAKOWI BRATEM – Regatta Winter Ultra Trail pomaga zwierzakom
Następny artykułMasz tylko 30 minut na bieganie? Nie dramatyzuj – zrób jeden z tych treningów!
Tomasz Peisert
Redaktor naczelny, współwłaściciel, biegacz – amator od 15 lat. Gdy zaczynał biegać, nie miał o tym pojęcia, ale od razu porwał się na… maraton. Popełnił chyba wszystkie możliwe błędy początkujących biegaczy, ale zgłębiając wiedzę i trenując systematycznie w końcu złamał granicę 3 godzin w maratonie. Teraz zdobytym doświadczeniem dzieli się z innymi, prowadząc grupy treningowe oraz tworząc poczytne teksty/felietony. Pisze to co myśli, często kontrowersyjnie, ale nigdy nie ukrywa faktów. Jego aktualne rekordy życiowe to: maraton 2:56:47, półmaraton 1:18:17, 10km - 35:19.