Ukończyłem bieg – muszę zjeść kiełbachę, bo za nią zapłaciłem!

Dziś krótki apel do wszystkich biegaczy, którzy kończą zawody i zachowują niezbyt kulturalnie się w oczekiwaniu na grochówkę, kiełbasy czy drożdżówki. To tekst skierowany do tych, których nadrzędnym celem na biegu jest dobrze się najeść i jak najbardziej zrekompensować sobie straty poniesione w wyniku wniesienia opłaty startowej. Zapłaciłem, pobiegłem, mam medal, ale jeszcze muszę zjeść kilka kiełbas aby wpisowe chociaż trochę się zwróciło. Nie chce się wierzyć w to co widzi się ostatnio na zawodach…

Tfu – splunął pewien biegacz po przekroczeniu półmaratonu w Poznaniu, po czym wrzasnął – gdzie jest piwo do ch..a? Moi kumple szybko sprowadzili na ziemię tego kmiota, który z wysiłku zaczął zachowywać się jak ostatnia… świnia.

Ku…a czy jest tu grochówa do ciężkiej cholery? Jestem głodny jak chu…! Wykrzyknął pewien jegomość tuż po przekroczeniu mety po Półmaratonie w Przytoku. Na szczęście kilka osób szybko zareagowało i kmiot został wyproszony poza strefę mety, zwłaszcza, że były tam również dzieci.

Jeden z poznańskich maratonów – kolejka dłuższa niż za komuny. Patrzę za czym stoi ten spocony tłum i oczom nie wierzę – wpadli na metę, ledwo żyją i czekają w 100m kolejce by dostać ociekającą tłuszczem kiełbachę. Zero kultury, przepychanki, licytacje kto był pierwszy i żelazna konsekwencja w dążeniu do gara. To jeden z najobrzydliwszych widoków jaki widziałem w życiu – łakomstwo i przeświadczenie, że jak coś się komuś należy to trzeba to mieć za wszelką cenę.

Niektórzy będą stać, marznąć, cierpieć z powodu skurczów, ale nie odpuszczą – na biegu walczyli do ostatniej krwi, teraz będą walczyć do ostatniej kiełbasy. I biada organizatorom jeśli zabraknie – wtedy ogólna ocena biegu na bank będzie negatywna…

Jeśli mienimy się jedną biegową rodziną to proszę Was – zadbajmy o to aby nie była to rodzina patologiczna. Nie zachowujmy się jak wataha wygłodniałych wilków, która szuka pożywienia od kilku tygodni. Przecież jeśli kogoś stać aby zapłacić 50zł za start to chyba stać go również aby kupić sobie kilka kiełbas za 5zł parę godzin po biegu? Czy naprawdę tak wiele stracisz jeśli odpuścisz sobie kiełbasę i zjesz dopiero w domu?

Ten krótki tekst powstał po to aby otworzyć oczy tym wszystkim, dla których najważniejsze w bieganiu jest to co dają do jedzenia po zawodach. Oczywiście można ocenić taki posiłek przez pryzmat jakości czy wartości odżywczej, ale przecież nie to jest najważniejsze. Nie biegamy dla kiełbas, grochówek i drożdżówek – biegamy dla formy, zdrowia i przede wszystkim dla siebie. Pamiętajmy o tym i miejmy w świadomości fakt, że bieg to przede wszystkim sportowa rywalizacja, a nie akcja Caritasu, w której wydawane są darmowe posiłki dla bezdomnych, a tak to niestety coraz częściej wygląda.

 

 

PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułAromatyczne przyprawy na jesienne bieganie!
Następny artykułMISS POLSKI BIEGACZEK 2015 – GŁOSUJ NA JEDNĄ Z KANDYDATEK!
Tomasz Peisert
Redaktor naczelny, współwłaściciel, biegacz – amator od 15 lat. Gdy zaczynał biegać, nie miał o tym pojęcia, ale od razu porwał się na… maraton. Popełnił chyba wszystkie możliwe błędy początkujących biegaczy, ale zgłębiając wiedzę i trenując systematycznie w końcu złamał granicę 3 godzin w maratonie. Teraz zdobytym doświadczeniem dzieli się z innymi, prowadząc grupy treningowe oraz tworząc poczytne teksty/felietony. Pisze to co myśli, często kontrowersyjnie, ale nigdy nie ukrywa faktów. Jego aktualne rekordy życiowe to: maraton 2:56:47, półmaraton 1:18:17, 10km - 35:19.