rzeźnik bieg w bieszczadach start biegu w nocy ultrarzeźnik
Poczuli zew i wyruszyli przez dzikie i ciemne Bieszczady... / fot. Paweł Klasa

„Pomysł zapisania się na dystans 115 km (pierwotnie miało być 100) zrodził się w momencie kiedy nie wylosowali nas do biegu w parach czyli głównego Biegu Rzeźnika – no i tak się zapisaliśmy pełni euforii i bez żadnego doświadczenia”. Poznajcie true story pary biegowych zapaleńców, którzy stwierdzili, że pobiegną w Ultrarzeźniku. Relacja oczami Artura.  

Czwartek – dzień przed biegiem

Wyjazd w Bieszczady mieliśmy zaplanowany w czwartek o 8 rano i co najgorsze dla mnie po całej nocy na kopalni więc miałem nadzieję, że się wyśpię w aucie (niestety się nie udało). Przed przyjazdem na miejsce pojechaliśmy odebrać pakiety startowe, a przy okazji spotkaliśmy mnóstwo znajomych z całej Polski, szybkie rozmowy bo godzina już późna a mi brakuje snu. Wieczór spędzamy na pakowaniu i segregowaniu rzeczy na przepak główny i dwa inne, na których miał stać Marek – i uwierzcie że nie jest to łatwa sprawa – bo logistycznie było to jak dla nas debiutantów na takim dystansie coś niesamowitego: a to nie zapomnieć czegoś, a to czegoś innego a na dodatek zrobił się problem jak zapakować bukłak do plecaka. Wybiła 22 telefon do kolegi Dominika i wysłuchanie instrukcji pakowania na żywo. Plan był wyspać się i to mocno ale i to spaliło na panewce.

Piątek – dzień startu Rzeźnika Ultra

No właśnie myślałem, że się wyśpię ale razem z Anulką wstaliśmy przed 6 rano i już byłem zły. Pierwszy raz w życiu źle się czułem, byłem źle nastawiony i chyba stres mnie zjadał, za to co innego Ania – Ona była nastawiona i nabuzowana tak, że aż kipiało jej z uszu. Coś próbowaliśmy pospać ale się nie udawało, czas bardzo szybko leciał i tak poszliśmy na obiadek do sławnej Chaty Wędrowca i o 16.45 wyruszyliśmy do Cisnej. Start był o 19.15 więc mieliśmy dużo czasu i czekaliśmy na naszych znajomych, którzy kończyli klasyczny Bieg Rzeźnika. Czas do 19.15 upływał niemiłosiernie szybko, a ja byłem dalej bardzo źle nastawiony i myślałem, że nic z tego nie będzie ale za nas dwoje nadrabiała Anulka, która cały czas mówiła mi „Kotek jak wyruszymy to znając Ciebie to się nakręcisz jak zawsze” – jednak jakoś to do mnie nie docierało. Coraz bliżej startu, ostatnie wskazówki, obgadywanie strategii i stajemy na starcie gdzie przy utworze ” Highway to Hell” (co okazało się prawdą), Mirek łupie z giwery i poszli ku przygodzie…

start w biegu ultra w górach jak zacząć
Musieliśmy trzymać nerwy na wodzy, bo najgorsze na ultra jest za szybko zacząć…

Początek trasy do Polańczyka

Pogoda była przez cały dzień upalna i duszna, a to nie był dobry znak (przynajmniej dla mnie, bo Anulka kocha taka pogodę), ale cóż 228 wariatów takich jak My wystartowało z Cisnej (później okazało się, że prawie 100 osób zrezygnowało). Nam w planowaniu taktyki pomagali doświadczeni ultrasi i zrobiliśmy jak mówili – od początku każdą górkę, podbieg szliśmy, z górki lekko zbiegaliśmy, a po prostej truchtaliśmy co okazało się decydujące w całym biegu. I tak początek po asfalcie tup-tup spokojnie i po około 2 km skręt w las i szutrówką ku szczytowi Łopiennik ciągnął się sznur ludzi pełnych pasji z jednym celem – ZWYCIĘŻYĆ.

Wspinamy się na Łopiennik (1069 m n.p.m.) co pomału nam pokazało co nas będzie czekać na trasie, a po dotarciu do tego szczytu zaczynają się zbiegi i to całkiem ostre, ale za to bardzo malownicza trasa, wąskie szlaki, zakręty i tutaj w końcu ja nabieram ochoty na bieg co widzi Ania i już wiem, że Niedźwiedź poczuł zew Bieszczad. Przy okazji trzymamy się cały czas planu co 10-15 minut coś jemy i pijemy łyk picia. Do pierwszego punktu na 34 km wzięliśmy ze sobą po 1 litrze izotonika (własnej roboty – sól, miód, woda, cytryna) i po 0,5 litra wody w dwóch softflaskach, a do tego mieliśmy po 2 żele, po 2 snickersy, po 1 solonym ziemniaku (nie ma nic lepszego) plus po kilka żelków i troszkę suszonej wołowiny.

Ciemność w lesie

Zaczyna się robić ciemno, zakładamy już czołówki i wraz z innymi wspinamy się i napieramy na kolejny szczyt czyli Korbanie gdzie podobno na szczycie jest piękna wieża widokowa ale jakoś na nią nie zwracamy uwagi – przy okazji pierwsze 10 km robimy w 1 godzinę 30 minut. Zbiegamy w lesie, gdzie przy okazji Ania zalicza pierwszą glebę, a My poznajemy się z towarzyszami niedoli, z którymi będziemy często biec po kilkadziesiąt kilometrów. Na około 3 km przed pierwszym punktem z wodą, około 20 km. widzimy jak jeden z biegaczy ma dość – pomagamy mu, dajemy jedzenie, picie i chcemy dzwonić po pomoc ale On mówi, że da radę dojść (później okazuje się się, że rzeczywiście dał radę) wiec my lecimy dalej przy okazji gubiąc z innymi trasę i nadrabiając 1 km.

Tak docieramy na 23 km i uzupełniamy wodę, śmiejemy się z wolontariuszami i asfaltem lecimy przez Wolkowyje gdzie zaczyna się kolejne podejście na Wierchy i konsekwentnie napieramy ku Polańczykowi. Żeby jednak nie było tak łatwo i lekko to kilku z nas się zakręciło i kawałek przed Myczkowem skręcamy nie tam gdzie trzeba, robi się młyn ale jakoś trafiamy i lecimy w dół pod Hotel Skalny gdzie czeka na nas Marek i gdzie znajduje się pierwszy punkt z jedzeniem (przepyszna zupa, sushi, pomarańcze i co najważniejsze – cola).

Przy okazji zmieniam tam baterie do czołówki, Anulka wpierdziela ile może, zabieramy powerbanka, ładujemy swoje zapasy jedzenia bo następny punkt na 65 km. Chwila rozmowy z Markiem, który nas motywuje, każe robić to co do tej pory, mówi nawet że za dobrze wyglądamy – szybkie zdjęcie i wychodzimy z punktu z trzema godzinami zapasu co jest bardzo dobrym wynikiem. Przy okazji jeden z biegaczy pyta czy może się przyłączyć – My że pewnie i spędzimy ze sobą duuużooooo kilometrów.

Więc Niedźwiadki wyruszają pełni energii na kolejne 33 km do kolejnego punktu z jedzeniem, nie wiedząc że zaczną się przygody, wywrotki ale też najpiękniejszy wschód słońca w życiu ale o tym na kolejnej stronie ……..

bieg ultra w parach bieszczady jak przeżyć pierwszy ultramaraton
Pierwszy odcinek Rzeźnika Ultra to piękne widoku i dużo uśmiechu, czy dalej będzie tak samo przyjemnie?
Komentarze Facebook

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here