Wydłużone cykle w planie treningowym – alternatywa dla biegających mało

Dziś chciałbym poruszyć kwestię, która spędza sen z oczu wielu biegaczom. Sprawa dotyczy planów treningów czyli tematu uwielbianego wręcz przez biegaczy. Jak wiemy, większość planów treningów jest tworzonych w następujący sposób – np. 12 tygodniowy plan pod półmaraton. Mamy więc dwanaście 7-dniowych cykli treningowych, które ów plan musi jakoś zapełnić. Jeśli jest to plan zawierający 5-6 treningów tygodniowo to problem raczej nie istnieje. Schody zaczynają się gdy na treningi możemy poświęcić 3-4 dni w tygodniu, a środków treningowych jest przecież potrzebnych więcej.

 

Za dużo jednostek, za mało dni w tygodniu

Przeważnie plany wtedy są po prostu okrojone o pewne jednostki i same w sobie wyglądają ubogo i niezbyt wzbudzają zaufanie. Wtedy też biegacz ma tak naprawdę bardzo małe możliwości rozwinięcia się. Zaczyna myśleć jak dobrze byłoby gdyby trenował 5 razy w tygodniu, mógłby wtedy dorzucić podbiegi czy biegi z narastającą prędkością, na które obecnie nie ma czasu i możliwości. No właśnie i tutaj zaczyna się błędne rozumowanie, które wynika z przekonania, że plan treningowy musi być realizowany w kontekście tygodniowych cykli. Tymczasem wystarczy umiejętnie taki cykl sobie wydłużyć by pomieścić w nim potrzebne jednostki. Oczywiście nie należy robić tego w nieskończoność, bo to też nie ma sensu. Dobry plan treningowy jest oparty na pewnej cykliczności – jednostki są powtarzane i podkręcane są tylko tempa lub zwiększane objętości i ilości powtórzeń. Nic nie stoi jednak na przeszkodzie aby z 12-tygodniowego planu treningowego stworzyć plan składający się z ośmiu 10-dniowych cykli.

 

Ciemna strona wydłużonych cykli 

Nie jest to jednak takie do końca proste – taki sposób trenowania nie jest niestety dobry dla ludzi, którzy mają bardzo napięty grafik całego tygodnia, ponieważ wtedy poprzez cały czas trwania planu – różne treningi wypadają w różne dni. I co wtedy gdy nagle w środku tygodnia trzeba zrobić długie wybieganie, a brakuje czasu? W takim przypadku przyznaję otwarcie – bieganie w cyklach 7 dniowych jest w tym względzie korzystniejsze. Jednak coś za coś – jeśli chcemy biegać więcej różnych jednostek, a 7 dni to za mało by je wdrożyć – wydłużenie cyklu jest najlepszą alternatywą. W szczególnych przypadkach stosuje się czasem jednostki zamienne – np. w jedną środę podbiegi, a w kolejną interwały na stadionie, potem znowu podbiegi i tak na przemian przez kolejne tygodnie. Osobiście polecam to głównie osobom nie nastawionym na bardzo widoczny progres, ale lubiącym bawić się bieganiem i nie przepadającym za rutyną. Minus jest taki, że w przypadku powtarzalnych co tydzień jednostek  – łatwiej jest monitorować swoje postępy w formie.

 

1
2
PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułWarsztaty biegowe dla kobiet we Wrocławiu – relacja i galeria zdjęć
Następny artykułChoszczeńska 10 – powrót po siedmiu latach!
Tomasz Peisert
Redaktor naczelny, współwłaściciel, biegacz – amator od 15 lat. Gdy zaczynał biegać, nie miał o tym pojęcia, ale od razu porwał się na… maraton. Popełnił chyba wszystkie możliwe błędy początkujących biegaczy, ale zgłębiając wiedzę i trenując systematycznie w końcu złamał granicę 3 godzin w maratonie. Teraz zdobytym doświadczeniem dzieli się z innymi, prowadząc grupy treningowe oraz tworząc poczytne teksty/felietony. Pisze to co myśli, często kontrowersyjnie, ale nigdy nie ukrywa faktów. Jego aktualne rekordy życiowe to: maraton 2:56:47, półmaraton 1:18:17, 10km - 35:19.