Z piekła Sudanu na olimpijskie areny. Przedsprzedaż książki „Bieg po życie”

W wieku sześciu lat został porwany przez rebeliantów. Uciekł z ich obozu, trafiając do kolejnego – dla uchodźców. Spędził w nim dziesięć lat, ale w końcu los się do niego uśmiechnął. Został zaadoptowany przez amerykańską rodzinę i spełnił największe marzenie – wystartował w igrzyskach olimpijskich. Rusza przedsprzedaż książki Lopeza Lomonga „Bieg po życie. Z piekła Sudanu na olimpijskie areny”, nad którą portal Biegologia.pl objął patronat medialny.

We współpracy z wydawnictwem SQN przygotowaliśmy dla Was kod rabatowy do wykorzystania na www.labotiga.pl/bieg-po-zycie:

– z kodem BIEGOLOGIALOPEZ rabat -25%

– cena przed obniżką 34,90zł (po obniżce: 26,18 zł)

– wysyłka od 12 czerwca

Uwagę zwraca bardzo ciekawa szata graficzna okładki oraz opis na ostatniej stronie – warto przeczytać by zrozumieć jak cenna jest to pozycja wydawnicza.

bieg-po-zycie-okladka-full_DRUK (2)

Fragment książki:

Po zgłoszeniu się zająłem pozycję na linii startu. Ogarnęła mnie czysta radość. „To moment, o którym marzyłem od ośmiu lat. Od Kakumy do Tully, poprzez Falgstaff do Kolorado, dotarłem aż tutaj, do Eugene. Właśnie tutaj. Moje marzenie zaraz się spełni!”

– Lopez, dawaj! – krzyknął ktoś z tłumu.

Pistolet wystrzelił. Wystartowałem. Tak długo marzyłem o tej chwili. Miałem zamiar cieszyć się nią aż do końca.

Pierwsze dwa okrążenia przebiegłem zgodnie z planem. Założenia były jasne: skoncentrować się na pierwszym okrążeniu, trzymać się blisko przodu, mieć oczy dookoła, uważać na potknięcia innych, zachować energię na sam koniec. Pod koniec drugiego okrążenia przybliżyłem się do liderów, pozostając na zewnątrz na tyle, żeby uniknąć zakleszczenia. Przy trzecim okrążeniu przyspieszyłem. Wysunąłem się bliżej przodu, gotów do ataku. Ścięgno nie dawało o sobie znać, nie czułem żadnego bólu w kostce. Bóg dokonał cudu: było to jedyne wyjaśnienie.

Wyszliśmy z zakrętu i kierowaliśmy się na ostatnie czterysta metrów dzielące naszą dwunastkę od olimpijskiej drużyny Stanów Zjednoczonych. W górze, na trybunach, widziałem kibicujących przyjaciół. Wszyscy stali, wykrzykując moje imię. Wysunąłem się na trzecią pozycję, właśnie tam, gdzie było moje miejsce.

Nagle poczułem popchnięcie na plecach. Popatrzyłem na bok. Ktoś popchnął zawodnika biegnącego obok mnie i ten przechylił się na mnie. Wszyscy z przodu zachwiali się i o mały włos nie upadli. Moje stopy zaczęły dziwnie się wykręcać. Próbowałem zachować równowagę i nie dopuścić do tego, żeby ktoś obok mnie się potknął. Wszyscy niemal się przewróciliśmy. „Lopez, wszystko jest dobrze. Po prostu biegnij”, usłyszałem głos Boga. Moje stopy odzyskały równowagę. Nikt nie upadł. Zadzwonił dzwonek. Nadeszła pora, by doścignąć marzenie.

Czwarte okrążenie w biegu na 1500 metrów to okrążenie o nazwie „Boże, dopomóż”. Już to zrobił. Przyśpieszyłem przy pierwszym zakręcie. Byłem na właściwej pozycji, by przy znaczniku 300 metrów przypuścić atak. Miałem otwarte oczy, ale odnosiłem wrażenie, jakbym biegł we śnie. „Dla Ciebie, Boże, i dla dzieci, które tam zostały”, modliłem się, biegnąc. Osiem lat wcześniej napisałem esej, będący modlitwą do Boga. Teraz biegłem, wypełniając tę modlitwę.

Zostało trzysta metrów. Przyśpieszyłem. Była to moja szansa na spełnienie marzeń – moment, o którym mówiłem każdemu, kto tylko chciał mnie słuchać, odkąd przyleciałem do Ameryki. Przesunąłem się do przodu. Byłem na tyle blisko, że myślałem, że nie tylko zakwalifikuję się do drużyny; miałem szansę wygrać ten wyścig. Zostało dwieście metrów. Ostatni zakręt. Biegłem szybciej niż w jakimkolwiek wyścigu w życiu. Sięgnąłem po ostatnie zapasy sił. Ale inni zrobili to samo.

– Lopepe, biegnij! – usłyszałem z trybun.

Na ostatnich stu pięćdziesięciu metrach, w środku zakrętu, biegnąc najszybciej, jak tylko potrafiłem, poczułem szarpnięcie w ścięgnie udowym. Ból przeszył nogę i ogarnął całe moje ciało. „Nie teraz. Nie to. O, Boże, wysłuchaj mnie”.

Zwolniłem. Nie mogłem biec aż tak szybko. Mijali mnie kolejni zawodnicy, zabierając ze sobą moje marzenia.

Wybiegłem z zakrętu na ostatnią prostą. Trener Hayes zawsze powtarzał mi, że wyścigi wygrywa się na ostatnich stu metrach. Przyśpieszyłem, ale moje ciało nie reagowało. Bolała mnie noga, a ciało chciało temu bólowi ulec.

Zostało dziewięćdziesiąt metrów. Osiemdziesiąt dziewięć. Zostawałem z tyłu.

Wtedy stało się coś niezwykłego, coś, czego nie potrafię wyjaśnić. Na znaczniku osiemdziesięciu siedmiu metrów dostałem przypływu energii, która stłumiła ból w nodze. Moje stopy oderwały się od ziemi. Minąłem jednego zawodnika, potem drugiego. Tłum podniósł się, krzycząc, ale ja słyszałem jedynie bicie własnego serca i uderzenia stóp o bieżnię. Z przodu widziałem, jak pierwszy zawodnik mija metę, wygrywając wyścig. Nie musiałem wygrać, żeby wejść do drużyny, wystarczyło znaleźć się w pierwszej trójce. Drugi zawodnik też minął już linię mety. Dwa miejsca zostały zajęte. Meta była tuż przede mną. Minąłem ostatniego zawodnika i przekroczyłem linię mety jako trzeci.

Upadłem na ziemię pełen radości. Przyjaciele na trybunach skandowali moje imię. Zrobiłem znak krzyża. „Dziękuję Ci, Boże. Dziękuję Ci, dziękuję Ci, dziękuję Ci. Ty tego dokonałeś, nie ja!” Wziąłem udział w tym biegu, ale to On uleczył moje ścięgno udowe i moją kostkę i to On dał mi siłę dobiec do mety. Wstałem i skierowałem się do zawodników, którzy przybiegli jako pierwszy i drugi. Wszyscy trzej czuliśmy się bardzo szczęśliwi. To była niesamowita chwila.

– Gratuluję – powiedziałem do nich.

– Nawzajem, Lopez. Jedziemy do Pekinu!

Autor: Lopez Lomong, Mark Tabb

Tytuł oryginału: Running for my Life

Tłumaczenie: Regina Kołek

Data wydania: 17 czerwiec 2015

Cena okładkowa: 34,90 zł

Format: 140 x 205 mm

Liczba stron: 288 + 16 (wkładka zdjęciowa)

ISBN: 978-83-7924-401-0