W ostatnim czasie pojawiło się sporo głosów krytyki związanych z dużą „modą” na zdobywanie Koron – maratonów, półmaratonów, a nawet dyszek. Ci, którzy biegają już wiele lat bądź legitymują się dobrymi wynikami „jadą” często zbyt ostro po koronowiczach. Dla nich to żaden wyczyn – często biegają tyle na treningach i nie widzą większego sensu startowania w wyznaczonych imprezach aby zdobyć nic nie znaczące trofeum. No właśnie, ale dlaczego nic nie znaczące? Czy mamy jakieś racjonalne wyjaśnienie tego co może mieć wartość dla kogoś, a co nie, tylko dlatego, że ktoś inny tak powiedział?

Korona jest brzydka, ale nie bez wartości

Nie oszukujmy się – te wszystkie korony jako odznaki czy trofea są po prostu brzydkie. Ludzie się z nich cieszą, ale bardziej dlatego, że są zwieńczeniem ich wielomiesięcznych starań, a nie dlatego, że zachwyca ich design. I tu jak widać w bardzo krótkim czasie dochodzimy do sedna sprawy – Korona to po prostu potwierdzenie tego, że udało nam się zrealizować pewien cel. I nikt nie twierdzi, że jest to niezwykłe osiągnięcie i akt heroizmu niczym wbiegnięcie na Kilimandżaro z kozą na plecach. Nie – to po prostu kilka biegów zaliczonych w określonym czasie. Dla wielu ludzi są to jednak wyzwania – mniejsze lub większe, ale wyzwania, których się podejmują i chwała im za to.

Korona – nie tylko dla nadludzi

Po co krytykować kogoś tylko dlatego, że nie postawił sobie ponadludzkiego celu nieosiągalnego dla 99,9% ludzi? Żyjemy w pośpiechu, często brakuje nam czasu na solidne przygotowanie się do zawodów, ale chcemy do czegoś dążyć, realizować swoją pasje, ale mieć jasno określony cel – temu właśnie służy Korona, która choć nie wymaga od nas bycia nadczłowiekiem, to jednak zmusza do pewnej samodyscypliny i regularności, a i niejednokrotnie też jest sporym wyczynem. Wszystko zależy od tego kto się tego celu podejmuje i na jakim jest stopniu zaawansowania.

Mój cel jest lepszy od Twojego

Bezpodstawnie krytykować można zawsze – przebiegła 5km i się cieszy też mi coś. Półmaraton przebiegła, bo maratonu nie da rady. Bieg ultra na 60km – śmiechu warte, ja robię 150. Umiejmy się powstrzymać od takiego pieprzenia, nie oceniajmy pochopnie czyichś osiągnięć ani zadań jakie sobie ktoś wyznaczył. Patrzmy na siebie i wspierajmy się nawzajem ucząc się jednocześnie cieszyć sukcesami innych nawet gdy dla nas są one trywialne. „Zdobycie Korony to żaden wyczyn. Bądź bardziej ambitny.” – powiedział ostatnio jeden z moich znajomych do chłopaka, który dopiero od niedawna biega i taki sobie postawił cel. Demotywacja poziom master – gratulacje za brak wyczucia.

Koronę to ja mogę sobie walnąć w tydzień

Gdybym chciał mógłbym zrobić Koronę Maratonów lub Półmaratonów w tydzień lub nawet krócej. Mój średni dystans jaki pokonuję na treningu to około 20km, a maraton jestem w stanie zrobić na treningu bez jedzenia i picia, o każdej porze dnia i nocy. Jestem super, co? Mogę jechać równo po tych, którzy muszą się nieźle napocić żeby taką Koronę zdobyć. A jednak nie – znajomy przez 10 dni pod rząd pokonywał dystans 100km. Ja bym chyba jajo zniósł więc jestem cipa, a nie biegacz. Jak widzicie – wszystko zależy od punktu widzenia i dlatego jakakolwiek krytyka zawsze będzie pozbawiona sensu.

Bogdan to kawał gnoja

Zdobywcami Koron jest co roku kilka tysięcy osób – kobiety, mężczyźni, młodzi i starzy. Kto ma ochotę podjąć takie wyzwanie – podejmuje i to robi. Kto nie ma – stawia sobie inne i też się realizuje. Mamy wolność wyboru, możemy biegać gdzie chcemy trzaskając życiówki lub biegając totalnie na luzie. To nasz wybór, nasze cele i nikt nie powinien oceniać ich w kategorii wartości. Krzysiek* – zdrowy biegacz z 20 letnim stażem, który pokonał swoje pierwsze w życiu ultra zasługuje na uznanie. Kaśka* – biegaczka z lekką nadwagą, która biega od niedawna, a udało jej się pokonać Koronę Półmaratonów też zasługuje na uznanie. Bogdan* – który krytykuje i szydzi z Krzyśka lub Kaśki na uznanie nie zasługuje. Nie bądź jak Bogdan, tyle w temacie, dzięki za uwagę:)

*imiona zostały oczywiście wymyślone na potrzeby tekstu, jeśli czyta nas jakiś Bogdan niech nie czuje się urażony;)

 

 

 

Komentarze Facebook

1 KOMENTARZ

  1. Korona to taki sam wysiłek jak przebiec tyle samo półmaratonów nie wliczających się do korony. Irytuje mnie jak ktoś skacze z radości i chwali się na wszystkie strony bo zdobył(a) koronę. Podobała mi się postawa jednego kolegi, który jest rowerzystą ale na 3 lata postanowił zająć się bieganiem i zdobyć obie korony. Zrobił to spokojnie bez zbędnej wrzawy, nie miał z tym żadnych problemów. Korona zawsze przegra z życiówkami bo aby je poprawić trzeba w to włożyć dużo ciężkiej pracy, natomiast na samo przebycie połówek, czy nawet maratonów – można połowę trasy przejść i się nie zmęczyć.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here