Bieganie zimą – lepiej dłużej i wolniej!

Bieganie zimą – lepiej dłużej i wolniej!

W ostatnim czasie zauważyliśmy pewne błędne podejście do treningów, zwłaszcza przez mało doświadczonych zawodników. W skrócie: chodzi o to, że niektórzy chcąc się dobrze przygotować do wiosennych zawodów (głównie 10km, półmaratonów i maratonów) zaczynają już teraz wykonywać intensywne treningi tempowe; interwały, biegi ciągłe w II zakresie czy też karkołomne podbiegi. Wynika to z przekonania, że im szybciej zaczną trenować szybkość tym lepiej dla ich formy. Niestety jest to duży błąd.

 

Zimą biegaj dużo

Nie od dziś wiadomo i potwierdzi to większość biegowych trenerów, że okres jesieni, zimy i wczesnego przedwiośnia powinien być poświęcony na budowanie wytrzymałości poprzez zwiększoną objętość kilometrową. Mniej sprzyjające warunki atmosferyczne, gorsza nawierzchnia oraz kilkumiesięczny przestój w zawodach bieganych na wynik, powodują, że nie ma wtedy większego sensu ostrego szlifowania szybkości. Ten spokojniejszy czas warto wykorzystać na spokojne, długie biegi w I zakresie, weekendowe wybiegania, a nawet kilkugodzinne wycieczki w formie marszów czy marszobiegów. Wszystko po to aby przez ten chłodny okres popracować tlenowo i stworzyć wytrzymałość będącą dobrą podstawą pod późniejsze szlifowanie szybkości.

 

Kiedy zacząć szlify?

Jeśli swoje pierwsze starty na wynik planujesz w kwietniu, w zupełności wystarczy, jeśli jednostki szybkościowe włączysz w lutym. Oczywiście najlepiej wybrać moment, w którym warunki będą już sprzyjające szybszemu bieganiu. Niestety bywa, że pokrywa śnieżna zalega aż do marca – wtedy pozostaje odśnieżony stadion, hala lub w ostateczności… bieżnia elektryczna. Pamiętamy również aby pozwolić organizmowi przestawić się na szybsze bieganie i jednostki tempowe wykonywać stopniowo zwiększając prędkość oraz ilość powtórzeń na kolejnych treningach.