Zrozumieć niebiegających – czy to w ogóle możliwe?

 

Niebiegacze iluzorycznej samoakceptacji

Jest to grupa, która w pełni akceptuje siebie takimi jakim są. O ile w przypadku koloru włosów, piegów czy zbyt dużego nosa jest to zachowanie bardzo pozytywne, o tyle w przypadku opisywanej przeze mnie grupy, problem tkwi w przysłowiowym „zapuszczeniu”, które skutkuje nadwagą lub nawet otyłością. Tego typu osoby są przekonane same z siebie lub wpojono im to przez media, że nie należy przejmować się swoim wyglądem tylko akceptować taki jaki jest. Niestety ich rozumowanie w tej kwestii wykracza poza zdrowy rozsądek, toteż uważają, że żadne zmiany są im niepotrzebne. Bardzo często obserwuje się u nich wieloletnią stagnację w podejściu do kwestii własnego zdrowia i wyglądu, gdy nadchodzi czas kiedy decydują się na jakieś zmiany, najczęściej jest już za późno. To grupa, z którą biegacze mają najtrudniejsze relacje, trudności w znalezieniu wspólnych tematów oraz zrozumieniem jak w ogóle można tak żyć.    

- REKLAMA -

 

Niebiegacze komicznego dystansu

Jest to grupa w dużym stopniu podobna do poprzedniej, jednak mająca świadomość krzywdy jaką wyrządza organizmowi brakiem ruchu. Pomimo tego swoje obawy i frustracje przykrywają pod płaszczykiem żartów z samego siebie, czasami kąśliwymi uwagami wobec biegaczy. Spotkać można u nich często teksty dotyczące np. tego, że prawdziwy facet musi mieć brzuch, że lubią jeść dużo i suto oraz, że bieganie to dla nich zbędny wysiłek, a sport lubią, ale tylko w telewizji. Te żałosne wypowiedzi są w pewnym sensie synonimem bezsilności oraz całkowitego braku silnej woli. Takim książkowym przykładem tego typu osoby jest weselny wujek, który obżera się do granic możliwości, piję wódkę szklankami i stara się wszystkich rozweselić swoim prostackim i rubasznym zachowaniem. Zdegustowanie biegacza w takiej sytuacji jest wówczas w pełni zrozumiałe…

 

Sportowcy anty biegowi 

Tego typu ludzie cały czas twierdzą, że bieganie to nie dla nich. Uważają, że jest to nudne i pozbawione sensu dlatego sami wolą np. jazdę na rowerze, rolkach lub fitness. Trudno z nimi polemizować, ponieważ określając bieganie jako czynność nieciekawą automatycznie umieszczają siebie w grupie osób o zdecydowanie słabej psychice. Oni potrzebują wokół siebie stworzyć sportową otoczkę i wykonać rytuał związany np. z dojazdem na halę sportową czy do klubu fitness. O ile innym dyscyplinom sportu są w stanie poświęcić wiele czasu (i szacunek za to), o tyle bieganie traktują jedynie czasem jako uzupełniający trening kardio. Takie marginalne traktowanie biegania ma swoje odbicie w liczbie kontuzji jakie sobie fundują, wybiegając na trasę biegową np. w butach do crossfitu. To oczywiście automatycznie rodzi przekonanie, ze bieganie jest złe, kontuzjogenne no i koło się zamyka.

 

Ruchowe tchórzofretki

Ja nie mogę biegać, bo mam cukrzycę, wysokie ciśnienie. Ja nie mogę, bo mam astmę. A ja nie mogę, bo wrodzoną wadę zgryzu. Takie teksty to domena osób, które swoje niebieganie tłumaczą najczęściej różnymi chorobami, które im to rzekomo uniemożliwiają. My wiemy, że prawda jest inna i z wieloma przypadłościami można spokojnie biegać, bez obawy o własne zdrowie. Oni jednak zawsze mają inne zdanie i argument na to by się nie ruszać, co oczywiście skutkuje nieustannie pogarszającym się stanem zdrowia. Dla nich osoby biegające np. z astmą to osoby nieodpowiedzialne. No cóż, to grupa niereformowalna i trudna do konwersacji i wymiany poglądów. Na szczęście dotyczy głównie osób starszych, a wśród młodszych widać coraz większą aktywność, mimo wielu chorób. Tutaj kawał dobrej roboty robią media oraz wszelkie biegi, które unifikują środowiska biegaczy zdrowych z tymi, którzy mają np. cukrzycę.     

 

Podziwiacze bez zapału

Nieustannie podkreślają jak dużym szacunkiem obdarzają nas biegaczy. Wygłaszają patetyczne mowy, w których gloryfikują nasze dokonania, jednocześnie korząc się przed własną słabością i sportowym marazmem. Oni nie ukrywają swojego lenistwa, ale wręcz nim emanują. Tą grupę można by podzielić na dwie podgrupy – osób zupełnie nieaktywnych oraz aktywnych okresowo, które raz po raz mają prześwity zapału, by zająć się jakimś sportem, jednak szybko z niego rezygnują. Nudzi więc ich nie tylko bieganie, ale każda czynność, która wymaga większego wkładu w wysiłek. Czy takie osoby mają perspektywy na zostanie biegaczami? Niestety realnie oceniając, bardzo małe. Spotkałem w swoim życiu mnóstwo takich osób i żadna nie została biegaczem czy biegaczką. To po prostu zakorzenione głęboko w ich umysłach przekonanie, że ruch to tylko i wyłącznie synonim zmęczenia, nic więcej. Z takim nastawieniem trudno wytrwać dłużej w jakimkolwiek sporcie…