Zrozumieć niebiegających – czy to w ogóle możliwe?

 

Sezonowe petardy

Długo się wahałem czy w ogóle wziąć tą grupę pod uwagę, bo jakby nie patrzeć raz po raz biegają. Jednak w perspektywie wieloletniej zauważyłem, że prędzej czy później większość kończy z bieganiem raz na zawsze stając się nie biegaczami. Wyróżnia ich przeogromny zapał do rozpoczęcia biegania (głównie wiosną). Gdy temperatura osiąga już określoną wartość, kupują buty biegowe, profesjonalne stroje, pulsometry i ruszają w trasę. Czasami trwa to miesiąc, czasami tydzień, ale zawsze kończy się bardzo szybko by powrócić np. za pół roku. Tutaj spory problem odgrywa brak profesjonalnego podejścia do treningu i skutkujący tym natłok kontuzji, który skutecznie eliminuje kolejne grupy biegowych zapaleńców. Problem tkwi jednak również w mentalności. Z obserwacji takich ludzi wynika, że są to w większości raptusy, którzy chcieliby natychmiast osiągać progres oraz zrzucać wagę. Brak cierpliwości jest tutaj srogim nauczycielem, który nie pozostawia im złudzeń. Pomimo nie najlepszej opinii jaką mam na ich temat (związaną z ich niekonsekwencją), uważam, że warto im pomagać i udzielać cennych wskazówek, bo to często osoby zagubione w tym skomplikowanym biegowym świecie. Niejedna taka osoba biega do dziś, choć początkowo również była sezonową petardą.

- REKLAMA -

 

Niewolnicy związków

To przykre, ale osoby z tej grupy mają chyba najgorzej. Może by zaczęły się ruszać, może by od czasu do czasu pobiegały, ale… ich partnerzy trzymają ich w ryzach, wyśmiewając i patrząc z góry na każdą próbę podjęcia jakiejkolwiek aktywności. Najczęściej dotyczy to kobiet, które godzą się z przyjęciem roli ,,przykładnej” matki Polki, która opiekuje się dziećmi, sprząta i gotuje, oczywiście potrawy tradycyjnej, tłustej polskiej kuchni. Po pewnym czasie godzą się ze swym losem i nie próbują już niczego w swoim życiu zmienić. Trudno pomóc takiej osobie i wciągnąć ją w świat sportu, gdy nie ma ona wsparcia wśród najbliższych. Na szczęście takich rodzin jest coraz mniej, jednak postkomunistyczny stereotyp (pozornie) normalnej, choć nieaktywnej rodziny będzie funkcjonował jeszcze zapewne przez wiele lat.

 

Niebiegnąca wioska polska

Bieganie to dla zawodowych sportowców albo mieszczuchów, którym z nieróbstwa się we łbach poprzewracało – powie niejeden zacofany Polak, który na sport wciąż patrzy tylko przez pryzmat szklanego ekranu. Amatorskie bieganie w opinii wielu mieszkańców wsi i małych miasteczek to niepotrzebne męczenie się i zachowanie, które nie przystoi poważnym ludziom. To niestety przekonanie, które będzie pokutowało jeszcze wiele lat na polskiej „prowincji”, choć zdarzają się wyjątki i miejsca, w których mocni charakterem biegowi indywidualiści pokazali, że bieganie to nic dziwacznego i na stałe wpisali się w swój lokalny, sielski krajobraz. Ba, nawet niektórzy, nowocześni rolnicy biegają, co kiedyś było chyba prawie w ogóle niespotykane. Takich indywidualnych inicjatyw, aktywizujących i otwierających umysły ciemniejszej strony społeczeństwa jest niestety wciąż za mało.

 

Złożoność grup, różnice w dotarciu

Segregowanie na grupy społeczne nie zawsze ma sens i niekoniecznie ma uzasadnienie empiryczne. Jednak ten luźny podział jakiego tutaj dokonałem pokazuje nam jak bardzo złożoną grupę stanowią ci wszyscy, którzy wciąż wzbraniają się przed bieganiem. Być może wielu w tym momencie zada mi pytanie jaki jest sens tego artykułu, skoro równie dobrze można by przeanalizować te wszystkie osoby dlaczego nie grają np. w tenisa, golfa czy krykieta?

Pewnie nie podjąłbym się tego tematu gdyby nie moje osobiste przekonanie, że bieg jest tym rodzajem sportu (ruchu), którego każdy w życiu zaznał w dzieciństwie lub chociażby podbiegając na przystanek czy uciekając przed psem. To pierwotny, naturalny oraz wielce instynktowny sposób ekspresji własnej fizyczności, którą tak wielu skrzętnie w sobie skrywa. I nikt i nic nie spowoduje nagłej eskalacji i rozpoczęcia biegania jeśli to nie wyjdzie bezpośrednio od nich, nie będzie skutkiem jakiegoś impulsu, zmian w mentalności czy chęci dokonania jakiegoś przełomu w swoim życiu. Tutaj interakcja na linii biegacze – niebiegacze nie wywoła pożądanej internalizacji bez zmiany najważniejszej czyli zmiany podejścia do samego siebie.

Zanim więc spróbujemy kogokolwiek do sportu namawiać, zweryfikujmy najpierw do jakiej grupy należy, być może wystarczy niewielka manipulacja psychologiczna, utwierdzenie jej w przekonaniu o własnej wartości i po prostu wyciągnięcie do niej pomocnej dłoni. Jeśli jednak biegacza widzimy w naszym stukilogramowym wujku, który pali od 40 lat i „podnieca się” na widok polskiej ligi w telewizji, darujmy sobie, szkoda czasu. Prędzej my zrezygnujemy niż on biegać zacznie.

Nade wszystko dobrze jest wystrzegać się wygłaszania moralizujących wypowiedzi, które pod niebiosa gloryfikują bieganie i wszystko co z nim związane. Człowiek ma taką naturę, że lubi często działać na opak. Ja nikogo nigdy do biegania nie namawiałem. Ludzie, którzy mnie obserwowali pochodzili z różnych środowisk i mieli różne charaktery. 99% z nich jak nie biegało tak nadal nie biega. 1% od pewnego czasu wie, że żyje. I zapewniam, że to w największej liczbie Ci, którzy do nowej pasji przekonali się bez zbędnych sportowych indoktrynacji.

Tych i całą resztę niebiegających starajmy się mimo wszystko zrozumieć i szanować. To w końcu nasi kibice!