Życiówka na treningu? Czy to ma w ogóle sens?

W ostatnim czasie bardzo wzrosła liczba osób zainteresowanych bieganiem. Ten fakt cieszy niezmiernie – pasja, zdrowie, endorfiny, nie sposób wymienić wszystkich zalet. I tak jak w każdym sporcie – Ci, którzy zaczynają, często popełniają szereg błędów. Czasami jest to źle dobrany strój biegowy, niewłaściwa technika biegania czy błędy w odżywianiu. To co jednak ostatnio rzuca się najczęściej oczy to… bicie życiówek na treningach. Czy wiecie, że jest to bez sensu? Jeśli nie wiecie to spieszę z wyjaśnieniem dlaczego. 

 

Życiówka na treningu. Pierwsze treningi, pierwsze rekordy!

- REKLAMA -

Teoretycznie wszystko jest w porządku – robisz kolejny trening, masz już za sobą kilka tygodni biegania i znowu pokonujesz kolejną barierę wynikową. Zaczynałeś od 10 km w czasie ponad 1 godziny, potem 55 min, teraz zbliżasz się już do 50. Wszystko fajnie, ale rodzi się pytanie – po co biegać na treningach jeden i ten sam dystans, bijąc kolejne życiówki? Progres w przypadku początkujących biegaczy jest niejako naturalną konsekwencją pierwszych treningów – wzrasta wydolność, zdolności motoryczne, umiejętność rozwijania wyższych prędkości. Czy to jednak wystarczający argument do tego by wciąż biegać szybciej i szybciej na kolejnych treningach? I czy można tak w nieskończoność?

Takie podejście to początkowo bardzo ekscytujące doświadczenie – każda kolejna poprawa własnego rekordu to nie tylko powód do dumy, ale też potężna dawka motywacji – zwłaszcza jak delikwent pochwali się takim wyczynem na forum, a kilkadziesiąt osób go za to pochwali. Tak, niestety – obecnie sieć jest pełna biegających internautów, którzy pochwalą Cię bez względu na to czy wygrasz Maraton Warszawski czy też przebiegniesz 6 km w godzinę. Ci sami internauci pochwalą i pogratulują Ci również wtedy, gdy pobijesz kolejną treningową życiówkę. Gdy na zawodach z kolei pobiegniesz wolniej niż na treningu – też Cię pochwalą i koło się zamyka. Nieświadomość rośnie z równą siłą jak ego biegacza, który cieszy się fragmentarycznymi sukcesami, nie patrząc w ogóle perspektywicznie na swój trening, nie wspominając już o całkowitym bieganiu w systemie rocznej periodyzacji treningowej.

 

Kiedyś sam popełniałem ten błąd

Swoją drogą – gdy ja zaczynałem biegać, również popełniałem ten kardynalny błąd – tj. z każdym treningiem biegałem coraz szybciej i szybciej. Moją ambicją było pokonywanie w jak najkrótszym czasie okrążenia wokół Jeziora Maltańskiego, gdzie codziennie biegałem. Doszedłem nawet do takiego momentu, że z treningów miałem „życiówki” na 10 km, 15 km i w półmaratonie. W mojej ocenie był to super wyczyn, tymczasem biegający znacznie wolniej doświadczeni koledzy regularnie dokładali mi na każdych zawodach. Tylko wtedy były inne czasy, spory odsetek biegaczy stanowili doświadczeni, starzy wyjadacze, którzy biegali już wiele lat. Nowicjusze też bywali, ale nie udzielali się tak mocno, do czasu gdy nie powstał facebook i dał nieograniczone możliwości chwalenia się własną głupotą czy brakiem zdrowego rozsądku. Kiedyś więc, gdy opisałem swój „heroiczny” wyczyn w postaci treningowej życiówki – byłem ganiony, odpowiednio pouczony i sprowadzony na ziemię. Gdybym zaczynał biegać teraz – zapewne większość by mnie za to chwaliło, a ja nadal biegałbym  nieświadomy, bez większego sensu, eksploatując się bez efektów na zawodach. Bez efektów jak kiedyś, kiedy na treningu biegałem 36:30 na 10 km, a podczas startu – zaledwie kilkanaście sekund szybciej…

 

1
2
3
PODZIEL SIĘ
Poprzedni artykułWicemistrz olimpijski pobiegnie w PZU Gdynia Półmaratonie!
Następny artykułRuszyły zapisy na AmberExpo Półmaraton Gdańsk
Tomasz Peisert
Redaktor naczelny, współwłaściciel, biegacz – amator od 15 lat. Gdy zaczynał biegać, nie miał o tym pojęcia, ale od razu porwał się na… maraton. Popełnił chyba wszystkie możliwe błędy początkujących biegaczy, ale zgłębiając wiedzę i trenując systematycznie w końcu złamał granicę 3 godzin w maratonie. Teraz zdobytym doświadczeniem dzieli się z innymi, prowadząc grupy treningowe oraz tworząc poczytne teksty/felietony. Pisze to co myśli, często kontrowersyjnie, ale nigdy nie ukrywa faktów. Jego aktualne rekordy życiowe to: maraton 2:56:47, półmaraton 1:18:17, 10km - 35:19.