15 Poznań Maraton – rekord trasy kobiet i amatorzy na bakier z rozsądkiem

0

 

Positive split w wersji hardcore

Chodzi tu o całkowity brak umiejętności oceny własnej formy. Nielogiczne wręcz międzyczasy i ogromne różnice między pierwszą, a drugą połową dystansu. Oczywiście błędy popełnia każdy, ale na litość boską – jest Internet, są książki, są bardziej doświadczeni biegacze, których można się poradzić. Skąd więc pomysł przykładowego zawodnika X, który z życiówką 2:15 w półmaratonie, pokonuje pierwszą połowę maratonu w Poznaniu z nowym rekordem 2:10, po czym kolejne 21km „biegnie” w 3:20… Czy to jest mądre? Jemu na mecie będą klaskać, w sieci będą mu gratulować, tylko pytanie czego? Braku rozwagi? Niemądrego biegania? Czy rekordowego positive split?

Podobnych biegaczy jest po prostu mnóstwo i niestety z roku na rok coraz więcej! Dzisiejszy poniedziałkowy poranek poświęciłem na przeanalizowanie kilkudziesięciu zawodników z czasami od 4 do 6h i moje spostrzeżenia są wręcz katastrofalne – blisko 90% biegaczy, których poddałem analizie – drugą połowę maratonu pokonali od 10 minut do nawet ponad godziny wolniej. Pomyślałem sobie – ok., dla wielu to debiut, sporo z nich to biegacze, którzy niedawno zaczęli i nie do końca wiedzą jak biegać maratony. Popatrzyłem więc na ich wyniki na dystansach krótszych i tutaj kolejne zaskoczenie – pomijam już fakt, że dla wielu ten start był całkowitym debiutem na imprezie biegowej. Moją uwagę zwróciła jednak pewna ciekawa sprawa – spora rzesza biegaczy na połówce Poznań Maratonu notowała wyniki bardzo zbliżone do swoich życiówek z dystansu półmaratońskiego lub nawet padały nowe życiówki. I to właśnie oni mieli potem największe problemy w drugiej połowie dystansu.

Ja rozumiem, że to są tylko liczby, statystyki i jak ktoś się uprze to zaraz inkryminuje mnie o brak empatii wobec wolniejszych biegaczy, którzy również się starają. Owszem starają się i to im trzeba oddać, ale… często w parze ze staraniem nie idzie logiczne myślenie. Ja rozumiem – przeszarżować, bo samemu mi się to nieraz zdarzyło, gdy źle oceniłem swoją formę lub nie dopasowałem tempa biegu do panujących warunków atmosferycznych, ale jednak z obecną życiówką 1:18 w półmaratonie, za nic w świecie nie zdecydowałbym się na atak na 2:36, bo wiem, że skończyłoby to się tragicznie. Tymczasem wielu biegaczy jakby nie miało zupełnie pojęcia w jakim tempie biegną, nie patrzą na zegarek czy może źle rachują? Trudno mi to jest jednoznacznie ocenić i zrozumieć, ale podwaliny tego problemu widać już na etapie amatorów biegających po parkowych alejkach. Połowa z nich biegnie po prostu za szybko. Co z tego, że dziewczyna wyszła pobiegać i zrobiła 3km w 15min skoro musiała zakończyć trening, bo już dalej nie miała siły biec? Przecież mogła biec wolniej, nawet po 7min/km i w ten sposób pobiegać nawet godzinę, co byłoby dla niej korzystniejsz. Zero w tym jakiejkolwiek logiki, a przecież źródeł wiedzy jest multum…

 

Ułańska fantazja i kłopoty w biegu

Polscy biegacze mają jednak w sobie pewną, niebezpieczną ułańską fantazję i duszę fightera, która skutecznie odbiera zdrowy rozsądek. Emocje biorą górę i nawet Ci, którzy teoretycznie są nieźle przygotowani uzyskują wyniki znacznie poniżej swoich możliwości. Jestem głęboko przekonany, że gdyby każdy, nawet bardzo słaby zawodnik pobiegł mądrze, realnie oceniając swoje szanse i przede wszystkim pilnując tego aby po drodze nie bić życiówek na międzyczasach – średni czas ukończenia maratonu byłby znacznie lepszy. I nie piszę tego wszystkiego aby komuś wytknąć błędy, bo sam ich również popełniam mnóstwo. Piszę to aby zwrócić uwagę na fakt, że maraton może być znacznie przyjemniejszy jak się go pobiegnie z głową i elementarną wiedzą na temat strategii.

Jeśli wiec jesteś jedną z kilkuset osób, które pomimo ukończenia maratonu poległy poprzez niewłaściwe rozłożenie sił – już na wiosnę czy kolejnej jesieni masz szansę tego błędu nie popełnić.

 

Komentarze Facebook