Po kilku latach historia zatacza koło. Swoją przygodę z bieganiem zaczynałam od Asicsów, potem na przestrzeni lat pojawiały się rozmaite modele różnych marek aż nastąpił wielki come back i to dosłownie. 

W moje ręce trafił bowiem model, na który czekała spora część biegowego świata – GlideRide czyli biegowy sztosik, który ponoć dodatkowo chroni stawy przed przeciążeniami i kontuzjami. 

Czy będę obiektywna? No cóż – podczas całego testu kontuzji się nie nabawiłam, ale ja zaprawiona w bojach biegaczka i tak rzadko je miewam. Bardziej cenne będzie to co Wam napiszę o swoich odczuciach, a były one bardzo ciekawe.

Zatem do rzeczy. 

Rozmiar ma znaczenie! 

Rozmiarówka GlideRide to kwestia absolutnie priorytetowa. Mój standardowy rozmiar biegowego buta to 40,5 lub 40 2/3, tutaj musiałam biegać w 41,5. I nie dlatego, że taki rozmiar otrzymałam do testów. W tym modelu był to bowiem optymalny rozmiar dla mnie. Trochę dziwne że aż tak duży rozmiar, ale trzeba to koniecznie wziąć pod uwagę podczas zakupu.

różowe buty biegowe dla kobiet

“Ona by tak chciała…” biegać ze mną 

Tak z pewnością zaśpiewałby ten but gdyby tylko potrafił. Czuję to, bo jego wygląd aż zachęca do tego by z nim pognać w nieznane. Może to odczucie jest wynikiem faktu, że nie lubię modeli przekombinowanych i przekolorowanych? Nie wiem, ale jedno jest pewne – GlideRide to nie półśrodek tylko rasowa biegówka. 

Jest grubo! Lecimy z tematem!

Zakładam buty na nogi i nagle jestem jakieś 3cm wyższa! Może jednak zostać modelką? Nieee, pozostanę biegaczką i zabieram się za test, ale faktem jest, że kilkucentymetrowa podeszwa robi wrażenie.

Przy pierwszym założeniu na nogi wręcz można poczuć się dziwnie. Gruba podeszwa w tylnej części buta przechodzi w mocno wycieniowany przód, który dodatkowo jest ostro podniesiony do góry. Przy normalnym staniu, palce są uniesione  co może spowodować wrażenie niestabilności. Przy pierwszych krokach trzeba się przygotować na niezwykle wrażenia, ale potem idzie się przyzwyczaić.

No dobra, to lecę. Pierwsze kilometry i rzeczywiście – jest miękko, ale też dynamicznie. Zakrzywiona podeszwa wymusza nieco inną motorykę. U mnie ciężko jest to zauważyć, bo i tak biegam ze śródstopia, ale dla osób biegających “z pięty” but może pomóc lądować na przodzie. Co ciekawe sposób przetaczania się podeszwy względem podłoża odbywa się tak, że w sposób niezauważalny można przyspieszyć nie odczuwając przy tym większych strat energii. Fajna sprawa, ale jeszcze fajniej jest w środku – miękka wyściółka buta powoduje, że nawet po wielu kilometrach nie doskwierają żadne obtarcia, pęcherze, itp. Reasumując biega się początkowo dziwnie, tak jakby na podwyższeniu, ale baaaardzo wygodnie. 

 

Nauka nie poszła w las

GlideRide to efekt pracy specjalistów, naukowców oraz samych biegaczy. Miałam tego świadomość, ale wiedziałam też, że ten model Asicsa to klasyczna szosówka, która nie poszła w las i raczej nie pójdzie. Jej żywiołem jest bowiem twarda nawierzchnia gdzie pozwala rozwinąć skrzydła. Podeszwa w środkowej części posiada  specjalne wyżłobienie, w które w lesie mogłyby powchodzić szyszki czy kamienie. Jest to pewien minus dla kogoś kto chciałby część treningu pokonać w warunkach krossowych, ale z drugiej strony – skoro producent deklaruje, że to but na asfalt, to trudno mieć pretensje o takie rzeczy. Gdy kupuję słone paluszki, również nie marudzę, że nie są obsypabe sezamem. 

buty do biegania z grubą podeszwą

 

Sprawa niskiej wagi 

To co może wielu przekonać do wyboru tego modelu, to masa buta. Pomimo, iż z wyglądu sprawia on wrażenie nieco topornego, to przy moim rozmiarze waży on zaledwie 220g i naprawdę da się to odczuć zwłaszcza gdy podkręci się tempo. Więc w Glideride pomimo, że jest grubo, to biega się lekko.  

buty do biegania na jesień

 

W sumie…   

Tyle lat nie biegałam w Asicsach i w sumie szkoda, bo jak widać marka trzyma ten sam solidny, japoński styl komfortu i innowacji, których nie widać na pierwszy rzut oka. Kiedy u schyłku lat 90 do produkcji wchodził uwielbiany przeze mnie i miliony biegaczy Asics Gel Kayano świat wstrzymał oddech myśląc, że to już szczyt biegowych innowacji. Dziś wiemy, że tamte systemy dały tylko podwaliny do kolejnych odważnych technologicznych kroków. I GlideRide jest tego doskonałym dowodem. Bieganie w nich mija szybko, łatwo i przyjemnie, zupełnie jakby zagięła się czasoprzestrzeń. 

Czy są jakieś minusy? Dla niektórych może być to cena, bo 660zł to sporo, ale pamiętajmy, że mówimy tutaj o marce, która nie wypuszcza butów na kilka treningów tylko minimum jeden sezon. Do biegania w GlideRide trzeba się przyzwyczaić, zwłaszcza, gdy nie masz zaliczonej przygody z butami na tak wysokiej podeszwie. Ja nie należę do fanów takiego obuwia, wolę raczej czuć wszystkie kamyki pod stopami. Z taką wysoką podeszwą pierwsze kilometry, albo nawet pierwsze treningi mogą być trochę inne, ale po przystosowaniu się już do innego rodzaju butów, śmiganie w nich jest przyjemne. 

Jak dla mnie jedyny minus, to dość masywny wygląd buta, ale na niego można przymknąć oko, bo gdy komfort wychodzi na pierwszy plan, wszystko inne przestaje się liczyć.

Moja ocena 8/10. Po 150km pokonanych w GlideRide nie rzucę ich w kąt, lecimy dalej, bo są naprawdę spoko!

podeszwa butów asics glideride

Komentarze Facebook

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here