Książka Piotra Hercoga

Autobiografia Piotra Hercoga – pełna ekscytujących opisów, szczerych historii i wartościowych porad – trafiła już do księgarni. To opowieść o życiu znakomitego polskiego ultramaratończyka, dzięki której przeniesiesz się do najgłębszych jaskiń i na najwyższe szczyty świata. W trakcie lektury nie tylko odkryjesz kolejne sekrety głównego bohatera „Ultrabiografii”, ale przede wszystkim przeżyjesz niezapomnianą przygodę.

Kup książkę na: www.idz.do/biegologia-hercog

Fragment książki:

Start przeprowadzili bardzo szybko. Krótka gadka i taki lokalny zwyczaj, że każdy dostaje kieliszeczek nalewki, odrobinę upija i rozlewa ją na cztery strony świata dla duchów jeziora. Kiedyś przepijało się wódką, ale ostatnio już ciepłym mlekiem. Oczywiście uhonorowałem duchy jeziora, choć tylko zmoczyłem usta, a mleka nie wypiłem. (…)

Ruszyliśmy. Po biegu Wojtek Grzesiok pytał, od którego kilometra wyszedłem na prowadzenie, no to ja myślę, myślę i odpowiadam: „Od osiemdziesiątego”. Zaraz po starcie wyrwałem się naprzód i już po 80 metrach, a nie kilometrach, byłem na czole stawki. Pomyślałem: „Dobra, biegnę swoim tempem i zobaczymy, co będzie dalej”. Pierwsze kilkaset metrów czołg świetnie wygładził i biegło się dobrze. Okazało się, że po kilometrze już miałem ze 100–150 metrów przewagi.

Nagle Rosjanie krzyczą: „Na poduszkowiec, na poduszkowiec!”. Patrzę, a przede mną stoją takie dwa poduszkowce. Myślę: „Zaraz, zaraz, przecież to maraton, ja chcę biec dalej, po co ten poduszkowiec?”. „Na poduszkowiec, wskakuj na poduszkowiec!” – organizatorzy wrzeszczą nadal. Kazali mi wskoczyć na jeden, potem z niego przeskoczyć na drugi, potem mogłem biec dalej. W ten sposób rozwiązali sprawę pokonania nieszczęsnej szczeliny. Kolejni zawodnicy zobaczyli, jak to zrobiłem i wszyscy tak samo pokonywali pęknięcie w jeziorze.

Do dziewiątego kilometra dobrze się biegło po lodzie. Za to wiało prosto w twarz. Oglądam się i widzę, że sto metrów za mną biegnie Łukasz. Wiedziałem, że biega przyzwoicie, a wcześniej umówiliśmy się, że w razie czego będziemy współpracować na trasie. Delikatnie zwolniłem i kiedy dobiegł do mnie, rzuciłem: „Łukasz, robimy tak, ja biegnę kilometr, dwa z przodu, ty mi biegniesz na plecach i odpoczywasz, potem się wymieniamy, żeby wypracować przewagę”. Jak się za kimś schowasz przy tak silnym wietrze, to jest o wiele łatwiej. I tak mieliśmy biec, ale po kilku kilometrach Łukasz nie za bardzo miał siłę na zmiany, więc stwierdziłem, że robię swoje i pognałem dalej, a on został z tyłu. (…)

Co dziesięć kilometrów na środku jeziora stał poduszkowiec, a obok był wystawiony stoliczek z płynami i przegryzkami. Nie zatrzymywałem się, tylko gnałem do przodu. Choć mnie kusiło, bo jak głosi legenda, którą opisywał amerykański biegacz w „New York Timesie”, maraton po Bajkale to jedyne zawody na świecie, na których można się napić wódki podczas zawodów. Ja miałem swoje żele energetyczne i pół litra izotoniku. Izotonik trzymałem we flasku, specjalnej saszetce z powłoką primaloftową, stosowanej przez biegaczy narciarskich na długich dystansach. Ale było tak zimno, że pod koniec jednak zamarzł i zrobił mi się z niego sorbet. Ale to było na ostatnich kilometrach, więc i tak już miałem z górki.

Biegłem samotnie przez całą trasę. Widziałem ludzi tylko przy bufetach, od czasu do czasu ktoś przemknął nieopodal na śnieżnym skuterze. Na początku grupa biegaczy była za mną, ale szybko się wszystko rozciągnęło. Przy tej prędkości biegu 15 minut to trzy kilometry, a 30 minut – sześć. W takich odległościach za mną byli następni zawodnicy. W pewnym momencie się obróciłem i na horyzoncie dostrzegłem jakiś malutki punkcik. To był Łukasz. Ale w zasadzie przez cały maraton nic nie było widać – dookoła biel, zimowa pustynia.

O książce:

Najgłębsze jaskinie, najdłuższe rajdy i ekstremalne biegi w najwyższych górach świata.

Jest nie do zatrzymania. I nigdy nie odpuszcza. Nieważne, czy chodziło o bójkę w częstochowskim Bronksie, czy o dotarcie do mety tysiąckilometrowego ekstremalnego rajdu przygodowego w Szwecji. W ostatnich latach po wygraniu maratonów i biegów ultra po zamarzniętym Bajkale, w pejzażach Patagonii, na szczytach Kilimandżaro i Mount Evereście o biegaczu górskim z Częstochowy/Kudowy zrobiło się o głośno.

Tymczasem okazuje się, że życie i kariera Piotra Hercoga to nieustająca seria przygód, szalonych pomysłów, wyzwań i niesamowitych wyczynów podczas wypraw, rajdów czy górskich biegów. Dramatyczne, ale często zabawne przygody rozgrywają się na zmianę w scenerii jaskiń, skałek i szlaków Jury Krakowsko-Częstochowskiej, ziemi kłodzkiej, Tatr, Gór Stołowych i na najodleglejszych krańcach świata – w Himalajach i Alpach, w jaskiniach Chin i brazylijskich czy kolumbijskich dżunglach, na wulkanach Chile i pustyniach Emiratów Arabskich.

Piotr raz przeskakuje szczeliny pod Pikiem Lenina, raz pływa kajakiem po oceanie albo wypatruje potwora na jeziorze z Loch Ness. Z jego Ultrabiografii dowiesz się też, jak prawie nie został piłkarzem, jaką pić wodę, żeby seryjnie wygrywać i bić rekordy na Biegu Rzeźnika i dlaczego na studiach poszedł w tango z pewnym wielkim facetem… Wyrusz z Piotrem w niezwykłą ultramaratońską podróż i przekonaj się, że niemożliwe nie istnieje!

„Piotr Hercog. Ultrabiografia”
Autor: Jacek Antczak Piotr Hercog
Premiera: 30.10.2019
Cena okładkowa: 44,99 zł
Liczba stron: 400

Komentarze Facebook

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here