“Kto nie ma odwagi do marzeń, nie będzie miał siły do walki” – Biegaczu uwierz w siebie!

0
tomek 1
Tegoroczny Poznań Maraton – 2:56:47 na mecie dzięki treningom i wierze w siebie.

Ostatnie wyzwanie czekało na mnie na końcówce. Zegarek wskazywał mi 1:16:30, a do mety pozostał kilometr. Aby złamać 1:20 musiałem więc pobiec poniżej 3:30. Ostatni fragment trasy był jednak pod górę. Wtedy znowu pojawiła się myśl, która mnie zaskoczyła – ,,przecież to tylko 3 i pół minutki zmęczenia, dlaczego więc nie spróbować?”. Jak pomyślałem tak też zrobiłem – spiąłem się w sobie maksymalnie i solidnie przyspieszyłem. Miałem pewne obawy, że tego depnięcia mój organizm nie wytrzyma, ale z drugiej strony kusiła mnie perspektywa bycia ostatnim zawodnikiem, który pobiegnie poniżej 1:20. Wiedziony tą myślą utrzymałem tempo aż do końca i na mecie pojawiłem się z czasem 1:19:57 co było moim drugim wynikiem w życiu.  Zasadniczo ten zryw nie był mi do niczego potrzebny. Do życiówki (1:18:17) daleko, ale na tej trasie ten wynik mnie cieszył. Nie chciałem pobiec powyżej 1:20, bo uznałem, że psychicznie lepiej się poczuję gdy z tą granicą się uporam. Druga sprawa to fakt, że w tym biegu kilkukrotnie potrafiłem nawiązać walkę, wreszcie nauczyłem się ścigać i wreszcie uwierzyłem w swoje możliwości. Ten niewielki półmaraton okazał się dla mnie wyjątkowo przełomowym momentem, chyba nawet bardziej przełomowym niż pierwsze złamanie 3 godzin w maratonie czy wygranie Maratonu Jastrowskiego w klasyfikacji generalnej (tam nie miałem trudnej konkurencji więc ciężko mówić o walce).

 

Kolejne biegi i prawdziwa rywalizacja

Tamten półmaraton wiele mnie nauczył i pokazał, że stać mnie na to by się nie poddawać. Oczywiście elity nigdy nie dogonię, bo znam swoje możliwości, ale teraz inaczej patrzę chociażby na listy startowe. Kiedyś gdy na takiej liście widziałem kogoś z życiówką na 10 km lepszą od mojej o minutę – wmawiałem sobie, że tego zawodnika trzeba puścić do przodu. Teraz zacząłem myśleć inaczej – takiego zawodnika trzeba po prostu gonić i walczyć z nim.

Tak też zacząłem robić i przynosi to coraz lepsze efekty. Nie boję się już przeciwników, wiem z kim mogę powalczyć, a z kim nie mam szans. Tydzień po Pszczewie udało mi się zająć 3 miejsce w OPEN w Biegu Prześcignę Raka (11,5km). Wiem, że to również efekt większej wiary w siebie. Nie odpuszczałem od początku do końca i biegłem z zawodnikiem z drugiej pozycji przez ponad 10 km. Przegrałem z nim o 12 sekund, ale nie martwi mnie to, bo wiem, że walczyłem. Gdyby to było rok czy dwa lata temu, pewnie bym odpuścił już w połowie, a jego przewaga byłaby znacznie większa.

Później biegłem jeszcze w IV Crossie Zielonogórskim, Maratonie Szlakiem Wina i Miodu w Starym Kisielinie (2 miejsce w M30), Półmaratonie Bażanta w Elblągu (3 miejsce w M30) i na sam koniec sezonu w biegu, który utwierdził mnie w przekonaniu, że wreszcie nauczyłem się ścigać – II Bieg Niepodległości w Słupsku (10km). Tutaj potrafiłem nawiązać walkę z zawodnikiem biegnącym na 7 pozycji. To, że biegł 200 m przede mną nie demotywowało mnie – wręcz przeciwnie. Zacząłem go gonić tak długo aż go dogoniłem, wyprzedziłem i zostawiłem w tyle wygrywając dzięki temu swoją kategorię wiekową z niezłym jak na mnie czasem 35:54.

 

Kolejny start, kolejna nauka. Bieg Niepodległości w Słupsku uzmysłowił mi, że walczyć trzeba od startu do mety
Kolejny start, kolejna nauka. Bieg Niepodległości w Słupsku uzmysłowił mi, że walczyć trzeba od startu do mety. Nie można poddać się w połowie i odpuszczać (Bieg Niepodległości, Słupsk 2014)

 

Komentarze Facebook