“Kto nie ma odwagi do marzeń, nie będzie miał siły do walki” – Biegaczu uwierz w siebie!

0

 

Ty też uwierz w siebie  

Ten ostatni podpunkt może nie powinien się do końca tak nazywać. Nie chcę w nim bowiem ściemniać i przekonywać, że wystarczy uwierzyć w siebie, a wszystko stanie się możliwe. Niestety, to by było zbyt proste. Trzeba jeszcze trenować, trenować i jeszcze raz trenować. Bez tego nawet największa wiara nie pomoże.

Chcę jednak podkreślić, że bez względu na swój poziom – warto ustalać sobie ambitne cele i rywalizować z innymi z dużą pewnością siebie. Oczywiście w Polsce panuje od jakiegoś czasu trend biegania zawodów tylko na zaliczenie. Jeśli ktoś się z tym dobrze czuje, nie lubi się ścigać lub po prostu nie kręci go to – jego wybór.

Ja uważam, że warto jest rywalizować, bo to dodatkowe emocje i adrenalina. Sam poziom sportowy nie ma tu nic do rzeczy. Warto znać swoją wartość i nie przejmować się tym, że nie możesz nawiązać walki z najlepszymi. Każdy walczy w swojej własnej grupie wynikowej i to jest właśnie piękne – jeden bieg, a dziesiątki czy nawet setki małych wyścigów. I tylko od Ciebie zależy czy zdobędziesz odwagę na walkę z innymi czy będziesz dawać się wyprzedzać ze zwieszoną głową. Ja się ścigać nauczyłem (ba, wciąż się uczę) i polecam każdemu kto czuje w sobie choćby odrobinę duszy fightera. Więcej wiary w siebie, a w Twoim bieganiu pojawią się kolejne emocje.

Sporo amatorów poddaje się już na starcie. Ktoś zaczyna biegać, debiutuje w biegu na 10km, kończy ten bieg w godzinę i czuje się nikim jeśli chodzi o wynik. Przypina więc sobie łatkę amatora i zaczyna biegać tylko “for fun”. To najprostsza droga, a jednocześnie przyjęty przez wielu styl biegania. Oczywiście nie ma w tym nic złego – w końcu lepiej biegać rekreacyjnie, tylko zaliczając zawody niż nie biegać w ogóle. Jest w tym jednak ukryty problem, który jest oparty na dużym braku wiary w siebie. Skreślanie siebie już na początku swojej biegowej drogi to bardzo zła decyzja. Zawsze warto jest spróbować poprawić swoje wyniki i walczyć z innymi – nawet jeśli z poziomu 60min na 10km nie zejdziesz do 35, tylko do 45. Każdy progres jest tak samo cenny, bo wyznacza pewne granice, stawia kolejne cele i wydobywa skrywane wcześniej ambicje. I to jest właśnie piękne w bieganiu – każdy robi to na swój sposób i każdy też ma szansę nieustannie się poprawiać. Decyzja jest kwestią indywidualną, ale ja osobiście zachęcam każdego do walki.

Kto nie ma odwagi do marzeń…

Gdyby ktoś mnie teraz zapytał czy nie żałuję tego, że przez tyle lat trenowałem by uzyskać rezultaty takie jakie mam, odpowiem bez wahania – nie żałuję. Na pewno nigdy nie wygram Maratonu Poznańskiego, nigdy nie wygram Biegu Niepodległości w Warszawie, ale nie jest to dla mnie źródłem frustracji. Wręcz przeciwnie – cieszę się, że dzięki swoim własnym treningom i swoim własnym celom doszedłem do poziomu, który pozwala mi walczyć przynajmniej w tych mniejszych biegach. I z perspektywy czasu mogę stwierdzić z pewnością, że każda walka ma sens. Trzeba tylko uwierzyć w siebie, spróbować i przede wszystkim mieć odwagę marzyć, bo jak powiedział kiedyś mądrze francuski pisarz Andre Marlaux – kto nie ma odwagi do marzeń,  nie będzie miał siły do walki. I tej maksymy się trzymajcie.

Uaktualnienie tekstu (22.10.2015) – dzięki wierze we własne możliwości udało mi się w tym roku poprawić rekord życiowy w maratonie. Chociaż mocno osłabłem po 32km – nie poddałem się aż do mety. Jeszcze kilka lat temu, pewnie nie złamałbym nawet 3h. Tym razem udało się pobiec w 2:56:47 i wiem jedno – to nie jest moje ostatnie słowo, bo wierzę w siebie.

Komentarze Facebook