Biegowy ekshibicjonizm – czyli po co w ogóle biegamy w zawodach?

0

 

Bieganie w zawodach to forma ucieczki od słynnej samotności długodystansowca, ale też sposób
Bieganie w zawodach to forma ucieczki od słynnej samotności długodystansowca, ale nawet wtedy potrafi ona dopaść każdego.

 

Starty w zawodach dyktowane są logiką biegacza

W tym momencie dochodzimy również do punktu, w którym bardzo jasno klaruje nam się kwestia startów w zawodach. Wcześniej wspominałem, że sporo osób startuje pomimo, że się nie ściga. Z logicznego punktu widzenia wydaje się więc to jak najbardziej nieracjonalne – zapłacić za start, pobiec i nawet nie rywalizować. W tym momencie aspekt logiczny powinien jednak zostać potraktowany marginalnie. Biegacze kierują się bowiem w tym momencie swoją własną, wyimaginowaną logiką, która nakazuje im biegać tam, gdzie gromadzą się większe skupiska biegaczy. Jest to właśnie pokierowane tą indywidualną samotnością biegacza, a w kontekście aktualnych trendów – samotnością długodystansowca. Samemu można biegać do pewnego czasu, ale kiedyś następuje moment gdy motywacja pęka i trzeba szukać nowych inspiracji i utwierdzeń, że nie jesteśmy w tej naszej pasji osamotnieni. Temu właśnie służą zawody biegowe, które jak pokazują badania i samo życie – są potężną dawką motywacji dla wszystkich.

 

Startuję, bo jestem próżny

Istnieje jednak druga strona medalu jeśli chodzi o starty. I do tej strony – niestety mało kto ma odwagę się przyznać. Napiszę więc wyjątkowo w pierwszej osobie. Ja startuję w biegach, ponieważ jestem próżny i lubię dostawać medale. Startuję w zawodach, ponieważ dzięki temu czuję się w jakiś sposób wyróżniony w społeczeństwie, a uznanie rodziny i znajomych działa na mnie bardzo motywująco. Startuję w zawodach, ponieważ pokonanie innych biegaczy daje mi ogromną satysfakcję. Oczywiście dla zdrowia i lepszego samopoczucia również, bo to niezwykle istotne, ale nie ukrywam, że tym swoim bieganiem bardzo łechtam swoje ego. Masz podobnie? Jeśli twierdzisz inaczej, to zapewne masz równie ważne powody, których pewnie jeszcze nie odkryłem…

 

Biegamy w trudnych czasach

Tak czy inaczej – nie ukrywajmy, że jesteśmy tylko ludźmi – o ludzkich emocjach, odruchach i pragnieniach. Nikt z nas nie chce być tylko uczestnikiem życia, ale raczej – jego autorem. Każdy chce kreować przebieg swojej egzystencji na swój własny, indywidualny sposób. A czyż bieganie nie jest właśnie tym idealnym wyrażeniem swojej indywidualności? Być może teraz nie, ponieważ bieganie jako pasja w skutek ogromnej popularności uległo pewnej dewaluacji. Dlatego też potrzeba nam robić coś więcej niż tylko biegać dla siebie. Potrzeba nam splendoru wielotysięcznych maratonów, potrzeba nam ścian pełnych medali, potrzeba nam uznania znajomych nawet jeśli ledwo mieścimy się w limicie. Potrzeba nam czegoś więcej by ta pasja przetrwała w obecnym, zepsutym świecie. To trochę tak jak ze związkiem.

Kiedyś przeważnie było się z kimś od małżeństwa aż do śmierci. Teraz coraz częściej dochodzi do rozwodów, bo świat zrobił się ciekawszy, bardziej obfity w atrakcje i pokusy. Podobnie jest z bieganiem – kiedyś wystarczyła para trampek i rodziła się pasja. Dziś potrzeba całego wyposażenia w gadżety, startu w zawodach, motywacji i czegokolwiek byle tylko skupić się na bieganiu, a nie na uciechach życia doczesnego.

Dlatego też uważam, że bieganie w obecnych czasach to wcale nie taka prosta sprawa, a ci którzy biegają, startują w zawodach i emanują iluzoryczną próżnością – paradoksalnie zasługują na uznanie, bo im się chce i znaleźli sposób na to by być aktywnym… w najbardziej leniwych czasach w historii ludzkości.

 

 

Komentarze Facebook
1
2
Poprzedni artykułNike Air Max 2015: amortyzacja, dopasowanie, styl
Następny artykułBieganie z wózkiem | Test modelu X-lander X-RUN
Tomasz Peisert
Redaktor naczelny i właściciel portalu, biegacz – amator, trenujący od 19 lat. Gdy zaczynał biegać, nie miał o tym pojęcia, ale od razu porwał się na… maraton. Popełnił chyba wszystkie możliwe błędy początkujących biegaczy, ale zgłębiając wiedzę i trenując systematycznie w końcu złamał granicę 3 godzin w maratonie. Teraz zdobytym doświadczeniem dzieli się z innymi, tworząc rozmaite teksty/felietony, prowadząc biegowe akademie i warsztaty. Pisze to co myśli, często kontrowersyjnie, ale nigdy nie ukrywa faktów. Dzięki swojej dociekliwości doprowadził do wyjścia na jaw wielu mrocznych spraw z biegowego światka. Jego aktualne rekordy życiowe to: maraton 2:56:47, półmaraton 1:18:17, 10km 35:19.