Kenijczycy i Ukraińcy w polskich biegach – czy to naprawdę problem?

0
Orlen Warsaw Marathon - fot. materiały Organizatora
Orlen Warsaw Marathon – fot. materiały Organizatora

 

Rozwiązanie problemu według Marcina Chabowskiego

Jak jednak sprawić by zawodnicy wygrywający biegi byli takim badaniom poddawani? Jednym z lepszych rozwiązań jest propozycja Marcina Chabowskiego, który w zeszłym roku, w wywiadzie dla portalu Festiwal Biegów zasugerował aby Polskie Stowarzyszenie Biegów zorganizowało specjalny budżet, który składałby się z części pieniędzy pochodzących z opłat startowych na polskich biegach. Byłaby to dodatkowa złotówka dopłacana przez zawodników – w ten sposób powstałaby specjalna pula, którą wykorzystano by na wyrywkowe badania antydopingowe czołowych biegaczy. Pomysł jest moim zdaniem bardzo dobry, a biorąc pod uwagę ilość organizowanych w naszym kraju biegów – szybko pozwoliłby na uzbieranie dużej kwoty potrzebnej na ten cel. Niestety jak to w Polsce – od koncepcji do realizacji zawsze bardzo długa droga, często dłuższa niż z Polski do Kenii…

 

Czasami trzeba zapraszać…

Zawodnicy z Kenii (również z Etiopii) mogą stanowić pewną barierę dla polskiej czołówki, ale prawda jest taka, że nie należy ich wszystkich wrzucać do jednego worka. Zapraszanie niektórych z nich jest niezbędne aby do naszego kraju chcieli przyjeżdżać amatorzy z innych krajów aby bić życiówki. W tym kontekście wyniki uzyskiwane przez czołówkę mają znaczenie – tegoroczny rezultat zwycięzcy Orlen Warsaw Marathonu – 2:07:57 jest dla innych biegaczy pewnym sygnałem do tego, że w Warszawie można pobiec szybko, a przecież organizatorzy Orlenu nie ukrywają, iż chcą aby był to maraton nie tylko znany w Polsce, ale i w całej Europie i poza nią. Adekwatnie jest zresztą z polskimi biegaczami, którzy na życiówki wybierają Berlin, Londyn, Paryż czy Amsterdam w dużej mierze kierując się wynikami zwycięzców, które często są bliskie rekordów świata. Orlenowi jeszcze trochę brakuje, ale niewątpliwie tegoroczny wynik poniżej 2:08 czy zeszłoroczny (najlepszy do tej pory na polskiej ziemi) wynik Etiopczyka – Toli Tadesse 2:06:55 to już rezultaty, które mogą przyciągnąć spore rzesze biegaczy z za granicy.

 

Brak mocnych zawodników z Polski – brak szans na podium

Polskiej czołówce pewnie nie do końca podoba się ten trend, ale spójrzmy prawdzie w oczy – wciąż brakuje u nas zawodników regularnie biegających w granicach chociażby 2:10 czy 2:11, które dawałyby realne szanse na walkę o podium w największych polskich maratonach. Tymczasem w tegorocznym Orlenie – pierwszy Polak na mecie – Henryk Szost uzyskuje co prawda niezły rezultat 2:10:11, ale zajmuje dopiero 9 miejsce. DOZ Maraton Łódzki z PZU – pierwszy Polak to będący na 4 miejscu Yared Shegumo, drugi to… kobieta – Monika Stefanowicz na 11 miejscu. Maraton Dębno 2015 – pierwszy Polak na miejscu 14 z wynikiem powyżej 2:30. Nie można tutaj mówić, że jest to tylko wina dużej ilości biegaczy z za granicy – mamy poważny kryzys polskiego maratonu i ewidentnie brakuje nam stabilnie biegających zawodników, mogących powalczyć z Kenijczykami czy Ukraińcami. W roku 2014 tylko 4 maratończyków w Polsce uzyskało rezultaty poniżej 2:15. Liczby mówią same za siebie, a niestety sam Henryk Szost i Yared Shegumo nie pomogą nam wyjść z kryzysu.

 

Komentarze Facebook