Kenijczycy i Ukraińcy w polskich biegach – czy to naprawdę problem?

0
Wielu organizatorów biegów wciąż świecie wierzy, że obecność choćby jednego obcokrajowca podniesie prestiż imprezy
Wielu organizatorów biegów wciąż święcie wierzy, że obecność choćby jednego obcokrajowca podniesie prestiż ich imprezy. Tymczasem ich obecność powoli zaczyna irytować zarówno biegaczy jak i kibiców. fot.gwe24.pl

 

Małe biegi – mały problem?

Problem dopingu jest obecny i niestety stanowi ciemną stronę biegania. Co ciekawe pojawiły się również zdania inkryminujące nawet tych biegaczy, którzy wygrywają bardzo małe, lokalne biegi. W tym przypadku mówi się głównie o biegaczach z Ukrainy, którzy często mieszkają już w Polsce na stałe i tylko jeżdżą po kraju wygrywając bieg za biegiem. Często są to wyniki odbiegające znacznie od wysokiego poziomu, ale pozwalające na wygranie kilkuset złotych. Wydaje się mało, ale biorąc pod uwagę, iż obecna średnia płaca na Ukrainie to zaledwie 580zł – wtedy można zrozumieć jak duże są to dla nich pieniądze. Wizja takiego zarobku kusi tak bardzo, iż do Polski przyjeżdżają już nawet Ukraińcy, którzy biegają 32-33 minuty na 10km. Taki wynik nie pozwala na wygranie Maniackiej Dziesiątki czy Biegu Niepodległości w Warszawie – w małych biegach – daje szanse na liczne miejsca na podium. Niestety na takich imprezach nie ma mowy o kontrolach antydopingowych zatem każdy może biec jak chce i wspomagać się czym chce.

Tutaj jednak największym problemem nie są sami zawodnicy, ale… organizatorzy, którzy często “kuszą” biegaczy wizją łatwego zarobku. Dla wielu organizatorów wyznacznikiem prestiżu biegu jest obecność zawodników z za granicy. Wystarczy, że pojawi się dwóch Ukraińców, jedna Ukrainka, a spiker szumnie ogłasza przez megafon, iż ich bieg jest międzynarodowy. Dodatkowo – budżet, którym często dysponują organizatorzy jest bezsensownie przeznaczony w całości na nagrody w klasyfikacji OPEN, podczas gdy w kategoriach wiekowych nie dostaje się nic lub co najwyżej marne statuetki czy dyplomy.

Rozwiązanie wydaje się banalne – podzielić pulę finansową w taki sposób aby zmniejszyć wysokość nagród w klasyfikacji generalnej i dzięki temu utworzyć nagrody w kategoriach wiekowych. Niektórzy organizatorzy już postąpili w ten sposób co zaowocowało znacznie mniejszą liczbą zawodników z za wschodniej granicy. Oni zawsze kalkulują czy dojazd w dane miejsce i start im się opłaca – gdy jest za daleko lub nagrody za niskie – po prostu nie startują. Oczywiście nie mam tutaj na myśli tworzenia jakiejś krucjaty przeciwko Ukraińcom, ale jeśli mamy promować bieganie wśród jak największej liczby amatorów – obdarujmy ich nagrodami, a nie gloryfikujmy najszybszych, którzy często budzą wątpliwości. Małe, lokalne imprezy nie powinny służyć zdobywaniu nagród przez czołówkę, ale promowaniu biegania wśród miejscowych biegaczy. Z tego właśnie powodu wiele biegów stoi w miejscu, ponieważ rok w rok mają nagrody finansowe tylko dla najlepszych, a pozostali uczestnicy walczący w kategoriach wiekowych nie otrzymują nic. Pomijam już fakt, że m.in. przez nagrody finansowe w OPEN, które wyczerpują budżet organizatorów na wielu biegach nie ma nawet ładnych, tłoczonych medali tylko blaszki – masówki. Niby banał i niby nie jest to takie istotne, ale to już pewien standard, o którym wielu organizatorów zwyczajnie zapomina.

Problem stanowi również fakt, że organizatorzy mniejszych biegów aby zapewnić swoim imprezom iluzoryczny prestiż – sami zapraszają zawodników z Ukrainy czy Kenii. Tymczasem prawda jest taka, że dla całej rzeszy biegaczy amatorów oraz kibiców nie ma żadnego znaczenia kto przybiegnie pierwszy. Emocje na finiszu lokalnych biegów są takie same gdy zwycięża Ukrainiec w czasie 31 minut lub Polak w czasie 33 minut. Zwycięzca jest zawsze zwycięzcą, a mydlenie oczu biegaczom wizją międzynarodowości biegu już dawno przestało działać. Dopóki więc nie zmieni się mentalność organizatorów oraz nie zostaną podjęte kroki w kierunku promocji biegania bardziej amatorskiego – dopóty będziemy mieli na biegach zawodników z za wschodniej granicy czy “wolniejszych” Kenijczyków budzących mieszane uczucia. Zresztą obecnie widać już wręcz przejawy niechęci wobec takich biegaczy, którzy nieraz w ekspresowym tempie wbiegają na metę bez śladów zmęczenia. Bywa, że na biegach, gdzie zajmują miejsca na podium nie są już prawie wcale oklaskiwani przez kibiców i innych biegaczy. Sytuacja dziwna i na pewno mało komfortowa…

 

Komentarze Facebook