Kenijczycy i Ukraińcy w polskich biegach – czy to naprawdę problem?

0
10km Bieg Szpota 2015. Nagrody w klasyfikacji OPEN (I-VI) od 1200zł do 200zł
10km Bieg Szpota 2015. Nagrody w klasyfikacji OPEN (I-VI) od 1200zł do 200zł. Zapis w regulaminie o możliwej kontroli antydopingowej. Efekt? Na ponad 3700 biegaczy tylko jeden zawodnik z Kenii. Nie można nikogo oskarżać, ale sytuacja daje do myślenia. fot. Jolanta Lewandowska

 

Nagrody w klasyfikacji najlepszych Polaków – sprawiedliwość czy ksenofobia? 

W ostatnich latach na niektórych biegach rozwiązano problem obecności zagranicznych zawodników tworząc dodatkową klasyfikację dla Polaków nagradzaną poza klasyfikacją OPEN. Takie działania stały się obiektem szerokich dyskusji – czy aby na pewno jest to sprawiedliwe. Jakkolwiek by na to nie spojrzeć – organizator ma prawo taką klasyfikację stworzyć i uważam, że w wielu przypadkach jest to bardzo uzasadnione. Wyobraźmy sobie półmaraton, w którym startuje 10 biegaczy z Ukrainy. Zajmują oni wszystkie czołowe miejsca. Oprócz nich startuje również kilku mocnych Polaków, którzy pomimo wyników poniżej 1:10 wracają do domu z niczym. Stworzenie klasyfikacji “krajowej” stwarza im szansę zdobycia nagród pieniężnych. I nie ma tutaj mowy o żadnej ksenofobii czy dyskryminacji – to po prostu dodatkowa kategoria, tak jak OPEN czy kategorie wiekowe oraz mieszkańców powiatu. Pewne kontrowersje budzić może jedynie sytuacja gdy nagrody dla najszybszych Polaków są wyższe od nagród w kategorii OPEN. Jeszcze dalej poszli organizatorzy tegorocznej edycji Półmaratonu Jurajskiego w Rudawie gdzie klasyfikacji w kategorii OPEN nie ma w ogóle, są za to kategorie wiekowe (nagrody rzeczowe) oraz kategoria europejskich biegaczy. Można więc przypuszczać, że w tym roku w Rudawie nie pojawi się żaden Kenijczyk ani Kenijka.

 

Niższe nagrody w dużych biegach = zwycięstwa Polaków 

W ostatnim czasie obserwuje się pewną ciekawą tendencję. Duże imprezy biegowe zaczynają stawiać na masowość zmniejszając jednocześnie wysokość nagród finansowych. Pierwsze efekty są widoczne dosyć wyraźnie – 1 PZU Maraton Gdański, który odbył się w tym roku zaskoczył nie tylko bardzo ciekawą trasą, ale i… zwycięzcami, którzy w pełnym składzie reprezentowali Polskę. Zwycięzca uzyskał wynik 2:37:27, a zwyciężczyni 3:03:41 – oboje zainkasowali po 3 tys zł. Te wyniki oraz nagrody mogą szokować biorąc pod uwagę, że maraton ukończyło prawie 2 tysiące zawodników! Dlaczego nie pojawili się zawodnicy z Ukrainy i Kenii? Mówiąc prostym językiem – nie chciało im się biec tak długiego dystansu za takie pieniądze. Po pierwsze za duże ryzyko – przebiec ponad 42km i nic nie wygrać, po drugie tę kwotę wielu Kenijczyków czy Ukraińców jest w stanie zdobyć w jeden weekend startując na dwóch krótszych dystansach.

Faktem jest, że tegorocznym zwycięzcom I PZU Maratonu Gdańskiego dopisało trochę szczęścia, bo trzeba przyznać, że jednak zdobycie takich pieniędzy przy takich wynikach to naprawdę wyjątkowa sytuacja. Nie mniej jednak takie zdarzenia mają miejsce coraz częściej i może to jest właśnie dobra droga ku temu by wypromować naszych rodzimych biegaczy.

 

Równe traktowanie dla wszystkich 

Ukraińcy i Kenijczycy mają przeważnie duże przywileje na biegach, na które mogą się zapisywać na ostatnią chwilę, często niejako pozaregulaminowo. Jest to bardzo nie fair wobec tych wszystkich zawodników, którzy sprawdzają przed startem listy startowe i próbują ocenić swoje szanse. Bardzo dobrą decyzję podjęli organizatorzy tegorocznego półmaratonu w Poznaniu, w którym nie dali możliwości zapisów, nawet biegaczom i biegaczkom z elity. Skutek był taki, że wyniki były słabsze niż zazwyczaj. Tylko pierwsza dwójka mężczyzn przybiegła w czasie poniżej 1:10, a wśród kobiet tylko zwyciężczyni – Olga Ochal uzyskała mocny wynik (1:14:34). Pozostałe panie z podium – powyżej 1:20. Czy spadł przez to prestiż imprezy? Czy za rok wystartuje przez to mniej biegaczy? Wręcz przeciwnie – bieg bez względu na triumfatorów będzie rósł w siłę, a organizatorzy już teraz myślą o przyszłorocznej liczbie uczestników, która może przekroczyć 10 tysięcy (w tym roku 8048 ukończyło bieg). Być może poznańska impreza nie będzie tak silnym magnesem dla biegaczy z za granicy jak np. Orlen, ale bazowanie na mocnej promocji biegu bez ukłonów w stronę elity na pewno frekwencji nie zaszkodzi. Oczywiście sam półmaraton ma swoje ciemne strony, jak np. brak nagród w kategoriach wiekowych, ale dzięki podejściu organizatorów oraz dodatkowo – kontroli antydopingowej wśród pierwszych czwórek zawodników, był to bieg na pewno uczciwy i pozbawiony spekulacji oraz wzajemnych oskarżeń.

 

Komentarze Facebook