Kenijczycy i Ukraińcy w polskich biegach – czy to naprawdę problem?

0
fot. PAP
fot. PAP

 

Problem czy nie problem?

Temat, który dziś poruszyliśmy jest bardzo szeroki, wielowątkowy – ma swoje ciemne strony, mnóstwo niedomówień i niejasności. Jednoznaczna ocena tej sytuacji z dziennikarskiego punktu widzenia jest praktycznie niemożliwa. Biegacze z Kenii, Etiopii i Ukrainy startują u nas i zapewne będzie ich w Polsce coraz więcej. Dla całej rzeszy biegających amatorów nie stanowią oni żadnego problemu, polskiej elicie spędza sen z Powiek, a organizatorom? A organizatorzy są zachwyceni ich obecnością u siebie lub robią wszystko aby się nie pojawili. Jest to więc ogromny konflikt interesów, do tego kwestia dotyczy wcale niemałych pieniędzy i koło się zamyka. Gdy zaproponuje się biegaczom pomysł Chabowskiego aby dokładać do każdej opłaty startowej po 1zł na kontrole antydopingowe to jak to w Polsce – zaraz pojawią się głosy sprzeciwu, że z jakiej racji amatorzy mają dopłacać albo odezwą się “kolekcjonerzy biegów”, którzy sobie zaraz przeliczą jak dużo ich to wyjdzie w ciągu roku. Nikomu w tej kwestii nie da się w 100% dogodzić, ale potrzebne są zdecydowane decyzje organizatorów i jasne ustalenia ze strony PSB oraz PZLA, którzy powinni dążyć do tego aby w Polsce bieganie się rozwijało jak najlepiej, ale także by było “czyste”. Bez ich aktywnego włączenia się w tę sprawę wciąż będziemy mieli biegi opanowane przez Kenijczyków i Ukraińców, których nieuczciwość – możemy co najwyżej domniemywać. Dyskusje na forach internetowych sprawy nie rozwiążą, podobnie jak ten tekst, ale warto uświadomić sobie, że skoro tyle osób i mediów już o tym mówi, to problem istnieje, a rozwiązanie jak zwykle zależy od pieniędzy, które w Polsce zawsze były kością niezgody. Czekamy więc na dalszy rozwój sytuacji.

 

 

Komentarze Facebook