W ostatnim czasie (za sprawą pewnego biegacza, który postanowił wystawić swoją kolekcję medali na sprzedaż) rozgorzała się w sieci dyskusja na temat tego czy medale na biegach są w ogóle potrzebne. Wiele osób twierdzi, że to nieoceniona pamiątka, która dumnie wisząc na ścianie zawsze przywołuje piękne wspomnienia. Ci bardziej “pragmatyczni” są zdania, że lepiej aby ich nie było dzięki czemu opłata startowa byłaby niższa. No to jak to jest z tymi medalami? 

Już nie tylko dla najlepszych

Czasy kiedy medale otrzymywało się tylko za miejsca na podium, dawno minęły. Dziś medal jest nieodzownym elementem niemal każdej imprezy biegowej, a aby go otrzymać – wystarczy bieg ukończyć. Nie da się ukryć, że upowszechnienie medalowego rozdawnictwa w dużym stopniu zdewaluowało ich wartość. Dziś posiadanie kilkudziesięciu czy nawet kilkuset medal biegowych nie musi być wyznacznikiem super formy czy spektakularnych osiągnięć, a jedynie dowodem na dużą częstotliwość startów. Czy to jednak oznacza, że nagradzanie medalami wszystkich uczestników biegów to dobry pomysł?

To tylko kawałek metalu…

W tej kwestii będę stanowczy – tak, to dobry, a nawet bardzo dobry pomysł. Rozwój imprez biegowych obserwuję już od kilkunastu lat i wielokrotnie zdarzało się, że frekwencja wzrastała znacznie dopiero w momencie wprowadzenia medali dla wszystkich finisherów. Ktoś powie – ludzi skusiło żelastwo. No tak – ludzi skusiły metalowe krążki na tasiemkach, bo od teraz każdy mógł poczuć się jeszcze bardziej docenionym. Amatorzy otrzymali możliwość walki o trofea, które kiedyś były przywilejem tylko zawodowców. Dla mnie jest to zupełnie logiczne i wynikające z upowszechniania sportu wśród amatorów. Jest to element wzmacniający motywację i zachęcający do wzięcia udziału. Wieszanie medali na szyjach wszystkim uczestników ma też wyraz symboliczny – pokazuje to, że bieganie jest sportem dla wszystkich gdzie każdy traktowany jest tak samo, gdzie nie ma lepszych czy gorszych, a jedyne co odróżnia biegaczy to wyniki jakie osiągają na mecie. To bardzo piękny zwyczaj i w żaden sposób nie deprecjonuje on osiągnięć czołówki – najszybsi i tak otrzymają oddzielne nagrody za zajęte miejsca.

Czy naprawdę uważasz, że to odpowiednie miejsce dla Twoich medali na, które zapracowałeś swoim własnym wysiłkiem?

Oddaj medal na złom, spal zdjęcia swojej babci, wyrzuć wspomnienia…

Jak się jednak okazuje – nie wszyscy są ze swoich medalowych zdobyczy zadowoleni. W różnych dyskusjach przeczytałem, że są osoby, które z chęcią też by swoje medale sprzedały, wyrzuciły na śmieci lub oddały na złom. Jako argument podają, że najważniejsze są przecież wspomnienia. Dla mnie to taka typowa polska przekora połączona z pewnego rodzaju rozpasaniem – mam czegoś dużo, nie potrzebuję więcej, mogę nawet wyrzucić, tyle tego mam… Ja się pytam w takim razie – dlaczego nie nie puszczą z dymem swoich zdjęć rodzinnych z dawnych lat? Dlaczego nie wyrzucą do kubła ulubionych zabawek, którymi bawili się jako dzieci, a które niepotrzebnie zbierają kurz na strychu? Przecież najważniejsze są wspomnienia…

A jednak – trzymamy to wszystko aby pokazać przyszłym pokoleniom, może dzieciom, a może wnukom. A jeśli po 20 latach wnuk zapyta Cię o Twoje biegi z dawnych lat i będzie chciał zobaczyć Twoje pamiątkowe medale? Co mu odpowiesz? Tak Kubuś, każdy bieg był dla mnie bardzo ważny i każdy pamiętam jak dziś, ale medale z tych biegów po prostu wyrzuciłem. Trochę to trąci absurdem.

 

Obecne medale są coraz ciekawsze i często coraz bardziej kolorowe. Jeśli dla kogoś jest to złom, to świadczy to nie tylko o ignorancji, ale też braku szacunku wobec osoby, która taki medal zaprojektowała…

Medal? Nie dziękuję, nie będę również sikał ani jadł

Ok, ale zostawmy sentymentalny wymiar medali i skupmy się na ostatnim aspekcie. Niektórzy biegacze twierdzą, że woleliby nie otrzymać medalu na mecie, ale zapłacić wtedy za start np. 15-20zł mniej. Sęk w tym, że koszty medalu są w rzeczywistości znacznie niższe. No, ale ok – organizator zamawia mniej medali, ale wtedy płaci za nie więcej. Efekt będzie więc taki, że ci, którzy medali nie chcą zapłacą np. 7 złotych mniej, a ci, którzy medale chcą zapłacą tyle samo lub 1-2zł więcej (w zależności od tego ile osób z medali zrezygnowało). To naprawdę śmieszne koszty, a znając życie zamieszania narobiłoby się co niemiara. Na mecie trzeba byłoby ekspresowo weryfikować komu medal się należy, a komu nie. Już przy kilkuset uczestnikach naprawdę byłoby to dużym utrudnieniem połączonym z ograniczeniem płynności ruchu w strefie mety. Ten zapłacił za medal, a nie dostał. Ten medalu nie chciał, ale zobaczył jakie ładne i jednego zawinął. Dobrze wiemy jakie są realia.

Czy warto więc robić taka dywersyfikację? Absolutnie nie. To organizator ustala opłatę startową i gwarantuje w ramach niej różne świadczenia, a to czy ktoś z nich skorzysta zależy tylko od niego samego. Nie chce medalu? Niech nie bierze lub niech weźmie i komuś odda. Nie chce posiłku po biegu – niech nie je. Nie chce skorzystać z toi-toja, niech robi w krzakach. Biegacz kupuje usługę wraz z pakietem – wybiórcze traktowanie poszczególnych jego elementów może spowodować tylko niepotrzebny chaos.

Suwenir dostępny, ale nie dla każdego

To jak traktujemy nasze medale zależy tylko od nas samych – ja uważam, że jest to wspaniała pamiątka, a jak pokazuje rynek – skoro ludzie są gotowi przejechać nawet kilkaset kilometrów aby wystartować w fajnym biegu gdzie dużym magnesem jest atrakcyjny medal, to jest to nawet coś więcej niż tylko pamiątka. Na taki suwenir nie może sobie pozwolić każdy, trzeba na niego zapracować choćby minimalną kondycją, poświęcić swój czas, a często i niemałe pieniądze. I chociaż dla mnie najcenniejsze trofea, to puchary i statuetki, które zdobyłem za miejsca na podium, to mam nadzieję, że medale zawsze będą na biegach, bo to także dzięki nim coraz więcej osób rusza tyłek z kanapy i zaczyna biegać aby zdobywać swój własny złom z którego są później dumni i który motywuje ich do tego aby w tej biegowej pasji trwać jak najdłużej.

Komentarze Facebook

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here