Bywają na wielu biegach, zarówno dużych jak i małych – kameralnych. Na pierwszy rzut oka niczym specjalnym się nie wyróżniają. Startują zajmując często miejsca na podium lub kończąc z całkiem niezłymi czasami. Jedyne co ich odróżnia od innych biegaczy to fakt, że czasami w trakcie biegu znikają z trasy by… pojawić się kilka kilometrów dalej. Chwytają się też wielu innych, bezczelnych sztuczek. Bezwzględni w tym co robią, pozbawieni sportowego honoru i ambicji przesuwają w wynikach wielu biegaczy o jedną pozycję w dół.     O kim mowa? O biegowych oszustach, których raz po raz udaje się zdemaskować. Poznajcie najpopularniejsze oszustwa w bieganiu!

Amatorów biegania z roku na rok przybywa. I bardzo dobrze! Niestety wśród nich zdarza się coraz więcej czarnych owiec, które nie potrafią do sportu podejść z honorem. Na domiar złego problem bywa często bagatelizowany, zupełnie nie słusznie. Nie chodzi tu już tylko o zajmowane miejsca czy otrzymanie na mecie medalu, na który się nieuczciwie zapracowało. Coraz częściej w grę wchodzą pieniądze, które są do wygrania w różnych kategoriach. Zazwyczaj niewielkie, rzędu kilkuset złotych, ale nie o to chodzi – tutaj chodzi o zasadę i fundamentalne biegowe reguły fair play, które niektórzy znają tylko ze słyszenia.

bieganie przez las
Największe pole do popisu oszuści mają na małych, lokalnych biegach, w których duża część trasy jest niepilnowana przez nikogo. Niestety wielu to wykorzystuje. / fot.biegologia.pl

Magiczny progres

Gdy bardzo uważnie prześledzimy listy wyników na różnych dystansach zauważymy pewne nieprawidłowości, które niestety gubią się w gąszczu innych rezultatów. Przesiedziałem kiedyś całą noc w poszukiwaniu takich kwiatków i znalazłem co najmniej kilkanaście rezultatów, które budziły wątpliwości. Pewna pani ze Śląska biegająca półmaratony na poziomie 1:50 nagle uzyskuje rezultat 1:29 (na atestowanej trasie), w dodatku na zawodach, w którym zbiegiem okoliczności były dość wysokie nagrody finansowe za pierwsze miejsca w kategoriach wiekowych… Pani oczywiście w swojej kategorii wygrała, a z moich informacji wynika, że nagrodę również odebrała, nie wzbudzając niczyich podejrzeń. Inna zawodniczka biegająca z kolei maraton w czasie grubo powyżej 4 godzin, nagle uzyskuje rezultat 3:30 na górzystej trasie maratonu w Czechach. Podobnych przykładów jest naprawdę sporo, ale nie chcę opierać swoich domysłów na teoretycznych śledztwach. Prawda jest jednak taka, że tego typu oszustwa zazwyczaj wiążą się z perspektywą zdobycia nagrody finansowej – nawet jeśli jest niewielka to często jej wysokość rekompensuje przynajmniej koszty podróży, a to jak widać dla wielu wystarczający argument do tego, by oszukać.

 Oszustwo na: skracanie trasy biegu.

Jak to wygląda w praktyce?

Nie wszędzie da się to zrobić dlatego oszuści najczęściej wybierają trasy, których przebieg to ułatwia – np. jeśli ma kilka pętli lub przybiera kształt, w którym część trasy przebiega blisko drogi, którą będzie się biegło dopiero za kilka kilometrów, a do której można przedostać się jakimś skrótowym łącznikiem. Jeśli do tego taki skrót nie jest dostatecznie zabezpieczony przez służby obstawiające bieg, to po prostu hulaj dusza. Problemem dla oszustów bywają jednak współzawodnicy, jednak jak się przekonałem na jednym z dolnośląskich biegów i na to znajdują sposób. Biegłem wtedy w grupie biegaczy w tempie około 3:55/km. Biegł z nami również facet, który w trakcie dość nerwowo rozglądał się po okolicy. Nagle zatrzymał się i podbiegł w krzaki żeby się wysikać. Sęk w tym, że tylko udawał. Gdy nasza grupa pobiegła dalej obróciłem się i zobaczyłem jak ów facet zaczyna biec w boczną, leśną ścieżkę. Ponieważ wcześniej dokładnie przestudiowałem jak przebiega trasa wiedziałem, że był to łącznik, którym z 11 km można się było znaleźć na 14 km. Niestety mata pomiarowa była zlokalizowana na 15 km zatem system normalnie zarejestrował jego międzyczas. Oszust okazał się na tyle sprytny, że na macie pomiarowej pojawił się w czasie, który nie wzbudzał podejrzeń. W wynikach zanotowano zatem, że 5 km pomiędzy 10 a 15 km przebiegł w 19:15 czyli tylko nie znacznie szybciej od tempa w jakim  biegła nasza grupa. Nie chcę podawać jaki to był bieg aby ktoś nie wykorzystał tego pomysłu na trasie. Dodam tylko, że pan oszust stanął na podium w kategorii M40 inkasując 200 zł. Niewiele, ale biorąc pod uwagę, że na miejsce startu miał zaledwie 20 km to zysk miał prawie na czysto. Do dziś żałuję, że nie zgłosiłem tego faktu organizatorom, choć nie wiem czy cokolwiek by to dało skoro byłem jedynym świadkiem…

 

skok przez płot
Czasami wystarczy dobra znajomość topografii terenów wokół trasy by łatwo znaleźć skrót i… nadrobić nawet kilka kilometrów!

Oszustwo na – niepilnowany nawrót – pokusa nie do odparcia

Metod skracania trasy jest wiele. Jedną z nich jest również wykorzystywanie nawrotów, na których nikt nie pilnuje. W praktyce dość rzadko się zdarza aby takie miejsca były nieobstawiane – tak było m.in. w tym roku na Maratonie Jastrowskim. Gdy jednak taka sytuacja ma miejsce, to staje się niezwykle dużą pokusą dla oszustów. Niektórzy ze zmęczenia skracają zaledwie kilkadziesiąt metrów przed pachołkiem, inni bardziej przebiegli potrafią w ten sposób zaoszczędzić nawet kilka kilometrów – wszystko zależy oczywiście od miejsca rozgrywania zawodów, liczby uczestników oraz nagród. Sam kilkakrotnie byłem świadkiem takiego manewru. Raz dopuściła się tego pewna dość znana w środowisku i wiekowa biegaczka. Zauważyłem to i zgłosiłem organizatorowi – ten jednak nie zdyskwalifikował jej w obawie prze burzą jaką mogła wywołać, czyniąc z siebie ofiarę, a ze mnie oprawcę. Jak się okazało był to już któryś raz z kolei kiedy w taki bezczelny sposób oszukiwała. Rozwiązanie okazało się proste – w następnym roku tuż przed nawrotem pojawiła się mata pomiarowa z pracownikiem tej firmy. Problem zniknął jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki.

Pamiętam również pewien bieg na 5 km. Jeszcze 500m przed metą widziałem za swoimi plecami tylko jedną zawodniczkę (20letnią). Wbiegłem na metę z czasem 17:29, po mnie ta zawodniczka, jeszcze ktoś i nagle ni stąd ni zowąd dwie 13 letnie dziewczynki, z których jedna w czasie 17:54, a druga 18:05… Ich wyniki wśród wielu zawodników wzbudziły wątpliwości, zwłaszcza, że jeszcze rok wcześniej biegały w granicach 21-22 min. Wyniki jednak nie zostały anulowane. A gdzie dziewczynki były przez cały bieg? Tego już się nie dowiemy.

Oszustwo na : 10 pętli? A tam, zrobię 8…

Kolejna gratka dla miłośników niekonwencjonalnego oszczędzania energii to bieg rozgrywany na pętlach. Wystarczą już 2-3 pętle by oszustwem można było sobie wybiegać wynik czy kopertę z banknocikiem. Na pętlach oszukać jest bardzo łatwo. Trzeba tylko znać topografię trasy i jej okolic. Na pętlach często znajdują się punkty kontrolne – zazwyczaj maty pomiarowe, a czasami dodatkowo osoby spisujące numery startowe. Wystarczy więc tylko zameldować się na poszczególnych punktach w miarę realnym czasie a resztę pętli ściąć jakimś skrótem. Nic prostszego – wystarczy tylko dużo sprytu, dużo bezczelności i już można się cieszyć dobrym rezultatem na mecie. Tak postąpił jeden z moich kolegów (a raczej byłych kolegów), który nie mogąc przez wiele lat zabłysnąć wynikiem w maratonie, a biegając na poziomie 3:30-3:40, udał się na maraton rozgrywany na 10 pętlach po 4,2km i uzyskał wynik 2:58. Osobiście na oszustwie go nie złapałem, ale biorąc pod uwagę, że przez kolejne lata nigdy się do tego wyniku nawet nie zbliżył biegając cały czas ponad 30min wolniej, trudno uwierzyć w jego wiarygodność, tym bardziej, że na samym biegu nie było elektronicznego pomiaru czasu. Moim zdaniem najbardziej prawdopodobna wersja jest taka, że przebiegł po prostu 8 pętli czego organizatorzy nie zauważyli. No cóż całej prawdy już się nie dowiemy, ale wynik 2:58 w statystykach pozostał…

Oszustwo na: Atestowana trasa po chodniku i trawce

Pewną, choć na pewno mniej kłopotliwą formą oszustw jest również ścinanie chodnikami i trawnikami. Zyskuje się wtedy niewiele, ale czasami, zwłaszcza podczas półmaratonów i maratonów można zyskać nawet minutę sukcesywnym “łagodzeniem” zakrętów. Najgorszy w tym przypadku jest fakt, że w takiej sytuacji zaczyna często działać efekt domina, czyli gdy ktoś to zapoczątkuje – wszyscy biegnący za nim zaczynają robić to samo. Trudno wtedy zdyskwalifikować wszystkich, dlatego organizatorzy raczej tego nie robią. Choć jest to swego rodzaju mniejsze zło, to jednak warto mimo wszystko zachować zasady fair play i nie ciąć gdzie popadnie – zwłaszcza jeśli trasa ma atest, bo przecież chyba wszyscy wiemy, że atestator na rowerze nie jeździ po chodnikach i trawnikach, choć oczywiście (jak to w Polsce) mamy kilka tras, które w regulaminie mają zapis atest PZLA, a w praktyce okazuje się, że trasa w wielu miejscach prowadzi, nie tylko jezdnią. No cóż – taka sytuacja może nas wtedy usprawiedliwić.

Oszustwo na: Bliźniak z toj-toja

Samo skracanie trasy to niestety nie jedyny oszukańczy proceder na biegach. Niektórych ponosi taka fantazja, że można by na ich przykładzie opowiadać dowcipy. Na jednym z pierwszych poznańskich maratonów biegł pewien pan w wieku około 30 lat. Po 20km skorzystał Toitoia – wszedł tam spocony i zmęczony, by po niecałej minucie wyjść całkiem suchy i wypoczęty. Gdyby nie świadkowie, którzy to zauważyli można by przypuszczać, że ów mężczyzna w jakiś magiczny sposób się zregenerował załatwiając potrzebę fizjologiczną. Prawda okazała się jednak równie zaskakująca – zawodnik, który wyszedł z przenośnej toalety nie był tym samym, który do niej wchodził, ale… jego bratem bliźniakiem. W ten sposób drugą połowę dystansu nasz “bohater” pokonał w skórze swego brata. Jak się później okazało panowie przepięli po prostu numer startowy i chipa w toalecie i to był ich wspólny pomysł na uzyskanie dobrego wyniku. Jestem tylko ciekawy, który z nich jest z tego wyniku bardziej dumny. Zastanawiam się też co też by oni poczęli gdyby urodzili się jako bliźnięta syjamskie.

Oszustwo na: Chip na szybszych nogach

Dość modnym ostatnio sposobem na uzyskanie dobrego wyniku jest również… nie wystartowanie wcale. Jak więc to możliwe? Nic prostszego – wystarczy, zapisać się na bieg, odebrać numer startowy, chip i to wszystko przekazać szybszemu koledze, który wykona całą robotę za Ciebie. Proste i jakże puste… Jak bowiem można czerpać jakąkolwiek satysfakcję z wyniku, który nie jest Twój? No, ale przecież można się potem pochwalić przed znajomymi, wrzucając link do wyników na fejsa… Tego typu oszustwo jest jednak stosunkowo łatwo wykrywalne – wystarczy przejrzeć zdjęcia z danej imprezy i zobaczyć czy osoba biegnąca z danym numerem to rzeczywiście ta. W tym roku było już kilka takich przypadków, m.in. na półmaratonie w Poznaniu oraz maratonie w Łodzi i Warszawie. Internauci sami to oszustwo wykryli jednak nie słyszałem o przypadkach dyskwalifikacji. Jak zatem widać, w tym przypadku obok samego wyniku, liczy się również prestiż imprezy. Na małych lokalnych biegach by to raczej nie przeszło.

 

oszust biegowy
Plany biegowych oszustów są dopracowywane już na starcie. Potem wystarczy tylko znaleźć odpowiedni moment i… wynik zrobi się za nas.

Oszustwo na: Maratończyk – miłośnik komunikacji miejskiej

Myślicie, że najszybszym biegaczem na świecie jest Usain Bolt? Nic bardziej mylnego. Najszybszy jest pewien mieszkaniec Poznania, który podczas 5 Maratonu Poznańskiego, 3km pokonał w niecałe 4 minuty. Ten maratończyk wpadł bowiem na pomysł, że skoro biegnie się długą prostą na ul. Warszawskiej, a wzdłuż trasy jedzie tramwaj, to warto z niego skorzystać. W ten sposób zaoszczędził zapewne około kilkunastu minut. Na szczęście gdy wysiadał zauważył go biegacz, który zszedł z trasy i zgłosił ten fakt organizatorom. Miłośnik komunikacji miejskiej został zdyskwalifikowany i jedyne czego można żałować to, że podczas swojej kilkuminutowej podróży nie trafił akurat na kanarów, ponieważ z relacji opowieści jednego z pasażerów, wynikało, że biletu nie skasował.

Oszustwo na: Kochanie może Cię podwieźć?

Co jednak zrobić gdy bieg odbywa się za miastem, a w pobliżu nie ma żadnych środków komunikacji? Wtedy trzeba sobie transport załatwić samemu. Na taki pomysł wpadł pewien biegacz podczas odbywającego się kilka lat temu Visegrad Maratonu. Ponieważ trasa tam jest niezwykle wymagająca z bardzo licznymi podbiegami, jeden z uczestników zatrudnił do pomocy swoją żonę, która go podwiozła i wysadziła 2km przed metą. Pan samochodzik wbiegł na metę unosząc ręce w geście triumfu jakby chciał powiedzieć – właśnie zrobiłem w ch..a kilkuset biegaczy. No cóż – nie każdy ma szlachetność i honor we krwi. Niektórzy zrobią wszystko by poczuć się zwycięzcami, nawet jeśli na to zwycięstwo nie zasługują.

podium na biegu
Podium to zawsze powód do dumy, bez względu na kategorię. Najważniejsze jednak by wskoczyć na nie uczciwie. (fot.debno.pl/zdjęcie symboliczne, nie dot. treści)

Oszustwo na: 60 latek na podium w M70

Dla niektórych zawodników pokusa zajęcia miejsca na podium w kategorii wiekowej jest tak duża, że uciekają się oni również do innych metod. Jedną z nich jest podawanie błędnej daty urodzenia w celu zapisania się na liście startowej w kategorii, w której się nie jest. Pewien mieszkaniec Śląska czyni to regularnie, co skutkuje tym, że staje na podium w kategorii M70 mimo, że jeszcze 70 roku życia nie ukończył. Wiele osób wie kim jest ten oszust i nieraz go zdemaskowano. On sam udaje biednego, nic niewiedzącego dziadka, które rzekomo ktoś inny zapisuje na biegi i stąd te niejasności. Być może ktoś by w tę bajkę uwierzyć, gdyby nie fakt, że gdy spiker wywołuje go na dekorację, to bez oporów staje na podium i odbiera nagrodę, która mu się nie należy. A przecież mógłby poinformować organizatora o tym błędzie. Mógłby, ale wtedy nie wróciłby do domu z pucharem i nagrodą. Takie zachowanie jest obrzydliwe i strasznie krzywdzące innych 70 latków, którzy uczciwie walczą o miejsce na podium. Podobnych przykładów jest więcej, ale mają wspólną cechę – prawie zawsze dotyczą osób, które swoich szans na zdobycie pucharu upatrują w niższej lub wyższej kategorii.  Dlatego też organizatorzy powinni bezwzględnie weryfikować wszystkie osoby, które się zapisały na bieg. Trochę to dziwne, że takie przypadki w ogóle mają miejsce, bo i tutaj mamy przecież do czynienia ze sztucznym sukcesem. Jaką można mieć z tego satysfakcję? Trudno zrozumieć…

 

Oszustwo na: Numery z numerami

Chciałbyś wystartować w biegu, ale nie bardzo chciałbyś za niego zapłacić? A może po prostu chcesz pobiec w wielkim maratonie, ale nie wylosowano Cię? To już nie problem. I na to są sposoby. Pierwszy najbardziej popularny to oczywiście start “na dziko” czyli bez numeru startowego. Zasadniczo szkodliwość takiego czynu jest znikoma, o ile taki delikwent nie korzysta z punktów odżywczych oraz nie poczęstuje się medalem na mecie. Niestety bywają osoby, które startowego nie płacą, a pomimo tego korzystają ze wszystkich udogodnień jakie zapewnił organizator. To już nie jest w porządku i nie powinno być tolerowane.

W USA podczas tegorocznego maratonu w Bostonie, czworo zawodników poszło jeszcze o krok dalej i do oszustwa  wykorzystali… skaner i drukarkę! Jak to zrobili? Po prostu znaleźli na facebooku zdjęcie numeru startowego pewnej uczestniczki, która już odebrała pakiet i chciała się owym numerem po prostu pochwalić. Sprytny kwartet zeskanował więc fotkę i wydrukowali dla siebie po jednym. Skutek tego był taki, że na trasie maratonu pojawiło się w sumie 5 zawodników z numerem 14285 – czwórka cwaniaków i oszukana przez nich Kathy Brown. Sprawa wydała się dzięki serwisowi foto, w którym można było odnaleźć zdjęcia, na których się zostało uchwyconym właśnie przy pomocy wpisywania swojego numeru startowego. Jakież musiało być zdziwienie Kathy gdy po wpisaniu swojego numeru zobaczyła 4 innych zawodników. Wrzuciła więc ich zdjęcia na portal społecznościowy by namierzyć kim są. W sieci zawrzały dyskusje na ten temat, odezwali się również inni poszkodowani, a całą aferę nazwano Bibgate (ang. bib – numer startowy). Boston Maraton kusi swoją niepowtarzalną atmosferą, rozmachem organizacyjnym i prestiżem. Marzy o nim wielu zawodników z całego świata. Niektórzy jednak swoje marzenia spełniają oszustwem.

oszuści biegowi boston
Czterech biegaczy – ten sam numer? To możliwe! Wystarczy skaner, drukarka i brak skrupułów…

Oszustwa w bieganiu – Mała szkodliwość społeczna?

Wydawać by się mogło, że opisane przeze mnie wyżej działania raczej nikogo specjalnie nie krzywdzą. Oczywiście cierpią na tym zawodnicy, którzy przez takie zachowania spadają w klasyfikacji generalnej lub wiekowej. Najbardziej jednak dotyka to tych, którzy walczą o miejsca na podium czy to w klasyfikacji OPEN czy też w kategoriach wiekowych. Jak wiemy oprócz pucharów czy dyplomów częstymi nagrodami są również pieniądze lub jakieś nagrody rzeczowe. Wielu zawodników i zawodniczek biega z zamysłem zdobycia takiej właśnie nagrody. Jeżeli zatem na podium staje oszust spychając kolejnego zawodnika na niższe miejsce lub nawet poza podium wówczas nie jest to już nic innego jak tylko kradzież. W końcu pieniądze należące do uczciwego biegacza trafiają w ręce kogoś innego. Trudno nazywać to inaczej i nie sposób się na to godzić. Pytanie tylko co my możemy zrobić w tej sprawie?

Przede wszystkim trzeba bezwzględnie informować organizatora o wszystkich oszustwach jakie zauważymy w trakcie biegu. Im wcześniej taka informacja do niego dotrze, tym sprawniej będzie można zdyskwalifikować delikwenta. Czyjeś skracanie trasy nie ma wpływu na Twój wynik, a dla większości biegaczy jest również mało istotne, ponieważ i tak nie biegną na określone miejsce. Trzeba jednak pamiętać, że spora grupa walczy o jak najlepsze lokaty i przez takich oszustów potrafi ucierpieć wielu uczciwie walczących biegaczy. Dlatego też zamiatanie problemu pod dywan nie jest dobrym rozwiązaniem. Trzeba być uważnym, bo bieganie to już nie tylko zdrowa aktywność, ale i pewien prestiż, którego coraz więcej osób chce doświadczyć biegnąc na skróty.

Komentarze Facebook