Proszę przestać biegać – czyli biegacz u lekarza

0
kontuzja czyli biegacz u lekarza

Przychodzi biegacz do lekarza, a lekarz mu mówi – musi pan przestać biegać. Brzmi to trochę jak dowcip rodem z czarnego humoru, ale takie są nasze polskie realia. Lekarzom najłatwiej jest postawić diagnozę, przepisać tabletki lub jakieś zabiegi i… zalecić niebieganie. Argumenty są przeważnie absurdalne i dotyczą rzekomej szkodliwości biegania. Są lekarze, którzy od lat uparcie twierdzą, że bieganie jest niezdrowe, że niepotrzebnie obciąża serce, a nawet, że… skraca życie. Co wtedy powinien robić biegacz u lekarza? Pozostaje tylko usiąść i zapłakać lub lepiej – zmienić lekarza.

Wielu naszych czytelników skarży się, że przy byle jakiej kontuzji lekarze zalecają im przestać biegać. To bardzo powszechna praktyka, która przyprawia o mdłości coraz więcej biegaczy. Bywają sytuacje, że przy całkiem błahych problemach związanych np. ze zwykłym przeciążeniem – lekarz bez pardonu stwierdza, żeby odpuścić sobie, lepiej na stałe przesiąść się na rower, a bieganie zostawić młodszym. Co ciekawe – tak idiotyczne zalecenia, niejednokrotnie słyszeli nasi czytelnicy mający zaledwie po czterdzieści parę lat!

Dość powszechną praktyką lekarską jest również sugestia aby zminimalizować wysiłek fizyczny, tudzież bieganie w przypadku posiadania np. astmy. Jest to w pewnym sensie kopanie leżącego, bo nie od dziś wiadomo, że przy odpowiednim zachowaniu określonych zasad biegać z astmą można, a nawet trzeba, bo dzięki temu jej skutki są znacznie mniej odczuwalne. No cóż – palącego papierosy lekarza made in PRL nie przekona nawet fakt, że z astmę biega sam Haile Gebrselassie – zresztą, kto to taki?

Jedna z naszych czytelniczek – Ania, tak relacjonuje swoją wizytę u lekarza:

Miałam swego czasu problem z obniżonym poziomem żelaza. Był to wynik dość obfitych miesiączek i niezbyt dobrej diety. Udałam się więc do lekarza, który po przebadaniu mnie i obejrzeniu wyników krwi przepisał tabletki, nakazał jeść dużo szpinaku i na deser – przestać biegać, bo całe żelazo mi się z organizmu wypłucze. Gdy powtórzyłam to lekarzowi sportowemu – ten parsknął śmiechem i nakazał jeszcze tego samego dnia iść na trening.

 Z kolei Krysia tak opisuje wizytę u pani kardiolog:

W trakcie badań kardiologicznych usłyszałam, że mam całkiem zdrowe serducho. Jednak pani doktor dodała, że przecież nie mam ani 20-stu ani 30-stu lat i maraton to już całkowicie powinnam wykluczyć z moich marzeń, nawet 10 km to dla mnie za długi dystans… Ale przecież jestem zdrowa! Pani doktor wyglądała na co najmniej 80 lat. Po wizycie przebiegłam prawie 15 km… nadal biegam i nie mam zamiaru przestać:)

 

biegacz u lekarza do jakiego iść
Biega Pan??? No to niestety, ale będzie trzeba przestać. Szkoda zdrowia, Panie!

 

Najbardziej zaskoczył nas jednak przykład Dawida, który leczył się w klinice bezpłodności:

jego lekarz – otyły facet, po 50, śmierdzący papierosami stwierdził, że jedną z przyczyn jego problemów może być aktywność (Dawid biegał rekreacyjnie 3-4 razy w tygodniu po 12-13km). Taka porada to najzwyklejsza w świecie niedźwiedzia przysługa, bo przecież każdy z nas wie, że umiarkowana aktywność fizyczna ma jak najbardziej pozytywny wpływ na sprawność seksualną i wszystko co z nią związane. No chyba, że dotyczy to zawodowych sportowców, ale to już inna bajka.

Wśród herezji głoszonych przez “specjalistów” znane nam są jeszcze takie jak:

  • nie można biegać z cukrzycą
  • bieganie niszczy stawy
  • bieganie powoduje płaskostopie
  • bieganie powoduje problemy żołądkowe
  • bieganie pogarsza wzrok
  • bieganie obniża odporność

Nie będziemy Was zasypywać dziesiątkami, równie idiotycznych przykładów, bo sami na pewno spotkaliście się z podobnymi sytuacjami, w którym niebieganie miało być panaceum na wszelkie dolegliwości. Jak jednak widać – gdyby lekarze mieli racje to statystyczny biegacz musiałby być niedowidzącym i bezpłodnym platfusem z nieustanną sraczką.

Uwaga: czasami kontuzja czy uraz jest tak poważny, że dalsze bieganie rzeczywiście nie miałoby sensu lub należałoby sie wstrzymać na dłuższy czas. Na ogół jednak sugestia rezygnacji z biegania nie jest poparta rozsądnymi argumentami i wynika z niewłaściwego podejścia do tematu.

Jakiego lekarza wybrać?

Punkt leczenia zależy więc od punktu siedzenia. Lekarze, którzy na co dzień mają do czynienia z chorowitymi emerytami, których jedyną aktywnością jest wyjście na ryneczek nie mają doświadczenia potrzebnego do pomocy biegaczom. Tutaj bowiem sytuacja wygląda inaczej, ponieważ gdy biegacz idzie do lekarza, to na ogół ma on dolegliwość związaną z bieganiem, przetrenowaniem czy kontuzją. Gdy do lekarza idzie emeryt – to jest odwrotnie. Przyczyną jest wtedy w większości przypadków brak ruchu i wynikające z niej, nawarstwiające się choroby. Cukrzyca, nadciśnienie, cholesterol, problemy z sercem, można by długo wymieniać. Dość logicznym wydaje się więc fakt, że takim osobom lekarz nie poleci wtedy dużej dawki ruchu, bo skończyłoby się to w erce lub na cmentarzu. Niestety duży udział procentowy tego typu pacjentów powoduje, że lekarz zaczyna generalizować traktując na równi zdrowego biegacza z naciągniętym Achillesem ze starym, otyłym palaczem z tysiącem różnych chorób.

 

biegacz u lekarza najlepiej biegacza
Idealnym lekarzem dla biegacza byłby pewnie taki, który nie dość, że się zna, to sam również biega. Na szczęście oprócz lekarzy made in PRL – są również tacy, świecący przykładem.

 

Jak się leczyć, to tylko u lekarza sportowego

Niestety dobrego lekarza, który będzie potrafił leczyć jednych i drugich – ze świecą szukać, dlatego też biegacze powinni ze swoimi dolegliwościami udać się do lekarza sportowego, najlepiej takiego, który sam ma do czynienia z biegaczami, a jeszcze lepiej do takiego, który sam biega. Będzie on znacznie lepiej rozumiał nasze problemy, zasugeruje ewentualną pauzę od biegania, ale raczej na pewno nie odeśle nas z kwitkiem, stwierdzając żebyśmy lepiej wybrali szachy. W tym celu przed udaniem się do specjalisty, warto poszperać po sieci i zasięgnąć opinii innych biegaczy, którzy znają prawdziwych, sportowych lekarzy. Niestety często wiąże się to ze sporymi kosztami, ale takie są nasze polskie realia – chcesz się dobrze leczyć, musisz dobrze zapłacić. Dobrze jest jednak zainwestować w lekarza, który nam pomoże, a nie zacznie gadać farmazony o szkodliwości biegania.

Lekarze w Polsce to niestety w wielu przypadkach osoby, które na studiach wykuły wiedzę, jakoś pozdawały egzaminy i dzięki znajomościom – zostali obsadzeni na stołkach w prywatnych klinikach, przychodniach i szpitalach. Wielu z nich coś tam wie, ale samemu nie stosuje żadnej profilaktyki zdrowotnej. Wielu lekarzy nie uprawia żadnego sportu ani nawet nie stosuje rekreacji ruchowej w stopniu choćby minimalnym. Czy wobec takiego podejścia można spodziewać się, że taki totalny antysport pomoże biegaczowi? Marne szanse. Stąd też najczęstsze zalecenia dla biegaczy – przestać biegać. To jest jednka zamiecenie problemu pod dywan i jest to trochę tak jakby skarżącemu się na wzdęcia pacjentowi zalecono całkowite zaprzestanie jedzenia. No cóż – porównanie może dosyć dosadne, ale taka jest prawda – dla nas biegaczy, bieganie to jak jedzenie, spanie czy oddychanie. Niestety lekarze często myślą inaczej. Przynajmniej ci, którzy częściej mają do czynienia ze schorowanymi emerytami niż z biegaczami.

Dlatego – wybierajmy lekarzy świadomie i nie oddawajmy się w niefachowe i niesportowe ręce osób, które idąc na łatwiznę – w ciągu kilku minut odbiorą nam nadzieję na realizację kolejnych biegowych marzeń.

Komentarze Facebook