Rozmowa z facetem, który nienawidzi biegania

0
Zmęczona biegaczka odpoczywa po treningu regeneracja

Każdy z nas spotkał się kiedyś z niezbyt sensownymi pytaniami typu – po co Ty w ogóle biegasz, co Ci to daje, po co to robisz skoro nie wygrywasz, itd. Oczywiście w większości z nas krew się wtedy zaczyna gotować, ale zupełnie niepotrzebnie – na głupie pytania wcale nie trzeba udzielać głupich odpowiedzi. Wystarczy wcześniej przemyśleć co odpowiedzieć na wypadek niespodziewanego “ataku” brzuchatego wujaszka lub “serdecznego” kolegi z pracy, który zazdrości Ci pasji, ale wciąż próbuje wbić szpilę.

Przedstawiam Wam rozmowę, która bardzo mi utkwiła w pamięci, a którą kiedyś odbyłem z kolegą bardzo negatywnie nastawionego do biegania. Nienawidził go wręcz, uznawał za nudne i pozbawione sensu. Zawsze robił mi przytyki, a pewnego razu zadał serię pytań z którymi przyszło mi się zmierzyć. Przeczytaj tę rozmowę dokładnie, a przy okazji kolejnych tego typu rozmów nie będziesz musiał się martwić co odpowiedzieć aby uzmysłowić Twojemu rozmówcy, że to Twoje bieganie to całkiem normalna rzecz. Nie musisz oczywiście cytować moich wypowiedzi, ale możesz się śmiało nimi podeprzeć.



TP – Tomek Peisert czyli po prostu ja

KS – Kolega Szyderca

 

KS – Powiedz mi po co Ty w ogóle biegasz? Przecież to takie nudne.

TP – Biegam dla siebie, bo sprawia mi to kupę frajdy. Dodatkowo jest to zdrowa aktywność więc z logicznego, a nawet ekonomicznego punktu widzenia bieganie się opłaca. Oszczędzam czas, który spędziłbym stojąc w kolejce do lekarza, oszczędzam pieniądze, które musiałbym wydawać na leki no i oszczędzam sobie stresu, bo już po kilku kilometrach biegu każdy problem wydaje mi się błahostką.

KS – No dobra, ale przyznasz, że jest to mega nudne. Biegniesz 2 godziny i o czym wtedy myślisz?

TP – Jeśli zastanawiasz się o czym można myśleć przez 2 godziny biegu, to musisz się cholernie nudzić sam ze sobą. Ja lubię rozmawiać ze swoim wewnętrznym ja, snuć plany, analizować, marzyć czy wspominać. Po to mamy w głowie ponad 20 miliardów neuronów aby z nich korzystać. Tak więc jeśli mam do przemyślenia wiele różnych spraw, to po co mam wtedy siedzieć w fotelu i nic nie robić? Po 2 godzinach biegania wracam do domu z głową pełną pomysłów, jestem dotleniony i mam spalone 2 tysiące kalorii dzięki czemu mogę zjeść sobie pizzę bez obawy, że przytyję. A właśnie, zapomniałem – w trakcie biegania myślę też o jedzeniu.

KS – Ale przecież są inne sporty – pływanie, piłka nożna, siatkówka. To czemu akurat nudne klepanie kilometrów?

TP – Oczywiście, są inne sporty i fajnie, że zawsze można wybrać coś dla siebie. Z bieganiem jest często tak, że to nie Ty je wybierasz, ale ono Ciebie. I tak było ze mną – kiedyś po prostu zacząłem biec, bo nudził mnie kolejny spacer do Morskiego Oka. Dobiegłem pod samo schronisko i to był właśnie ten moment kiedy wiedziałem, że chcę to robić, bo fajnie się po tym czuję.

KS – Jak się można fajnie czuć będąc zmęczonym?

TP – Nie będę Ci robił wykładu o endorfinach i tym wszystkim co się dzieje fajnego z człowiekiem po solidnym treningu. Idź kiedyś pobiegać w upalny, letni dzień. Wróć do domu, weź prysznic i usiądź pod drzewem w cieniu, weź sobie kufel zimnego piwa, weź łyka, zamknij oczy i wsłuchuj się w śpiew ptaków i wiatr, który kołysze koronami drzew. Pewnie wtedy zrozumiesz.

KS – Tak samo mogę zrobić po całodniowym układaniu kostki brukowej lub rąbaniu drewna.

TP – Oczywiście, że tak. Grunt żeby się solidnie styrać – wtedy jest naprawdę bosko.

KS – A nie boisz się, że Ci stawy siądą, że złapiesz jakąś kontuzję?

 

 

TP – Wyobraź sobie, że masz w  garażu dwa samochody. Jednego nie używasz prawie w ogóle, a drugim jeździsz kilka razy w tygodniu. Przez 10 lat eksploatacji zdarzały się awarie, które na bieżąco usuwałeś. Po 10 latach planujesz długą podróż na południe Europy – które auto będzie się do tego bardziej nadawać? Organizm człowieka jest jak samochód – potrzebuje rozruchu, paliwa i rozsądnej eksploatacji, wtedy działa jak należy. A teraz najlepsze – bieganie wzmacnia mięśnie i stawy więc jak się kiedyś obaj przewrócimy, to może być tak, że ja nic sobie nie zrobię, a Ty skończysz z nogą w gipsie.

KS – Chyba, że ja będę po pijaku, wtedy upadnę miękko i nic mi nie będzie. No ok, przyjmijmy, że to Twoje bieganie jest rzeczywiście takie super, ale po co w takim razie startować w zawodach skoro nie ma się szans na wygraną?

TP – Cieszę się, że zadałeś to pytanie. Ono jest potrzebne aby zrozumieć fenomen biegania. Czy masz wśród znajomych kogoś kto w latach młodości grał w piłkę nożną, siatkówkę czy w kosza i teraz ma 60-70 lat i nadal to robi z pasją i zaangażowaniem? Pewnie nie, bo bardzo mało jest takich osób. Bieganie to aktywność, która daje satysfakcję bez względu na wiek, płeć i poziom jaki się prezentuje. Dlatego też zawody biegowe mają formułę otwartą i każdy może wziąć w nich udział żeby się sprawdzić.

KS – No, ale to trochę przykre biegać ze świadomością, że nigdy się nie wygra.

TP – Ty aktualnie pracujesz w branży IT, prawda?

KS – No tak i co z tego?

TP – Prawdopodobnie nigdy nie będziesz pracował w Dolinie Krzemowej, nie będziesz też drugim Stevem Jobsem więc po co pracujesz?

KS – No, bo daje mi to satysfakcję i kasę

TP – No i nam tak samo. Kasy wprawdzie nie przynosi (no może poza oszczędnością tej, którą wydawalibyśmy na leki), ale czy wszystko trzeba robić tylko dla pieniędzy?

KS – Ja słyszałem, że biegacze są maniakalni i upierdliwi. Jadą do kogoś na kilka dni i od razu muszą sobie znaleźć w okolicy miejsce do pobiegania, bo nie mogą odpuścić treningów.

TP – A ja słyszałem, że sprzedawcy ryb są zamknięci w sobie i cyniczni. Po co generalizować? A co do szukania miejsc do biegania, cóż – jak pojedziesz do kogoś, to pewnie chciałbyś od razu wiedzieć gdzie możesz skorzystać z toalety, zjeść coś czy przespać się. Tak samo my – dla nas bieganie jest naturalnym elementem naszego życia. Nie ma tu żadnej filozofii, tam gdzie jesteśmy tam po prostu biegamy – tyle.

KS – Czyli to jednak uzależnienie?

TP – Zdecydowanie i chyba jedyne z którego można być naprawdę dumny i jedyne, które nie szkodzi tylko pomaga.

Na sam koniec dodam pewną ciekawostkę – kolega biega od 3 lat, aktualnie planuje w przyszłym roku zrobić Koronę Półmaratonów, a w 2019 roku przebiec swój pierwszy maraton. Morał z tej rozmowy jest zatem prosty i wszystkim świetnie znany – nigdy nie mów nigdy i przede wszystkim – nie krytykuj czyjejś pasji zanim sam nie spróbujesz.

 



 

 

Komentarze Facebook