Szanuj biegacza wolnego jak siebie samego!

0

Niektórzy biegacze mają pewną niezbyt przyjemną cechę – nie szanują wolniejszych od siebie. Niestety – sporo takich osób spotkałem na swojej drodze w życiu i za każdym razem pozostawał jakiś dziwny niesmak. Jeden z nich biegał 3:30 w maratonie i głośno komentował, że jak w ogóle można biegać maraton w 5 czy 6h. Inny z kolei regularnie łamał 2:40 często stając na podium – on z kolei uważał, że limit w maratonie powinien być maksymalnie 3:30, bo wszystko co powyżej to już nie jest bieganie…

Szanuj biegacza wolnego!

To wszystko to jakaś paranoja – przecież bieganie powinno nas scalać, a nie dzielić. Każdy biegacz powinien szanować wyniki i starania innych, bo przecież każdy z nas ma inne predyspozycje, inne możliwości treningowe, inną sytuację finansową czy rodzinną. Niektórzy borykają się z ogromnymi kłopotami, a mimo to biegają – chce im się wyjść i w swojej szarej codzienności znaleźć chwilę by odreagować i spróbować znaleźć drogę rozwiązania swoich problemów lub chociaż na chwilę – zapomnieć o nich.

Takie osoby niekoniecznie mają możliwości by się rozwijać sportowo, ale chcą biegać, chcą startować i współtworzyć ten barwny biegowy świat – po co więc deprecjonować ich starania i stwierdzać, że ich bieganie jest nic nie warte?

Dla mnie maraton to niecałe 3 godziny wysiłku i cieszy mnie to, że potrafię to zrobić w takim czasie, ale cały czas mam w oczach sceny gdy wracałem już po maratonie do domu, brałem prysznic i wracałem na metę popatrzeć jak kończą biegacze między 5, a 6 godziną. Często w strugach deszczu – zmoknięci, wychłodzeni, ale szczęśliwi, że udało im się pokonać swoje wewnętrzne słabości. I choć zawsze podziwiałem najszybszych biegaczy i marzyłem by im dorównać, to dla mnie właśnie ci najwolniejsi byli zawsze największymi bohaterami – ci, których zmagania trwały przecież tyle godzin. To oni zasługują na największe oklaski, bo często ich starty to jedna wielka niewiadoma czy uda się w ogóle skończyć w limicie czasu. Ich radość na mecie potrafi wzruszyć do łez. Ja mogę wstać o 2 w nocy i przebiec maraton. Dla wielu jest to jednak ogromne wyzwanie, któremu próbują stawić czoła.  I dlatego właśnie przykro się robi słuchając wywodów tych, którzy mienią się ścigaczami, chociaż wcale nimi nie są – wywody o tym jak to można tyle godzin biec maraton, że oni by się zanudzili na śmierć, itp. Takie gadki są naprawdę pozbawione sensu i świadczą o bardzo powierzchownym podejściu do sportu. Dla mnie i dla wielu biegaczy motywacją jest coraz szybsze bieganie i wysokie miejsca na zawodach – sam nie wiem czy miałbym takie chęci gdybym biegał maraton w 5-6h. Dlatego tak bardzo podziwiam tych wszystkich, którzy mimo perspektywy tak długiego biegu – startują i nie poddają się.

 

Boston Herald Media

 

Maraton stał się popularny, czasami wydaje mi się, że aż za bardzo – przez co bardzo spowszedniał. W oczach wielu to już nie jest żaden wyczyn tylko jakieś tam małe wyzwanie do zaliczenia. Mam jednak styczność z wieloma osobami, które wciąż nie mają odwagi by na takim dystansie wystartować. W niedawnej rozmowie z jedną z początkujących biegaczek usłyszałem takie słowa – “marzy mi się przebiec maraton – choćby w 5 czy 6h, ale słyszałam, że tyle biec maraton to wstyd”. Szybko wyprowadziłem ją z błędu uświadamiając, że wstyd to nie robić nic i wyśmiewać się z kogoś kto biega wolniej – przecież nam wszystkim daleko do najlepszych, nawet nasi czołowi maratończycy biegają wolniej od światowej elity, ale… starają się, robią co w ich mocy aby wypaść jak najlepiej. Każdy kto ma w ogóle odwagę stanąć na starcie zasługuje na szacunek, bo w obecnych czasach – aktywność to skarb i powód do dumy.

Życie pisze różne historie, wielu z nich nie znamy, nie wiemy co spotkało ludzi, którzy biegają najwolniej – może są po jakichś ciężkich chorobach, może przez całe życie się lenili, bo mieli bardzo złe wzorce rodziców, a może po prostu brakuje im motywacji i wiary w siebie? Tak czy siak – oni również mają prawo do startu i rywalizacji. Biegi długodystansowe już od wielu lat są otwarte na amatorów, a czasy gdy były tylko przywilejem najszybszych na szczęście dawno minęły. Teraz biegać może każdy i coraz więcej osób to robi – choćby biegli na końcu stawki nie naśmiewajmy się z nich, ale wspierajmy dobrym słowem i energetycznymi oklaskami.

Ci, którzy się naśmiewają nie mają chyba świadomości, że nawet jeśli teraz biegają grubo poniżej 3h to kiedyś nastąpi taki moment, gdy zacznie im z biegiem lat spadać forma, a wraz z nią – wyniki. Wtedy nie będzie już życiówek, a walka o jak najmniejszy regres. Zacznie się bieganie w 3:30, 4h, a na starość może i nawet 5. I wtedy tacy delikwenci staną twarzą w twarz z tymi, z których kiedyś się wyśmiewali. Sam mam tego świadomość i już teraz wiem, że chyże bieganie poniżej 3h kiedyś się skończy, a ja dołączę do tych, którzy teraz biegają znacznie wolniej. I nie będzie mi z tego powodu wstyd, bo dalej będę w tym samym, biegowym świecie – z tymi samymi, pozytywnymi ludźmi, tylko dłużej. Czas to tylko cyferki – emocje i wspólna pasja to życie. Warto o tym pomyśleć i następnym razem zamiast szyderczego uśmiechu skierowanego w stronę najwolniejszych – unieść kciuk w górę i krzyknąć dobra robota. Oni tego potrzebują najbardziej.

 

Komentarze Facebook