Największy błąd amatorów biegania

0

“Witajcie,  wczoraj pobiłam swój rekord! Udało mi się pobiec 5km w 32min! Jestem szalenie dumna, bo to dopiero mój czwarty trening w życiu. Jest dobrze. Może za tydzień uda mi się pobiec poniżej 30min, trzymajcie kciuki!”

Takich i podobnych wpisów można znaleźć w sieci bardzo wiele, a pod nimi oczywiście kciuk za kciukiem i pochwały niczym peany od innych nieświadomych biegaczy. Dla wielu takie podejście to dowód super motywacji, konsekwencji i pokonywania kolejnych barier. Dla tych, którzy chociaż trochę się na bieganiu znają to nic innego jak tylko spontaniczna bezmyślność i nieumiejętne podejście do treningów.

 

Kolejny bieg, kolejny rekord

Wielu amatorów już od pierwszego wyjścia na trening, traktuje je jako codzienne sprawdziany formy. Ileż to razy słyszy się, że ktoś kto ma przeznaczoną 1h na trening stara się ją wykorzystać jak najlepiej. I co robi? Ciśnie ile wlezie aby nabiegać w tym czasie jak największą liczbę kilometrów. Potem tylko wrzutka z endomondo do sieci i już można błyszczeć przed znajomymi, że wykonało się kolejny świetny trening. Od razu podkreślam, nie widzę niczego złego w pochwaleniu się swoim biegiem przed znajomymi w Internecie, ale radość z bicia kolejnych rekordów na treningach jest zupełnie bezpodstawna. Dlaczego? Dlatego, że to nie jest w ogóle perspektywiczne działanie. Logicznym wydaje się fakt, że nikt z nas nie jest w stanie bez końca bić życiówki na treningach. W końcu organizm odmawia już dalszej współpracy i wtedy zaczynają się schody, przetrenowanie, a w najgorszym przypadku – kontuzja.

 

Nie dam rady przebiec więcej niż 5km!

Takie zachowania amatorów wynikające przede wszystkim z niewiedzy są powodem częstych stwierdzeń typu: ja nie dam rady przebiec więcej niż 5km, bo potem brakuje mi już sił. Z trenerskiego i fizjologicznego punktu widzenia jest to jednak bzdura. Jeśli człowiek może przebiec 5km to może i 10 i 15 i więcej. Musi tylko przestrzegać podstawowej zasady aby nie bić kolejnych rekordów na treningach. Wiele razy spotykałem się z takimi sytuacjami. Kiedyś widziałem początkującego biegacza z lekką nadwagą biegnącego w tempie około 5min/km. Gdy się z nim zrównałem i zapytałem czy nie za szybko biegnie – stwierdził tylko, że ma 40min na trening i chce je jak najlepiej wykorzystać ten czas. Po około 500m zatrzymał się i przeszedł do marszu, przeszedł może 200-300m i znowu zaczął biec. Gdy kończył swój trening, spotkałem go przy światłach i spytałem ile udało mu się nabiegać – okazało się, że zrobił zaledwie 6,5km. To bardzo mało biorąc pod uwagę, że gdy go spotkałem biegł 12km/h – powinien więc pokonać około 8km. Niestety to tempo było dla niego za wysokie i co chwilę musiał przechodzić do marszu. Postanowiłem mu pomóc i kolejnego dnia poszliśmy na trening razem. Tym razem biegliśmy już po 6:30/km. Koledze wydawało się bardzo wolno, ale dzięki temu po raz pierwszy w życiu przebiegł ponad 10km bez zatrzymania się. Wniosek? Powolne tempo biegu jest kluczem do osiągania coraz większych dystansów. Nawet jeśli wydaje Ci się za wolno jak na Twoje możliwości – spróbuj, a już wkrótce będziesz cieszyć się z dobrej formy.

 

aaaaaaaa
Początki biegania to czas, który powinniśmy zawsze wspominać przyjemnie. Nie warto tego zmarnować bezmyślnym biciem rekordów – czyli zbyt szybkim bieganiem na treningach.

 

Dlaczego właśnie tak?     

Nie zdziwiłbym się gdyby w tym momencie padł na mnie grad zarzutów, że zakładam jakieś wyssane z palca tezy i że próbuję ludziom odebrać satysfakcję z biegu. W końcu każdy biega jak chce, o czym słyszałem już setki razy, ale to o czym teraz piszę to nie moje widzimisię, ale czysta nauka, której prawa są identyczne wobec wszystkich organizmów. Biegacz, który chce się rozwijać i poprawiać swoje wyniki powinien zacząć od dwóch podstawowych rzeczy – redukcji masy ciała (o ile jest to w jego przypadku konieczne) oraz podniesienia swojej wydolności tlenowej. Ta wydolność tlenowa to nic innego jak tylko umiejętność wykonania takiego samego wysiłku przy mniejszym poborze tlenu. I tego właśnie nie nauczymy się poprzez szybkie biegi przerywane marszami, ale długie i spokojne biegi. Potrzeba tylko cierpliwości i zrozumienia, że żeby kiedyś biegać szybko, najpierw trzeba biegać wolno.

Jeśli jeszcze kogoś nie przekonałem, to dodam tylko, że podobny schemat trenowania przyjmują nawet Ci, którzy obudzeni o 2 w nocy są w stanie pobiec maraton poniżej 2:30. Oni również pomimo i tak już mocno rozwiniętych zdolności tlenowych, mają w roku okresy, w których biegają znacznie wolniej, za to dłużej, kumulując w ten sposób kilometry i podwyższając jeszcze bardziej swoją wydolność. Wolne bieganie jest więc potrzebne zasadniczo na każdym etapie wytrenowania, choć oczywiście dla każdego będzie oznaczać zupełnie inne tempo.

 

Wolniej znaczy lepiej

Jeśli jesteś początkującym biegaczem lub biegaczką postaraj się wziąć sobie powyższe rady do serca. Wiem o czym piszę, bo sam kiedyś uparcie biłem życiówki na treningach i jaki był tego efekt? Na treningu biegałem 10km w 36:30 a na zawodach w 36:06, na treningu robiłem półmaraton w 1:21 a na zawodach w 1:20. Z perspektywy czasu widzę jak bezsensowne to było działanie i jak mały progres osiągałem. Aby więc pokonać kolejne bariery, takie jak 1:20 w półmaratonie czy 3h w maratonie, musiałem po prostu… zwolnić.

Teraz już wiem jak trenować, choć nadal popełniam błędy i uczę się na nich. Gdybym jednak zaczynał biegać teraz, a nie 18 lat temu, to zapewne zacząłbym od slow joggingu, który jest świetnym wprowadzeniem do świata biegania. Wszystkim, którzy dopiero zaczynają też to polecam, a w sieci lepiej pochwalić się rekordową ilością przebiegniętych kilometrów niż kolejnym rekordem czterdziestominutowego marszobiegu. Dlatego też zanim staniesz się demonem prędkości, najpierw stań się demonem kilometrów, a wyjdzie Ci to na dobre.

 

 

 

 

Komentarze Facebook
Poprzedni artykułNie mogę schudnąć choć biegam. Przyczyna może być prosta!
Tomasz Peisert
Redaktor naczelny i właściciel portalu, biegacz – amator, trenujący od 19 lat. Gdy zaczynał biegać, nie miał o tym pojęcia, ale od razu porwał się na… maraton. Popełnił chyba wszystkie możliwe błędy początkujących biegaczy, ale zgłębiając wiedzę i trenując systematycznie w końcu złamał granicę 3 godzin w maratonie. Teraz zdobytym doświadczeniem dzieli się z innymi, tworząc rozmaite teksty/felietony, prowadząc biegowe akademie i warsztaty. Pisze to co myśli, często kontrowersyjnie, ale nigdy nie ukrywa faktów. Dzięki swojej dociekliwości doprowadził do wyjścia na jaw wielu mrocznych spraw z biegowego światka. Jego aktualne rekordy życiowe to: maraton 2:56:47, półmaraton 1:18:17, 10km 35:19.